Nie mogę ocenić tej książki pozytywnie. Jest dobra, ale tylko w tym sensie, że poprawna. Generalnie jej doły nie są głębokie, ale góry nie są wysokie (czego w sumie można się spodziewać po korporacyjnej licencji na tytuł). Rozczarowuje o tyle, że miejscami daje nadzieję na wybicie się ponad średnią.
To co trzeba docenić, to bogaty świat, pełen szczegółów, spójnie łączących się w żywe, wiarygodne przestrzenie. Postacie są dość angażujące, akcja jest dobrze napisana i wciągająca.
A teraz krytyka:
1. Narracja oparta na oklepanych kliszach. Sztampowe są i łuki narracyjne i postacie i relacje między nimi i zwroty akcji. Wszystko jak wyjęte z filmu akcji lat 80., ale bez inspiracji, refleksji. Z zegarkiem można śledzić kolejne zwroty akcji. Cały pomysł na grupę z przypadku jest bardzo typowy dla kina akcji, tylko że to nie jest nawiązanie, tylko kopia. Nic nowego w narracji, to jest rozczarowanie.
2. Poszatkowana fabuła, metodą montażu. Szybkie cięcia, też filmowa metoda, momentami przeplot aż 4 różnych scen. Każde cięcie kończy się mini cliffhangerem. Kawałki tekstu były tak krótkie, że zaczęło się to robić irytujące.
3. Wątek policyjny... po co? Relatywnie słaby, niewiele wnosił. Dawał zalążek może narracji sieciowej, ale raczej dawał poczucie wepchniętego i niedokończonego.
4. CRINGE. I nie chodzi mi o celowy cringe, kamień węgielny cyberpunka jako gatunku, czyli transmisje Fr33k s33k3r, które były niewątpliwie bardzo krindżowe. Raczej o (chyba) mniej celowy cringe pojawiający się w innych miejscach, w szczególności w dość żenujących opisach trójwymiarowego surfowania po sieci, oraz w transhumanistycznych wynurzeniach Alberta, co prowadzi do...
5. Transhumanizm z dyskontu, tania filozofia i fałszywa transgresja. Bardzo to było edgelordowe, tylko że to wyważanie otwartych drzwi i niespecjalnie imponujące w 2023 roku. Są lepsze książki na ten temat (już nie mówiąc o Lemie, który był tam dekady wcześniej), tutaj to było raczej lekkie pitolenie. Na pewno nie jest jakoś bardzo źle, bo znam SF, które bierze to w gorsze rejony. Problem raczej w tym, że ta pozorna transgresywność jest właśnie tylko estetyką, umacniając konserwatywność gatunku cyberpunk, regresywność tego gatunku. Z płciowością to samo - niby można wszystko, ale bardziej mowa o dewiacjach niż emancypacji. Pozbycie się ograniczeń jest powodem upadku metaforycznej wieży Babel, a moralnym punktem odniesienia wciąż jest konserwatywny standard.
6. Wątpliwie napisane postaci neuroatypowe. Idk, czułem dyskomfort.
7. Technologia jest oszustwem narracyjnym. Zwróćcie uwagę na możliwości i ograniczenia technologii w tej książce. Mimo że ten świat posiada nieprawdopodobnie potężne, cudowne technologie, to jakimś trafem, ich potęga ogranicza się zawsze tam, gdzie narracja tego potrzebuje. W zasadzie to głównym motorem posuwania się akcji jest właśnie technologia, dużo bardziej niż sami ludzie. Kiedy coś się dzieje, to przez jakieś urządzenie (przez, dzięki, pomimo). Technologia w zasadzie jest kształtowana przez narrację. Jakieś to takie mało wiarygodne jest.
8. Zakończenie to nie jest czas na retrospekcje, sorry. Trzeba było wcześniej. W ogóle końcówka jest taka niedopisana, dostaje turboakceleracji i się urywa.
Krytyka pozytywna:
Dwie rzeczy jednak trzeba naświetlić, ale tak pozytywnie. Po pierwsze: ładnie namalowany koszmar neoliberalnego korporacyjnego militarystycznego kapitalizmu. To widać w szczegółach, w konstrukcji świata, atmosferze. Akurat to jest bardzo konsekwentne i wiarygodne. Oczywiście przerysowane, ale w dobrym sensie - takie ma być w Cyberpunku, nieco komiksowe.
Po drugie: wprowadzanie koloru skóry. Tzn. etniczność faktycznie nie jest domyślnie biała, postacie nie są etykietowane w pierwszym zdaniu kolorem skóry. To jest wprowadzane później, jakby przy okazji - ale jednak celowo. To jest fajne i mądre.