Tomasz Stawiszynski filozof publicysta zwiazany miedzy innymi z Newsweekiem odwaznie wylicza psychoterapeutyczne mity i pietnuje wielbiona bezkrytycznie psychologie Przekonuje ze wspolczesna kultura i psychoterapia promuja ideal czlowieka ktorego nie sposob zrealizowac w praktyce Tymczasem zdrady depresja i chaos nie sa czyms co trzeba zawsze potepiac i eliminowac Przeciwnie odpowiednio zrozumiane czynia zycie glebszym i prawdziwszym choc niekoniecznie latwiejszym A latwosc zycia ktora obiecuja dzisiaj rozni terapeuci albo coachowie to kolejny mit bo dazenie do niej wzmacnia tylko problemy jakich odruchowo chcemy sie pozbyc Ta fascynujaca ksiazka przyglada sie podejrzliwie zmitologizowanym prawdom psychologicznym ktore przez ostatnie dekady dobrze nakrecily nam w glowie i zrobily wode z mozgu Tomasz Stawiszynski filozof z talentem felietonisty nie tylko ratuje nasz zdrowy rozsadek lecz takze prowadzi w kierunku szerszego bardziej uniwersalnego rozumienia psychologii czlowieka w ujeciu Jamesa Hillmanna jako specyficznej wiedzy o otaczajacym nas dziwnym skomplikowanym i wielopietrowym swiecie Dla wszystkich ktorym nie wystarcza psychologiczna tradycja Olga Tokarczuk Nie wierzcie mowi Tomasz Stawiszynski w sprowadzenie na swiat czlowieka idealnegos Nie wierzcie zwlaszcza wtedy gdy wmawiaja wam zewszad ze to wy nim mozecie zostac ze macie w sobie taka moc A tymczasem to ideologiczna zmora to potwor ktory czyha na wasza wolnosc prof Zbigniew Mikolejko filozof religii Instytut Filozofii i Socjologii PAN
Dramat🥵wiele treści ujętych w sposób, który jedynie może zaszkodzić czytelnikom… tyle razy, ile łapałam się za głowę w geście zszokowania, to tylko ja wiem XD nie polecam
zawsze przyjemność, bo czasem czytam i moje własne zalążki myśli, których nawet bym nie próbowała rozwijać, bo żem nie tak mądra, tak ładnie się układają w jego umyśle i uspójniają sensownie, a ja mogę mieć oooo i wzdychać aaaa
4.5 niektóre rozdziały mnie nudziły, a z innych wynika, że przez 6 lat terapii tylko bardziej namieszałam sobie w głowie, a ta na którą się zapisałam tylko mnie dobije. Ale mega fajna, szczególnie rozdział o samo******** , wynika z tego że myślę jak wielkie ludzie a nie mam depresję
Książka niesamowicie uwydatniająca kwestie codzienności zmieszane z filozofią i psychologią - a raczej jej zbyt dosłowną interpretacją, a czasem ślepą chęcią „udowodnienia czegoś”. Unaoczniła mi ona wiele spraw z których nawet jako studentka psychologii nie do końca zdawałam sobie sprawę i zakorzeniła we mnie „trzecie oko krytycznego myślenia i interpretowania świata”. Można z niej wiele wyciągnąć, ale trzeba tez patrzeć na nią z dozą ostrożności i nie interpretować wszystkiego do siebie zbyt dużo słownie
Przeczytałam kilka opinii krytycznych, ale w tej krytyce nie znalazłam śladów zrozumienia tej lektury na płaszczyźnie na jakiej pisał autor. Tu nie chodzi o proste myślenie że psychoterapia jest zła. Książkę oceniam bardzo dobrze, zmusza do myślenia, do rewizji definicji szczęścia, „normalności”. Lektura poszerzająca spojrzenie
Największy problem merytoryczny tej książki to wrzucanie terapii i pseudoterapii do jednego worka i wobec tego nie da się przejść obojętnie. Dodatkowo mam wrażenie, że autor i ja mamy zupełnie inne doświadczenia z terapią, bo nigdy na terapii nie słyszałam, że dążę do bycia perfekcyjną, pozbawioną „złych” emocji czy nawyków osobą. Cóż, z autorem mamy różne wizje świata, ja też filozofką nie jestem, więc zostawiam bez oceny.
