Autor naczytał się Olgi Tokarczuk i pomyślał, że też tak potrafi... Nie potrafi. Nie wiem, nie rozumiem dlaczego jakikolwiek wydawca w ogóle zgodził się na wydanie tej książki. Żałuję każdej sekundy, którą spędziłam czytając tę książkę, a nawet patrząc na nią. Mam żal do siebie, że nie odłożyłam jej po pierwszych trzech stronach. Szczerze mówiąc, nie jestem w stanie stwierdzić nawet o czym była to książka, jakie miała mieć przesłanie. Naładowana dziwnością w najgorszym wydaniu, momentami (a nawet częściej niż momentami) była obrzydliwa, pełno scen seksu lub ogólnie erotycznych. Autor nie wie chyba, że istnieje określenie "lesbijka", bo nie stroni od rzucania "lesbami" na prawo i lewo. Inne obraźliwe określenia też najwyraźniej przypadły mu do gustu. Naprawdę mam nadzieję, że ta książka to po prostu nieśmieszny żart albo parodia, bo nie wierzę, że ktoś by to napisał na serio. Chciałam dać jej z litości chociaż 2 gwiazdki, ale po prostu się nie da, nawet ta 1 gwiazdka to zbyt wiele. Cieszę się tylko, że wypożyczyłam tę książkę z biblioteki i nie wydałam na nią nawet złamanego grosza.