Dawid jest aktorem wychowującym samotnie dwójkę dzieci. Na pierwszy rzut oka całkiem dobrze mu się powodzi. Jest popularny, ma piękny dom i niezły samochód. Sielanka jednak nie trwa zbyt długo... Pewnego dnia jego posiadłość okazuje się siedliskiem złowrogich zjaw, a pobliskie jezioro piekielną otchłanią, skrywającą mroczną tajemnicę. Rodzina aktora znajduje się w poważnym niebezpieczeństwie. Tymczasem korowód duchów zacieśnia się wokół Dawida, wirując w coraz szybszym danse macabre..
1,5/5,0 Jestem człowiekiem, który rzadko kiedy poświęca czas na pisanie recenzji, a w ogóle rozważa stworzenie takiej, jedynie kiedy książka powali mnie na kolana albo sprawi, że mam ochotę ją spalić. Siedlisko niestety należy do tej drugiej kategorii. Od czasu 50 Twarzy Grey'a nie zdarzyło mi się, żebym już po pierwszych trzech stronach marzyła o obsmarowaniu czytanego dzieła, aż do teraz. Czytając tę książkę czekałam jednak na tę chwilę z utęsknieniem. Obiecałam sobie bowiem, że przeczytam całość zanim wyrzucę z siebie wszystko co się we mnie zaczęło gotować od chwili gdy poznałam głównego bohatera tejże historii, aby nikt nie mógł mi zarzucić, że nie dałam autorom szansy. W sumie i tak mam wrażenie, że była to o jedna szansa za dużo, no ale że już dałam się nabrać i kupiłam tę książkę... Mam wrażenie, że w swojej ocenie jestem dość łaskawa, jednak sam koncept i historia oraz fakt, że w ogóle dało się przeżyć doświadczenie czytania tej książki, przemawiają przeciw kompletnemu zgnojeniu jej. Gdybym jednak chciała wskazać wszystko co jest w niej złe i koszmarne, nie wiem nawet gdzie zacząć. Spolszczone angielskie wyrazy. Wrzucone ni z gruchy ni z pietruchy angielskie zwroty, które z łatwością można by zastąpić polskimi. Wulgaryzmy sypiące się zewsząd. Totalny miszmasz językowy, który chyba w zamiarze miał ukazać kompletne zblazowanie i nowoczesność autorów, ale wywarł na mnie wrażenie raczej lenistwa albo zbyt usilnego starania, żeby się wydać "hip" i "cool". A to tylko grzechy stylistyczne. Co do samej treści... Mogę tylko żywić nadzieję, że bohater, który pierwsze co widzi w kobietach to rozmiar dekoltu i kształt tyłka, nie jest jakimś alter ego panów pisarzy, a postacią świadomie stworzoną w taki sposób, aby wydać się maksymalnie obleśną istotą. Już od pierwszego akapitu straciłam ochotę na wysłuchanie czegokolwiek, co taki człowiek miałby mi do opowiedzenia. Narrator, który nie jest w żaden sposób sympatyczny? Nie, dziękuję. A co gorsza mogłoby się wydawać, że autorzy chcą nam przedstawić go jako kogoś, kto jest niewiarygodnie zajebisty i taki fajniutki, że każdy chciałby być jak on. Stawiam sobie zatem pytanie, kto jest docelowym czytelnikiem tej powieści? Pewnie ktoś, kogo matka mówi o swoim mężu per "stary" i kto nazywa swojego penisa "strażakiem". Najzabawniejsze jest to, że w powieści, która jest horrorem, żadna ze scen typowo horrorowych nie wydała mi się tak obrzydliwa, jak scena seksu. Panowie autorzy, E.L. James opisywała seks bardziej apetycznie od was, a w jej scenach występował zakrwawiony tampon i inne równie barwne artefakty... Cóż mogę powiedzieć by podsumować moje doświadczenie z tą książką? Często kupuję powieści na czuja i dość losowo i większość moich wyborów okazuje się świetnymi książkami. Większość. Siedlisko nie jest jedną z nich.
Nie będę się rozpisywać o czym jest ta historia i zaraz wyjaśnię dlaczego. Muszę tutaj zaznaczyć, że kompletnie ta książka nie przypadła mi do gustu i co więcej - prawie spowodowała u mnie zastój czytelniczy.
O czym jest ta książka? W zasadzie to nie wiem. To miał być horror, ale daleko temu do horroru. Wiadomo, nie jest łatwo stworzyć straszny horror, a ja też mam wysoki próg odporności na takie rzeczy. Jednak tak po cichu liczyłam na jakiś dyskomfort, taką niepewność i już bym powiedziała, że jest dobrze. Tutaj nic nie było. Ostatnia deska ratunku to akcja i styl autorów.. i tutaj też nic się nie obroniło. Akcja wlekła się w nieskończoność, a to powodowało, że dużo rzeczy mi umykało, bo nie potrafiłam się skupić i prawie wszystko co tam jeszcze kojarzę, wyleci mi z głowy za góra trzy dni. Trochę szkoda, bo człowiek posiedział trochę nad tą książką, a koniec końców i tak niewiele z niej zapamiętał. Jeśli chodzi o styl to niestety czuć było, że piszą to dwie różne osoby i to się nie zawsze scalało.
Gdyby chociaż fabuła w jakiś sposób mnie wciągnęła to bym machnęła ręką. Już niejednokrotnie zdarzało się, że horror w żaden sposób mnie nie ruszał. Jednak jeśli jest to książka napisana w taki sposób, nie odbierający mi radości z poznania historii i nie dający mi powodów do frustracji to ja to podkreślę i stosownie podniosę ocenę. Tutaj nie znalazłam powodów, żeby dać te dwie gwiazdki.