Tak jak jestem fanką Tomasza Stawiszyńskiego, tak tutaj duże rozczarowanie, chociaż trochę się tego spodziewałam.
Przed lekturą miałam obawy, że książka będzie próbować obalać dawno obalonego już Freuda, co byłoby po prostu dosyć oczywiste.
W moim odczuciu stało się jednak jeszcze gorzej. Mam dwa główne zarzuty do rzeczy, które najbardziej mnie raziły. Po pierwsze przytaczanie w kółko Hillmana, tak jakbym czytała po prostu opracowanie jego książek. Rozumiem, że można kogoś lubić, że można się zdecydowanie zgadzać, ale dla mnie brzmiało to jak przepisywanie na nowo słów Hillmana, tylko po prostu w innym języku. Jestem nawet ciekawa, ile razy nazwisko "Hillman" przewinęło się w całej książce. Po drugie - i ważniejsze - miałam wrażenie, że pan Tomasz jest strasznie uprzedzony do psychoterapii ogólnie, a książka zdecydowanie do niej zniechęca, co, uważam, może być szkodliwe. Odnoszę się oczywiście do tych głównych nurtów, bo krytyka pseudoterapii wydaje mi się adekwatna i potrzebna - w końcu to pseudoterapie - autor jednak w dużej mierze wrzuca wszystko do jednego wora. Skuteczność głównych nurtów psychoterapii jest dość dobrze przebadana i udokumentowana. Ale idąc dalej, co chyba najbardziej mnie sfrustrowało, to przedstawianie jako celu psychoterapii pozbywanie się negatywnych emocji, wybaczanie wszystkim za wszelką cenę i tego rodzaju fałszywe oskarżenia. Z tego co wiem, to jest dokładnie odwrotnie - terapia nie ma nauczyć wypierania trudnych uczuć czy ogólnie jak żyć w wiecznej szczęśliwości, a pozwala poznać i zrozumieć siebie, co m.in. oznacza zdolność do rozpoznawania, przeżywania i dopuszczania trudnych emocji. Nie po to, żeby je szybko z siebie wyrzucić raz na zawsze, a dlatego, że będą pojawiały się przez całe życie, a same 'negatywne emocje' nie są z punktu widzenia psychologii negatywne, a nieprzyjemne, jednak same w sobie bardzo potrzebne (z czym sam autor na kartkach "Potyczek..." wydaje się zgadzać). Dobra terapia pozwala zauważyć i zaakceptować, że nie jesteśmy idealni, nauczyć odpowiedzialności za siebie, jeśli ktoś ma w tym trudność (chociażby poprzez decydowanie samemu, nad czym się chce, a nad czym nie chce się pracować w ramach terapii) ale również, że nie wszystko od nas zależy. Terapia ma być po prostu szyta na miarę, potrzeby i trudności drugiej osoby, w nurtach humanistycznych postrzegając spotkanie terapeuty z klientem jako spotkanie dwóch ekspertów - tego od teorii i tego, który najlepiej zna siebie i sam decyduje i wie, co chciałby zmienić lub w czym potrzebuje pomocy.
Trudno mi w to uwierzyć, ale wygląda to na bardzo kiepski research, albo właśnie duże uprzedzenie. Pominę też już chyba to, czego uczą się zdaniem pana Tomasza studenci psychologii.
Bardzo ubolewam, że tak to wyszło. Jest tutaj na pewno również dużo bardzo ciekawych myśli i spostrzeżeń, piękny język itd., ale czuję ogromny niesmak, trudno mi więc nawet przywołać zalety.
