Czytałem już tę książkę na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy zaczęto wydawać w Wydawnictwie Dolnośląskim w ładnej oprawie edytorskiej serię zatytułowaną Biblioteka Pisarzy Żydowskich. Nie pamiętam już nawet, co z niej przeczytałem do końca, a co tylko przejrzałem. Z "Kasrylewki" mam mętne wspomnienia, więc zabrałem ją na wakacje, by w spokoju przeczytać.
Moje najważniejsze i najlepsze spotkanie z Szolemem Alejchemem to "Notatki komiwojażera" i choć czytałem później także jego powieści, chyba zdania nie zmienię. "Kasrylewka" jest zbiorem krótkich opowiadań, czy jak pisze tłumacz, Michał Friedman, humoresek. Łączy je miejsce - modelowy, trochę wymyślony przez autora sztetl. Pojawiające się w opowiadaniach postacie czasem się powtarzają, ale najczęściej są to kolejne typy, reprezentujące różne warianty żydowskiego, pogrążonego w biedzie i izolacji od świata losu. Jednym z uroczych wyjątków jest rabin Juzupł, mędrzec na miarę tego miejsca, położonego na opadającym ku rzece wzgórzu, gdzieś na dzisiejszej Ukrainie. Kasrylewka jest sztetlem trochę mitycznym, a trochę rzeczywistym, i ta jej druga cecha bardziej mnie interesuje. Bo jednak zadziwiająco dużo można się stąd dowiedzieć o życiu w małym żydowskim miasteczku na przełomie wieków XIX i XX. W ważnym momencie przechodzenia do szeroko rozumianej nowoczesności i rozpowszechniania się wynalazków, zmieniających funkcjonowanie całych społeczności. Z drugiej strony jest to też czas burzliwych zmian politycznych, a i pogromów. Pogrom jest tematem jednego z fragmentów bloku „Wielkie zamieszanie wśród małych ludzi” (czasem opowiadanka są rozdziałami, tworzącymi jeden większy blok), choć to słowo w ogóle nie pada. Do Kasrylewki przychodzi list z niedalekiej miejscowości, w której informacja o pogromie, do którego tam doszło, podana jest w sposób zaszyfrowany: „Tylko tyle, żeśmy się najedli strachu od tego gradu i od tej burzy, która tu była. Bogu jednak dzięki, wszystko minęło i już, jak wszyscy ludzie, nie mamy się czego i kogo bać.” To, w mojej ocenie, najlepsze opowiadanie w zbiorze. Bo o ile i język, i wiele realistycznych szczegółów, które można w zbiorze smakować, sprawiają, że czyta się "Kasrylewkę" z zainteresowaniem, to forma, budowa poszczególnych opowiadań, rozwiązania fabularne raczej rozczarowują. Pod tym względem daleko temu tomowi do "Notatek komiwojażera".