Zakończyło się cukierkowo, ale w sumie spodziewałam się tego.
Potencjał? Ogromny! Dwie strony konfliktu, z których żadna nie jest ani dobra, ani zła. Dwa różne spojrzenia na świat, których zderzenie musiało skończyć się wojną. Do tego mistrzowska intryga Mitsuhide oraz sam Nobunaga – człowiek z marzeniami i wizją, dla których gotów był sprzedać duszę… I jeb, koniec. Manga się skończyła w najciekawszym momencie. Meeeh…
Z jednej strony przez te 4 tomy przekonałam się jakoś do relacji Mai i Nobungai i do tego, że zakochali się w sobie – cholera, przebywali ze sobą tyle czasu, że to w sumie nic dziwnego, że w końcu faktycznie zaiskrzyło. I też nie było tak, że Mai diametralnie zmieniła Nobunagę. Bo właśnie w tym była siła Ody w tej serii – od początku był złożoną postacią, która nie cofała się przed niczym, aby osiągnąć swoje cele, ale nigdy to nie oznaczało, że nie miał uczuć. Świat w jakim żył stworzył go takim i właśnie chęć jego zmiany pchała go dalej, również do tego by samemu stać się potworem… aby pozbyć się raz na zawsze innych potworów. Mai jedynie pokazała mu, że wcale nie musi być sam w tej wojnie i że są wokół niego ludzie, którzy faktycznie wierzą w niego i jego marzenia.
Z drugiej jednak strony mam ogromny żal, że tak naprawdę dopiero w ostatnim tomie pozostali samuraje zaczęli rozwijać skrzydła… Kurde! Relacja Mitsuhide i Hideyoshiego to materiał na oddzielną serię. Podobnie ogromnie żal Kenshina, bo może i nie ma do końca wszystkich klepek w głowie (witanie przyjaciół próbą wyprucia im flaków?), ale był tu z Shingenem drugą stroną konfliktu – i mieli pełne prawo mieć żal do Nobunagi i uważać go za zło wcielone! Cała ta wojna to było takie pole do popisu, którym w sumie pomachano mi przed nosem jak marchewką… ale to była jedna wielka zmyłka.
Niby fakt, wiedziałam od początku że to shojo manga i nie ma co się spodziewać intryg rodem z Gry o Tron. Tylko że dostałam naprawdę ciekawych i złożonych bohaterów (tak, nawet Mai się do tego zalicza), do tego zarys intrygującego konfliktu… ale nic z tego za bardzo w pełni nie wykorzystano. Podobało mi się, ale czuję ogromny niedosyt.