Niedawno w nasze ręce wpadła książka “Potyczki z Freudem. Mity, pułapki i pokusy psychoterapii” Tomasza Stawiszyńskiego. Jest to książka popularnonaukowa, która zgodnie z tytułem ma obalać mity dotyczące procesu psychoterapii, wyjaśniać jej pułapki i unaoczniać pokusy z nią związane.🤔
Nie da się z pewnością odebrać tej książce tego, że jest to niezwykle inteligentny, rzetelny, świetnie napisany tekst. My jednak spodziewaliśmy się, że będzie to coś innego: nastawialiśmy się raczej na analizę współczesnego procesu psychoterapii, coś, co pomogłoby w podjęciu decyzji, by się na nią zdecydować z nastawieniem niepodpartym stereotypami bądź oczekiwaniem natychmiastowych efektów. W rzeczywistości książka jest tak naprawdę rozprawą filozoficzną, bardzo szeroko opisującą pewne społeczne i psychologiczne zagadnienia, przy częstym odwoływaniu się do osiągnięć Freuda i Junga. Jest to bardzo ciekawe, choć inne, niż można by się spodziewać po tytule. 😶 Niemniej w pierwszej połowie książki można poznać stanowisko autora na temat niektórych sztandarowych haseł psychoterapii (jak na przykład odwoływanie się do dzieciństwa), jednak jest to po pierwsze swego rodzaju polemika (autor nie jest psychologiem, a filozofem), a po drugie kwestie te traktowane są dość subiektywnie i ogólnikowo. Ponadto autor odnosi się przede wszystkim nie tyle do psychoterapii, co do psychoanalizy bądź też terapii w nurcie psychodynamicznym (tym najbliższym Freudowi, jeśli dobrze pamiętamy), więc niewiele ma to wspólnego z nowoczesną psychoterapią w nurcie poznawczo-behawioralnym, tym bardziej że książka powstała ponad 10 lat temu, a w dzisiejszych czasach w rozwoju psychologii (i nie tylko) to szmat czasu. 🫣
Polecamy osobom, które lubią filozofię i jej rozważania na temat kwestii psychologicznych i społecznych. Autor niejednokrotnie bardzo trafnie unaocznia pewne problemy, z którymi się mierzymy, albo w ciekawy sposób zachęca do refleksji na temat współczesnego świata.🌍
Potyczki z Freudem to zbiór esejów, które wywołały spore kontrowersje. Jedni dziękują panu Stawiszyńskiemu, za otwarcie oczu, inni się obruszają, bo może i książka nie najgorsza, ale co do tego ma Freud, a jest jeszcze grupa czytelników, której psychoterapia bardzo pomogła więc nie zgadzają się z tezami stawianymi przez autora. Ja należę do tej pierwszej grupy, której książka otworzyła oczy (nie były zupełnie zamknięte, ale trochę przymrużone), chociaż też nie ze wszystkimi tezami stawianymi przez autora się zgadzam. Mam jednak wrażenie, że ambicją autora nie było to, aby wszyscy mu zgodnie od pierwszej strony przyklasnęli i tak klaskali, aż do strony ostatniej, niczym na koncercie Rubika, ale raczej, aby otworzyła się jakaś furtka do dyskusji.
Trochę ołtarzyk dla Hillmana, bo autor powołuje się na niego w niemal każdym rozdziale. Wg mnie momentami szkodliwa. Autor brzmi jakby nigdy w życiu nie miał poważnych problemów ze zdrowiem psychicznym i nie stosował psychoterapii. I mam nadzieję że tak było, bo jeśli pisze takie rzeczy mimo osobistych doświadczeń tym bardziej nie rozumiem.
Po błyskotliwej "Ucieczce od bezradności" tutaj ogromne rozczarowanie.
