Rocznik 1981, urodzony na wschodzie Polski. Wychodzi z założenia, że większym splendorem dla autora jest to, że czytelnicy znają jego twórczość, a nie jego wizerunek. Lubi ludzi. Często siada w ulubionej kawiarni na skrzyżowaniu dwóch ruchliwych ulic i obserwuje otaczający go świat. Patrzy na ludzkie gesty i miny. Często także podsłuchuje i notuje najciekawsze dialogi oraz sformułowania. Wiele z nich wykorzystał w swojej debiutanckiej powieści Gej w wielkim mieście. Literacki debiut to ostatni punkt na długiej liście marzeń do zrealizowania przed trzydziestymi urodzinami. Wszystkie poprzednie już się spełniły. Stale wyznacza sobie nowe cele, wśród nich jest druga część "Geja w wielkim mieście".
Mikołaj Milcke miał szansę za jednym zamachem opowiedzieć ciekawą historię i zabrać głos w ważnej dyskusji. Sam nie wiem, co bardziej nie wyszło.
Ciężko mi było brnąć przez pozbawioną charakteru, nijaką i toporną narrację. Taki zbiorek gimnazjalnych "reportażyków" na wszelkie tematy. Raził mnie też od pierwszych stron kompletny brak subtelności. Jeśli żart, to zagadany; jeśli nawiązanie, to wyjaśnione w najdrobniejszych szczegółach; jeśli cytat, to niemal z pełną biografią autora. Szczytem braku wiary w inteligencję czytelnika są sytuacje, w których bohaterowie opowiadają sobie historię, a pół strony dalej narrator raz jeszcze podsumowuje ją w całości. Nie chce mi się już nawet wspominać o dialogach. Powiedzieć, że nie są dobre, to nic nie powiedzieć.
Najgorsze jest jednak to, że Autor zamiast powalczyć ze stereotypami i uprzedzeniami (a miał do tego świetne narzędzie), właśnie z nich zbudował swojego bohatera, nadał mu cechy infantylnego, wszystkowiedzącego histeryka, który sam pod cieniutką skórą nowoczesnego gościa skrywa pokaźny arsenał niesprawiedliwych osądów i uogólnień. Niektóre z nich wygłasza nawet jako niepodważalne fakty. I za to należy się czerwona kartka.
Nie do końca rozumiem, dlaczego tak wielu czytelników chętnie i z uśmiechem przyjmuje tę niedźwiedzią przysługę.
Rozchorowałem się, więc sięgnąłem po proste czytadło, ale nawet jako czytadło. Język jak z wypracowania ośmiolatka. Nudne opisy scenerii nic nie wnoszące do książki, zagłębianie się w detale o meblach, pralkach, etc. Stereotypowe i krzywdzące opinie w rodzaju: "gejowskie związki są bardzo kruche i nietrwałe", które prowadzą do konkluzji: "Adopcja dzieci przez gejów i lesbijki też raczej nie wchodzi w grę." [...] "Nie jest to środowisko odpowiednie dla dziecka.". Podmiot liryczny twierdzi też, że stał się homoseksualistą, bo jego ojciec "nie pokazał synowi jak być mężczyzną. Heteroseksualnym mężczyzną który w przyszłości zostanie mężem i głową rodziny." Ta "mądrość" nigdy nie zostaje sprostowana, mimo że książka jest bardzo długa i można by zmieścić krótki dialog o tym, że to średniowieczne poglądy, a homoseksualizm jest wrodzony a nie wyuczony. Właściwie to jest nie tyle książka, co bardzo rozwlekły i szczegółowy pamiętnik. Jakieś zabiegi literackie, konstrukcja książki, przemyślana fabuła? Zapomnijcie. Strumień świadomości skrzyżowany z pamiętniczkiem. Nawet "50 twarzy Greya" było literacko lepsze od tych wypocin, a oceniam Greya bardzo nisko. Bohater celowo nie ma imienia - niestety widać autor uznał przy tym, że w związku z tym nie potrzebuje też żadnych konkretnych cech charakteru, jest niespójny, nijaki, nudny. Opisana historia mogłaby być podstawą książki - gdyby tylko ktoś naprawdę zrobił redakcję, skrócił tę pisaninę co najmniej o połowę, nauczył autora podstaw opisów postaci, uświadomił go, że opisywanie pokoju w sposób: "miał wymiary 2 na 3 metry" jest adekwatne tylko kiedy się planuje ile kupić farby do pomalowania ścian i tym podobne.
