Rozchorowałem się, więc sięgnąłem po proste czytadło, ale nawet jako czytadło. Język jak z wypracowania ośmiolatka. Nudne opisy scenerii nic nie wnoszące do książki, zagłębianie się w detale o meblach, pralkach, etc. Stereotypowe i krzywdzące opinie w rodzaju: "gejowskie związki są bardzo kruche i nietrwałe", które prowadzą do konkluzji: "Adopcja dzieci przez gejów i lesbijki też raczej nie wchodzi w grę." [...] "Nie jest to środowisko odpowiednie dla dziecka.". Podmiot liryczny twierdzi też, że stał się homoseksualistą, bo jego ojciec "nie pokazał synowi jak być mężczyzną. Heteroseksualnym mężczyzną który w przyszłości zostanie mężem i głową rodziny." Ta "mądrość" nigdy nie zostaje sprostowana, mimo że książka jest bardzo długa i można by zmieścić krótki dialog o tym, że to średniowieczne poglądy, a homoseksualizm jest wrodzony a nie wyuczony. Właściwie to jest nie tyle książka, co bardzo rozwlekły i szczegółowy pamiętnik. Jakieś zabiegi literackie, konstrukcja książki, przemyślana fabuła? Zapomnijcie. Strumień świadomości skrzyżowany z pamiętniczkiem. Nawet "50 twarzy Greya" było literacko lepsze od tych wypocin, a oceniam Greya bardzo nisko. Bohater celowo nie ma imienia - niestety widać autor uznał przy tym, że w związku z tym nie potrzebuje też żadnych konkretnych cech charakteru, jest niespójny, nijaki, nudny.
Opisana historia mogłaby być podstawą książki - gdyby tylko ktoś naprawdę zrobił redakcję, skrócił tę pisaninę co najmniej o połowę, nauczył autora podstaw opisów postaci, uświadomił go, że opisywanie pokoju w sposób: "miał wymiary 2 na 3 metry" jest adekwatne tylko kiedy się planuje ile kupić farby do pomalowania ścian i tym podobne.