Sięgnąłem po pierwsze wydanie pierwszej książki autora znając i bardzo ceniąc prawie całą twórczość i niestety rozczarowałem się. Czuć że myśl Stawiszyńskiego jest w pewien sposób jeszcze niedojrzała i nieusystematyzowana. Stawia wiele celnych tez i spostrzeżeń dot. rzeczywistości społecznej i jultury, ale często błędnie identyfikuje ich źródła, szczególne w kontekście psychologii. Miesza mainstreamowe nurty z szarlatanerią, ma ambicje opowiedzieć o wszystkim naraz.
Najbardziej uderza powracająca myśl o rzekomym psychologicznym paradygmacie wykorzenienia negatywnych emocji, ucieczki od racjonalizmu i konstrukcji idealnego człowieka co jest sporym nadużyciem. Każda terapia służy bowiem przede wszystkim poprawie funkcjonowania człowieka cierpiącego. Co więcej nurt psychodynamiczny szczególnie mocno akcentuje zmierzenie się z wypartą rzeczywistością.
Irytuje mnie też aprioryczny opór przeciwko autorytetom i ciągła frustracja zarówno na bezsens życia jak i na konstrukty szukające pozorów sensu. Zamiast według zamierzenia przybliżać się do egzystencjalnej autentyczności, bardziej wygląda to jak chodzenie w kółko bez, nomen omen, sensu.
Ciekawa książka, ale widać autor jest nieobiektywny i narzuca swoją narratywe, a raczej narratywe Jamesa Hillmana. Nie ma w tym nic złego, ale książka nie powinna być reklamowana jako obiektywna książka filozoficzna, a raczej jako zbiór nauka Pana Hillmana.
Format książki jest jednak bardzo dostępny, a treść ciekawa, więc warto przeczytać. Tylko trzeba podejść z nutą sceptyzmu i filtrować te eseje przez własną wiedzę i doświadczenia.
Moim zdaniem autor jedyne co robi to krytykuje psychoterapię i psychologię w każdy możliwy sposób. Tak, jakby wierzył rzeczywiście, że celem psychoterapii jest stworzenie idealnego człowieka a nie pomoc ludziom w zmaganiu się z ich cierpieniem... ta książka to antyreklama pomocy psychologicznej, w zasadzie szukania jakichkolwiek rozwiązań czy rozumienia. Jakby chodziło o to, żeby zostawić wszystko jakie jest albo budować ideały, nie ma nic poza tym, nic pomiędzy.
Niektóre spostrzeżenia były bardzo trafne ale momentami mocni nie zgadzam się z autorem. Brakowało zniuansowania w niektórych kwestiach, aczkolwiek dobry początek do dyskusji. No i część rozdziałów niepotrzebnie przeciągnięta
Tytuł to clickbait, a książka to tak naprawdę laurka dla Hillmana. W sumie było ok ale nic ambitnego jeśli miał*ś styczność z Jungiem albo innymi podatnymi na odklejki psychiatrami zeszłego wieku.
Książka jest w zasadzie kompilacją artykułów, które ukazywały się w dodatku "Newsweek Polska" i pismach "Kronos" oraz "ALBO albo" (2009-11), ale teksty zostały opracowane na nowo tak, że wpasowano je bez szwów w 5 jej części (Wolność od: dzieciństwa, doskonałości, zdrowia, szczęścia i wolności) tak, iż zachowany jest wątek ciągłego opowiadania - każdy kolejny rozdział nawiązuje wprost do następującego po nim. Oprócz licznych odniesień do teorii i terapii różnych kierunków psychologii, autor posługuje się również przykładami z literatury, w dodatku akurat tej, którą bardzo cenię (m.in. "Kwartet aleksandryjski" Lawrence Durrella czy "Pod wulkanem Malcolma Lowry'ego, "Fikcje" Borgesa, dzienniki Máraia, Celana i Améry'ego), przy czym zawsze ostatnią instancją pozostają dla niego teorie Hillmana, które mnie w niczym nie wydają się ani przełomowe, ani nowe. Wychodzi z nich raczej starożytny, stoicki dystans i sceptycyzm wobec wszelkich mód i ideologicznych pomysłów psychologii. (...)