"Kato-tata" odsłania tabu, dotyka wrażliwego ciała wykorzystywanego dziecka, które nie szuka nigdzie pomocy a jątrzące rany nie goją się i roznoszą w nieskończoność, również na ciele i duszy dorosłej kobiety.
Niechętnie rozmawiamy o molestowaniu dzieci, a już na pewno za wszelką cenę unikamy odnośników do osobistych doświadczeń naszych rozmówców, jakby bojąc się, że niechcący poruszone wspomnienia zaczną cuchnąć. Dlatego tak ważne jest, żeby to dziecko zaczęło krzyczeć, żeby wykrzyczało z siebie tę traumę, poczucie winy i strach. W "Kato-tacie" dziecko właśnie krzyczy, prostym, zwykłym językiem, wypranym z zawiłości literackiego stylu. Dopóki ten niezrozumiały ból siedzi cicho, dziecko będzie nadal cierpieć, choćby miało sto lat.
Jeśli wyobrazimy sobie "Niedole cnoty" Sade'a w połączeniu z "Malowanym ptakiem" Kosińskiego przeniesione na Dolny Śląsk w realia lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych - możemy w przybliżeniu określić "Kato-tatę". Czytając tę książkę schodzimy do piekła i zastanawiamy się ile takich piekieł znajduje się w naszym najbliższym otoczeniu.
„Wyjątkowo przykre były dla mnie święta Bożego Narodzenia. Jak każda katolicka rodzina, dzieliliśmy się opłatkiem. Składaliśmy sobie świąteczne życzenia, padając sobie w ramiona. I tak co roku. Starałam się, na ile to było możliwe, odwlec ten przykry moment. Nie chciałam dzielić się opłatkiem z tatą, a tym bardziej go całować. Znowu czułam jego twardy zarost i oślizgły język. Sama myśl dzielenia się z nim opłatkiem i całowania go była ohydna. Musiałam sobie jednak z tym jakoś radzić. Nikt nie mógł się zorientować, co naprawdę czuję. (…) Okres świąt był przykry jeszcze z innego powodu. Wszyscy byliśmy świadomi, że tatuś w pierwszy, a najpóźniej drugi dzień świąt spije się jak świnia i będzie się awanturował lub molestował nas seksualnie. To była nasza rodzinna świąteczna tradycja”.
Tatuś - mściwy, autorytarny dewiant seksualny, pedofil i gwałciciel i dwulicowy przemocowiec, stwarzający pozory przykładnego pracownika, męża i ojca.
Mama - oziębła, wiecznie nieobecna, współwinna dziecięcej tragedii w rodzinnym domu, a w oczach bohaterki ukochana rodzielka
Brat i siostra - starsze rodzeństwo bohaterki, agresywne i zazdrosne wobec bohaterki, zaniedbane, głodne.
Halszka - autorka „Kato-taty. Niepamiętnika” wydanego w 2009 roku będącego porażającym zapisem gwałtów, molestowania seksualnego dziewczynki, która odkąd skończyła 8 lat była ofiarą swojego ojca. Tatusia, bo tak o nim pisze, ale ja poznałam ojca - bestię, dla którego nie było granic ani świętości. No chyba, że trzeba było iść w niedzielę do kościoła czy podzielić się opłatkiem w Boże narodzenie… Bohaterka wychowana w wierze szukała w niej pocieszenia, modląc się żarliwe o przemianę ojca, natomiast nie tylko „niebiosa” nie wysłuchały jej modlitw, ale i postawiły na jej drodze księdza pedofila. Szkoła również nie niosła tu wsparcia ani zrozumienia, dostarczając kolejnych udręk ze strony innych dzieci i nauczycieli.
Autorka bez znieczulenia opisuje swoją perspektywę, odważnie dzieli się ohydnymi czynami ojca wobec niej, nie szczędząc drastycznych szczegółów. Ukazuje los zaniedbanego, zastraszanego, niedożywionego i osamotnionego dziecka, którego ojciec dopuścił się najstraszniejszych patologii, a matka odwracała wzrok. Przy czym dla niej to była codzienność. Coś do czego przywykła, a przynajmniej tak chciała to postrzegać, aby przetrwać.