Jak to się źle czytało. Pierwsza gwiazdka, bo niżej się nie da, druga za plot twist.
Styl autora jest beznadziejny. Przedstawione zostało multlum postaci, historię z nimi dłuższe niż związki głównego bohatera, anegdoty nie mają oparcia w fabule, a część bohaterów książki po prostu ginie (GDZIE JEST PIOTR, STUDENT POLITECHNIKI ŚWIADEK JEHOWY, o co chodzi z tym, że Justyna jest nazywana Prosiakiem, czy w ogóle ona jeszcze się pojawiła później w tej książce poza przedstawieniem? Krzysiu pojawił się drugi raz i to maks na jaki stać autora po wprowadzeniu tylu ludzi). Natomiast istotne rzeczy są traktowane pobieżnie. Relacje głównego bohatera z perspektywy czytelnika opierają się na krótkich podsumowaniach kilku miesięcy związku stwierdzeniami "Przez ten czas żyłem jak w bajce. Bardzo go kocham.". Nie ma żadnego dowodu na to dla czytelnika
IQ głównego bohatera sukcesywnie spada w dół, do momentu, gdy przyjeżdża do Krakowa i obniża znacząco statystyczny poziom inteligencji całego miasta. Z jeden strony nasz bohater uważa się za najmądrzejszą osobę w towarzystwie, gardzi innymi, nieco buntownik, a w następnej chwili jest jakiś taki malutki, głupiutki i w ogóle bezradny.
Fabularnie... Jest okej. Fabuła to była właściwie jedyna rzeczy, w którą wierzyłam do samego końca, bo inaczej bym przerwała dosyć wcześnie lekturę. Zaskakujący zwrot akcji i tyle mam do powiedzenia w tej sprawie
Czy zamierzam czytać kolejne tomy? Tak, ale na pewno nie z ciekawości. Wierzę, że do ostatniego tomu styl autora się znacząco poprawi i chcę tego doświadczyć
Niewiele jest na polskim rynku pozycji literackich traktujących o życiu gejów i lesbijek. Dlatego z ogromną radością podszedłem do tej książki. Napisana jest prostym językiem, czyta się fenomenalnie. Jej skończenie zajęło mi niespełna trzy dni - wprost nie mogłem się oderwać od lektury. Losy głównego bohatera w wielu miejscach bardzo przypominały mi moją przeszłość (matematyka sugeruje, że jestem rok od niego młodszy) - czułem niesamowitą więź z nim, nie mogłem się doczekać kolejnych pomysłów i zwrotów akcji. Bardzo wyczekiwałem drugiej części, by dowiedzieć się o dalszych jego losach. Polecam nie tylko gejom - trochę heteryków mogłoby się dowiedzieć z tej książki, że nie jesteśmy ufoludkami. :-)
Gdyby nie aplikacja Empik Go ,to pewnie ta książka byłaby w dalekich planach czytelniczych ;-) . A tak ,książka już odsłuchana :-). Młody chłopak gej,zostawia swoje małe miasteczko i wyrusza na studia do Warszawy. Trochę zachłystuje się tym wielkim światem , a przy okazji chce tez znaleźć miłość. Powiem Wam szczerze że czasem mnie wkurzał ,swoją naiwnością i upartością . Ale było też zabawnie . Świetne podejście autora do scen łóżkowych ,nie były wulgarne i to też na duży plus . Z chęcią sięgnę po kolejne części żeby się dowiedzieć jak potoczyły się jego dalsze losy :-) .
