Przepadam za tak zdyscyplinowanymi twórcami, którzy przy pomocy minimum środków są w stanie osiągnąć maksimum wyrazu. Nic nie wydaje się tu przypadkowe: żadne słowo, przymiotnik, przecinek. Ten sposób, czyli „jak”, przekłada się oczywiście na treść, a zatem „co”. W szczególe też – administrację emocjami. Najcenniejsze na tych stronach jest to, że autorowi udaje się rzecz rzadka w pisaniu o dzieciństwie, tj. odrzucenie sentymentalizmu, a także dystansu, z jakim na ten czas patrzy człowiek dorosły, w zamian za odzyskanie perspektywy i tonu dziecka. To z jego miejsca obserwujemy świat od zarania tak daleki od raju.