Porażająca jest to książka. Tym bardziej, że dorosłe dziecko krzywdzone z objawami PTSD, złamanym poczuciem własnej wartości, osierocone przez żyjących rodziców-potworów wchodzi w życie z tak wielkim ciężarem, że trudno wyobrazić sobie normalne funkcjonowanie. A że zaklęty krąg przemocy w przypadku jej rodziny trwał od pokoleń, to jakże trudno go przełamać. A że Halszka stała się bezwolną marionetką w kontakcie z napotykanym na jej drodze silniejszymi ludźmi, którym z początku bezwarunkowo ufała, to tylko pokazuje jak wielką wyrządził jej krzywdę rodzinny dom.
Odwagi do przeczytania tego tytułu dodała mi lektura „Samej” autorstwa Katarzyny Nowak publikującej w sieci jako Ofiara księdza pedofila/ aktywistka/ autorka książki
Niezaprzeczalnie trudna i wstrząsająca historia, a dla wielu na pewno nie do przejścia. Przyznam jednak, że mam problem z uwierzeniem w pełni w tę historię.. Jest w niej bardzo dużo zaprzeczania sobie samej, wiele fragmentów które się nie kleją i sporo takich wydarzeń, w które ciężko w pełni uwierzyć. Wiem, że wątpienie w słowa ofiary to grząski grunt i tak naprawdę nie wątpię, w to że ta kobieta przeszła piekło, ale ciężko mi uwierzyć że wszystko było takie jak opisała...
Książka, którą bardzo ciężko jest ocenić ze wglądu na to co przedstawia w swojej treści. Wspomnienia, którymi dzieli się autorka są straszne w odbiorze i nie podlegające ocenie. Mimo tego, ze niektóre opisy są naprawdę przerażajace i wprawiające czytelnika w poczucie obrzydzenia, to jest to pozycja którą należy przeczytać. Autorka kilkukrotnie pisała stwierdzenie „rodziców trzeba słuchać” w kontekście tego co robił z nią tata. Jest to zdanie, które powtarzają nam wszyscy od początku naszego życia, prezentujące rodzica jako boga, któremu nie wolno się przeciwstawiać. Przykład Halszki jak i miliona innych dzieci pokazuje jednak, że rodzice są tylko ludźmi, którzy nie są ponad innymi i często robią okropne rzeczy, nawet swoim dzieciom.
Historia jest tak obrzydliwa i okrutna, że ciężko przez nią przejść. Jednak najgorsze jest to że zbyt wiele dzieci przechodzi przez to samo. Jest to ważna pozycja by zrozumieć zachowania ofiary, które powtarzają się przez ich całe życie...
Mocna książka. I ogólnie przygnębiająca, aż trudno uwierzyć, że można mieć takie straszne życie... Ale pochłania się ją jednym tchem, mnie zajęła kilka godzin jednego wieczoru.
To bardzo trudna książka z bardzo dokładnymi opisami przemocy seksualnej wobec małej dziewczynki ( ojciec gwałci i molestuje córkę ). Nie polecam dla osób wrażliwych, ja odpadłam już na 30 stronie.
Każdy czytelnik trafia w swoim życiu na takie książki, które sporo czasu po ich przeczytaniu nadal tkwią w jego pamięci i nie może przestać o nich myśleć. To właśnie spotkało mnie po lekturze „Kato-taty”. Mimo że przeczytałam ją pod koniec zeszłego miesiąca, wciąż wracam w myślach do niej i za każdym razem towarzyszy mi przy tym ogrom emocji – który był obecny również podczas jej lektury.
Zacznijmy od tego, że książka ta została napisana przez kobietę kryjącą się pod pseudonimem – Halszka Opfer i to właśnie ona jest główną bohaterką tej historii. Autorka opisuje całe swoje dzieciństwo, a jednocześnie gehennę, którą przechodziła w swoim rodzinnym domu (jak się później okazuje nie tylko tam). Mała dziewczynka, która przyszła na świat w biednej rodzinie, wychowywała się z dwójką rodzeństwa, której matka nie poświęcała zbyt dużo czasu pozostawiając dzieci samym sobą, natomiast ojciec poświęcał jej nazbyt wiele swojej uwagi – musi ze swoimi problemami radzić sobie sama. W dodatku jest za mała i zbyt przerażona by zrozumieć, że rzeczy, które przytrafiają się jej, że krzywda wyrządzana przez bliskich, nie powinna mieć w ogóle miejsca. Dzięki temu, że Halszka postanowiła opisać swoje trudne dzieciństwo i okres nastoletni stajemy się świadkami tragedii. Tragedii, która nigdy nie powinna się wydarzyć.