Naprawdę się zdziwiłam - oczekiwałam taniej jakości literatury blogaskowej, a otrzymałam całkiem dobre czytadło. Na tyle dobre, że przeczytałam w jeden dzień. Gdyby jeszcze coś podobnego było o lesbijkach ;)
Pomimo tego, że przez połowę książki miałem dość głównego bohatera przez jego niekonsekwentne w pewnym sensie decyzje i nadinterpretacje to książka ta była dość przyjemna i wciągająca.
Fajna książka! Po tytule spodziewałam się czegoś gorszego, ale mimo to zaczęłam słuchać ze względu na występ autora w programie TV The traitors. Ciekawa historia głównego bohatera, jego życia w Warszawie i związkowych przygód. Zaskakująco dobre zakończenie!
Przyznam, że podchodziłam do tej książki z nastawieniem, że zabieram się za czytadło, pop-literaturę. Tymczasem "Gej w wielkim mieście" pozytywnie mnie zaskoczył. Po pierwsze wciągnął, po drugie zachwycił swoim realizmem. Najbardziej cenię w "Geju..." fragmenty, w których Mikołaj Milcke rysuje wierny obraz polskiej rzeczywistości lat 2002/2003. Na co dzień zapominamy, ile zmieniło się w Polsce w ciągu tych dziesięciu lat. Ostatecznie nie ma już "dziury w ziemi pod budowę Złotych Tarasów", komputery ma się przede wszystkim przenośne, komórki nie służą jedynie do pisania smsów, a Polska nie jest krajem kandydującym do Unii.
Chwilami "Gej..." grzeszy stylem, jaki częściej spotyka się na blogach niż w powieściach, nikiedy też raczej powierzchownym zarysem drugoplanowych sytuacji czy postaci. Ale to wciąż dobry debiut: wciągający, zabawny i bardzo prawdziwy.
Niestety książka bardzo mnie zawiodła. Sam pomysł na fabułę miał duży potencjał, ale wszystko to zostało zaprzepaszczone przez głównego bohatera, który był tak irytujący, naiwny i niekonsekwentny w swoich działania, że to aż hit. Oprócz tego był też cholerykiem i bardzo źle znosił jakąkolwiek krytykę, nawet ze strony swoich przyjaciół, nie uczył się na błędach. Te wszystkie jego cechy sprawiły, że czytając jedyne co robiłam, to przewracałam oczami. Do tego całość okraszona była okropnymi stereotypami o związkach homoseksualnych, które w mojej opinii były bardzo szkodliwe. Jasnym punktem tej książki są przyjaciele głównego bohatera, którzy wielokrotnie wstrząsają nim i robią to niejako zamiast czytelnika, bo sama miałam ochotę zrobić mu coś, po kolejnym dziwnym zachowaniu.
Książka ukazała się w 2011, ale jej akcja dzieje się w latach 2002/2003. To klasyk polskiej literatury LGBT i znakomita fotografia tamtych czasów. "Gej w wielkim mieście" pokazuje jak wiele się zmieniło w podejściu do społeczności LGBT, jak bardzo zmieniła się społeczność LGBT. Każdy kto zapomniał co ludzie mówili o gejach 20 lat temu i jak wyglądało życie gejów 20 lat temu powinien po tę książkę sięgnąć. Po pozostałe części też, bo nawet tej 4-tomowej serii widać jak zmienia się świat.
Super wciągający książka. Autor pisze tak, że nie mogę się oderwać, po prostu muszę poznać dalsze losy bohatera. Wartka akcja, nie ma niepotrzebnych opisów, sztucznego przedłużania tekstu. Świetny humor :) Bohaterowie są żywi, nieidealni, czyli tak naprawdę tacy, jacy powinni być, po prostu zwykli ludzie, z którymi można się utożsamiać.