"W każdej roli przypominam Gajosa" – powiedział w wywiadzie w 2001 roku jeden z najwybitniejszych i najbardziej lubianych, a zarazem najskromniejszych i najskrytszych polskich aktorów. Chłopak z Zagłębia to, co osiągnął, zawdzięcza uporowi, pracy i wielkiemu talentowi. Od ponad pięćdziesięciu lat wszyscy chcą go oglądać, więc każdy chce z nim pracować. I podziwiać kolejne role na deskach teatrów, w kinie, telewizji i na estradach.
Z pozoru już sam tytuł spełnia moja marzenie, że jest Gajos i finito, nic więcej. Jak w monodramie. Jest to wrażenie mylne oczywiście i na (niewątpliwy) plus, bo postacie, które się tutaj przeplatają są równie interesujące, np. rozdział o kabarecie, wspomnienie o występowaniu Gajosa w Kabarecie Dudek i osobna strona na kilka słów o Edwardzie Dziewońskim.
No piękne! Dużo teatrów, zdjęć też całkiem spora ilość, Gajosa w Gajosie stwierdzam ilość na dużą, a kalendarium filmowe!! ludzie, piękne to jest! i ogółem na oprawie graficznej książek z Marginesów się jeszcze nie zawiodłam: zawsze ładne, estetyczne, ze smakiem. Ładne, ładne.
I mój mózg zrobił fikołka, kiedy podniosłam tę książkę z dworcowego chodnika po tym, jak wypadła mi z plecaka, bo w ostatnim momencie wyszłam z pociągu na dworzec w Ostrowie Wielkopolskim, i pojawiła się w nim (tym mózgu) myśl: "nawet jak się i nie podpisze, to już ten pokiereszowany grzbiet jest wystarczająco piękną pamiątką!".
Kolejna biografia, która napisana jest w stylu peanu. Nie może autorka lub autor zrozumieć, że jak kogoś uwielbiasz bezgranicznie to najgorsze co możesz zrobić to napisać o tym książkę. Ja się zgadzam, że Pan Gajos jest wybitnym aktorem, stworzył wiele kreacji zarówno w teatrze jak i w filmie, ale żeby takie chwalenie w książce, która aspiruje do biografii to naprawdę nie przystoi. Nie ma najmniejszych nawet śladów obiektywizmu, więc albo Janusz Gajos jest bogiem aktorów albo autorka nie może odnaleźć dystansu.