Sięgając po tę książkę, musicie być świadomi, że nie jest to łatwa i lekka lektura. Już sama przedmowa napisana przez dr hab. Ewę Jarosz z Uniwersytetu Śląskiego zrobiła na mnie wrażenie i przeraziła dalszą treścią. Nie mówiąc jak skrajne uczucia wywołała we mnie opowieść ofiary – zaczynając od obrzydzenia kończąc na wściekłości i ogromnym smutku. „Kato-tata” naładowany jest po brzegi, aż do ostatniej strony, złymi emocjami, krzywdą, bólem, niesprawiedliwością. Czytelnik przesiąka tym wszystkim i ciężko później wrócić do rzeczywistości – wesołej i pogodnej rzeczywistości. Dziewczynę spotyka tyle złych rzeczy, praktycznie od każdej osoby napotkanej przez nią na swojej drodze, że wręcz ciężko w pewnym momencie uwierzyć w te wydarzenia. Miałam kilka momentów podczas lektury, w których zastanawiałam się nawet, czy książka nie została podkoloryzowana, by jak najbardziej wpływać na empatię czytelnika – jednak pozostawię każdemu odbiorcy do indywidualnej oceny, czy chce wierzyć, czy jedna osoba może mieć tyle pecha w swoim życiu i nie zaznać niczego dobrego.
Powiem szczerze, że mam ochotę przeprowadzić całą analizę zachowań Halszki i jej otoczenia. Na ten temat można by było rozmawiać wiele godzin, ale tak naprawdę uważam, że nie jesteśmy w stanie zrozumieć tego póki sami nie przeżylibyśmy tego co ona. Może jestem naiwna, ale mam wielką nadzieję i liczę na to, że takie rzeczy nie dzieją się naprawdę, a jeśli nawet to osoby krzywdzone, w którymś momencie jednak zaczną głośno krzyczeć i prosić o pomoc.
Chociaż znów jestem naładowana emocjami (nawet podczas pisania opinii na temat tej książki) to muszę napisać też o minusach tej pozycji. Język, którym jest napisana, według mnie pozostawia wiele do życzenia. Podczas czytania czuć, że osoba, która opisywała tę historię ma małe doświadczenie pisarskie. Zaznaczam jednak, że po kilku pierwszych stronach szybko przestajemy się na tym skupiać, ponieważ historia sama w sobie przyćmiewa wszystkie niedociągnięcia. Oprócz samego bólu wszystko inne schodzi na drugi plan i staje się nieistotne.
Czy polecam tę książkę? Ciężko napisać: Tak, polecam. Owszem uważam, że „Kato-tata” to pozycja, którą powinien przeczytać każdy dorosły człowiek z wielu powodów – otworzenie się na krzywdę innych, może dzięki niej zaczniemy (my dorośli) zwracać uwagę na niepokojące zachowanie dzieci z naszego otoczenia, czy będziemy częściej reagować wtedy kiedy trzeba, a może nawet osoby, które są w podobnej sytuacji co Halszka, zaczną wołać o pomoc i uświadomią sobie, że nikogo nie powinny spotykać takie rzeczy. Z drugiej strony muszę ostrzec, że ta lektura naprawdę wpływa na psychikę, szczególnie jeśli ktoś jest bardzo wrażliwy.
To nie jest książka, którą można ocenić. To jest wstrząsający zapis dzieciństwa z potworem i drugim nieczułym potworem, który na to okrucieństwo nie reagował. Książka przejmująca, wstrząsająca i długo pozostająca w głowie. Czy wszystkie w niej opisane sytuacje miały miejsce? Tego nie wiemy i się nie dowiemy. Ja mam co do tego wątpliwości, szczególnie czy końcowe zdarzenia nie są przerysowane. Jako uzupełnienie przeczytałam „Mokradełko”. Nic ono niestety nie wniosło nowego do tej historii, a jedynie zasiało więcej wątpliwości. Jedno jest pewne. Takie rzeczy się dzieją i dużo częściej niż byśmy się spodziewali i do tego w domach, które uznajemy za „normalne”. W Polsce dalej jest to swoisty temat tabu i brakuje nam specjalistów i wyszkolonych nauczycieli, żeby takie dzieci rozpoznawać i im pomagać. Należy o molestowaniu dzieci mówić, reagować i mieć otwartą glowe, aby nie stygmatyzować ofiar a potępiać oprawców!
Są książki których nie da się jednoznacznie ocenić. I zdecydowanie Kato-tata to ten typ powieści.
