[To jest opinia o całej mandze, a nie tylko tym tomie. Mogą wystąpić spoilery, ale takie które nie powinny wpłynąć na osobiste wrażenia z czytania, a jedynie zachęcić do sięgnięcia po ten tytuł.]
Zankoku na Kami ga Shihai suru jest specyficznym tytułem - w końcu chyba nie ma zbyt dużo mang traktujących poważnie o przemocy, molestowaniu seksualnym, prostytucji, samobójstwie czy nawet wyrzutach sumienia po morderstwie. A to wszystko znajdziecie w tej pozycji, w dodatku oprawione w - o ironio - przepiękną grafikę, która jest przepełniona symboliką i kontrastami.
Historia przedstawiona na kartach tego dzieła przepełniona jest emocjami, choć w większości negatywnymi. Rozpacz i cierpienie aż wylewają się z każdej strony. Niewiele było naprawdę szczęśliwych momentów, w cieniu zawsze ukrywało się coś mrocznego. Mimo to, nie byłam w stanie oderwać się od lektury Zankoku na Kami ga Shihai suru, po prostu musiałam wiedzieć co znajdę na kolejnej stronie.
Bohaterowie stworzeni przez Moto Hagio zdecydowanie nie są jednowymiarowi. Złożoność ich charakterów, ilość “noszonych przez nich masek”, psychika ofiary/sprawcy/świadków/bliskich - to wszystko jest najmocniejszą częścią tej mangi. Tak samo jak fakt radzenia sobie z traumą, niedowierzania że strony członków rodziny czy znajomych, szukanie ukojenia i zrozumienie sensu miłości. Autorka zdecydowanie wiedziała co robi i na poważnie podeszła do tematu. Nie wpychała nigdzie głupich żartów czy też nie łagodziła/nie zbywała problemu. I za to jestem jej wdzięczna.
Jestem odrobinę rozczarowana zakończeniem, czegoś mi tam zabrakło, jakiegoś mocniejszego “pierdolnięcia”. Ogólnie gdzieś tak trochę za połową był idealny moment na zakończenie mangi (ci, którzy czytali, zapewne wiedzą o co mi chodzi), jednak autorka zdecydowała się pociągnąć ją dalej i to trochę rozbiło bombę emocjonalną jaka nam zafundowała do tej pory. I choć w dalszej części poruszała dalej wymienione wcześniej wątki, bardziej je rozbudowywała i były tam też intensywne momenty, czytanie tego zaczęło być męczące. Miała takie poczucie jakbym nagle przerzuciła się na jakieś typowe romansidło boys love, ale jestem w stanie to wybaczyć.
Zankoku na Kami ga Shihai suru jest tytułem zdecydowanie wartym przeczytania. Jednak polecam go osobom starszym i o mocnych nerwach, bo dosyć mocno “ryje banie”. No i trzeba zarezerwować sobie trochę więcej czasu, bo jest dosyć obszerna.
[Na wszystko co tu napisałam proszę brać poprawkę, że czytałam po angielsku, a choć mój poziom można chyba nazwać komunikatywnym, to nie wszystko jest dla mnie zupełnie jasne, a też nie chciało mi się sprawdzać każdego pojedynczego słowa w słowniku, więc mogłam coś zinterpretować inaczej niż naprawdę było napisane.]
La situazione per Jeremy è sempre più agghiacciante, attorniato da una madre egoista e stupidamente frivola, un patrigno sempre più violento (la scena dell’uovo di pasqua è probabilmente il punto culminante del suo percorso e lascia alquanto sconcertati), un fratello maggiore che sembra impermeabile a qualsiasi indizio. Anche chi potrebbe divenire un possibile aiuto o muore (il vecchio psicologo che Jeremy incontra di nascosto) o si rivela essere solo una ricattatrice (la giovane cameriera). Jeremy è sempre più obliterato e l’idea dell’omicidio si fa sempre più pressante, tanto da portarlo a pianificarlo seriamente. Dal punto di vista narrativo, Moto Hagio assomma elemento ad elemento portando il racconto sempre più verso un parossismo e una tensione che attendono di essere sciolti e portando il lettore a sperare che il protagonista arrivi davvero al gesto estremo, peraltro tentato verso la fine i questo volume.
This entire review has been hidden because of spoilers.
«Il regalo di compleanno che voglio… è la tua morte!»
Terrificante e lapidario: così si potrebbe descrivere questo terzo volume di A cruel God reigns.
Greg è una bestia e credo di non avere mai odiato tanto un personaggio come sta accadendo con lui. Moto Hagio è stata fin troppo brava a mostrare quanto in là può spingersi la crudeltà e il sadismo degli esseri umani.
Purtroppo per Jeremy, ormai non è solo dal patrigno che si deve riguardare. La sua fragile condizione attira approfittatori di ogni sorta, mossi dai più disparati tornaconti personali. Coloro a cui lui sta sinceramente a cuore, se ne vanno prematuramente… Forse, siamo arrivati a un punto di non ritorno. L'angelo è caduto e il desiderio di uccidere il suo aguzzino è sempre più forte e incontrollabile.