Autorka dzieli się z nami bardzo tragicznymi wspomnieniami, które szokują. Jako ktoś kto czytał już naprawdę wszystko nie sadziłam że w jakikolwiek sposób ten nie-pamiętnik mnie poruszy. Bo poruszył ale nie tyle same wydarzenia które niestety nie dziwią ale sposób ich opisu, bardzo naturalistyczny i trudny. Język który czasami przypomina dziecięcy a to sprawia że tak książka jest tym bardziej cięższa w odbiorze.
Kilkakrotnie po przeczytaniu opisów miałam poczucie że jestem brudna i czytam coś czego nie powinnam.
Czy jest to więc książka warta przeczytania?
Z jednej strony zawsze powinniśmy poświęcić chwilę czasu by usłyszeć historię ofiar wykorzystania seksualnego, zderzyć się tymi historiami i pamiętać że one naprawdę istnieją.
Jednocześnie nie każdy będzie wstanie przeczytać tą książkę i jest to w pełni zrozumiałe, i warte zaznaczenia.
Bardzo smutna historia. Matka która nie reaguje na cierpienia dziecka musi być jeszcze gorsza od kata. Historia z pawimi piórami które mała dziewczynka przesyła mamie, a ta je oddaje przyprawia mnie o mdłości. To tak jakby mama wyrzucała laurki dziecka, a nawet gorzej, bo jej córka jest maltretowana przez ojca na co matka przez swoją bezczynność daje przyzwolenie. Aż żal serce ściska, że w prewentorium Halszka wcale nie była lepiej traktowana. Biedna dziewczynka, nie dość że ojciec za pozwoleniem matki ją gwałcił, to jeszcze ksiądz, lekarz, kuzyn i sędzia! Gdyby tego było za mało jak na jedno małe istnienie, dodatkowo musiała znosić wyzwiska i kpiny uczniów, a nauczyciele nie reagowali. Jak to możliwe? Wyobraźcie sobie że to Wy, Wasza córka lub siostra? Szkoda że nie ma szczęśliwego zakończenia, ale życie to nie bajka...
Nie będę oceniać „Kato-taty”, bo jest to książka tak prywatna, skupiająca się wyłącznie na traumatycznych doświadczeniach autorki i napisana chyba przede wszystkim po to, żeby w końcu dać upust trzymanym w sobie wspomnieniom i emocjom, że jakakolwiek próba krytycznego podejścia do tej książki wydaje mi się nie na miejscu i też niepotrzebne. Pewnie w ogóle nie sięgałabym po tę pozycję, bo czuję, że to nie jest w żadnym stopniu przeznaczone dla mnie, gdyby nie fakt, że byłam bardzo ciekawa „Mokradełka” Katarzyny Surmiak-Domańskiej, czyli reportażu napisanego jako bezpośrednią reakcję na publikację Halszki Opfer.
Uważam, że tak ciężkiej historii nie jesteśmy w stanie w żaden sposób ocenić w jakiejkolwiek skali. Niesamowicie ciężka, trudna oraz obrzydliwa historia. Niestety takie sytuacje jak ta opisana w książce, dalej mają miejsce. Na pewno zostawia czytelnika z wieloma przemyśleniami, na temat ludzi pełnoletnich, lecz napewno nie dorosłych.
„Dlaczego nie spalą mnie jak ofiarnej owieczki, tylko każą mi cierpieć takie ohydztwa?".
Ta historia nie jest możliwa do ocenienia. To przerażające świadectwo bestialstwa i braku kompetencji u dorosłych ludzi, którzy stali się rodzicami chyba wyłącznie jako efekt aktu seksualnego bez zabezpieczenia. Często historie przemocy brzmią jak niestworzone opowiastki, ale to jest rzeczywistość dzieci zmuszonych do życia w dysfunkcyjnym miejscu, gdzie są zdane łaskę rodzica - oprawcy.
Zapiski kobiety, która przeżyła w życiu piekło. Niestety zupełnie mnie nie poruszyły. Książka stylizowana na zapiski dziecięce (tatuś, rączki itp) i mnóstwo opisów krótkich, pojedynczych zdarzeń wyrwanych z kontekstu. Miała potencjał ale go nie wykorzystała.
Tej książki po prostu nie da się ocenić. Ogrom bólu wylewa się z każdej strony, a z kolejnymi rozdziałami wzrasta gniew w stronę oprawcy oraz każdej osoby, która była świadkiem przedstawionych wydarzeń.
Podoba mi się że ta ciężka narracja jest napisana oczami dziecka, ale bardzo ciężko mi uwierzyć w to że to naprawdę wszystko się wydarzyło i wobec tego trudno mi ocenić książkę