Popularna dziennikarka telewizyjna wchodzi na najwyższą górę Ziemi. Czy poza medialnym szumem wynika z tego coś jeszcze? Czy ekstremalne osiągnięcia innych ludzi mogą cokolwiek wnieść w nasze życie? A jednak...
Tam gdzie jest się najbardziej samotnym wśród ludzi, tam gdzie cisza huczy głośniej niż lawiny i gdzie najgroźniejsze jest to, co najbardziej upragnione, można znaleźć odpowiedzi na najważniejsze pytania.
Dlaczego ktoś po dwukrotnym złamaniu kręgosłupa myśli o zdobyciu Mount Everestu? Po co w ogóle rzucać wyzwanie własnym słabościom? Dlaczego człowiek tak bardzo pragnie spojrzeć śmierci w oczy? Właśnie, dlaczego...
Wiele osób zna autorkę tej książki z Big Brothera, Dzieciaków z klasą i Misji Martyna, zapewne też z Automaniaka, ale tym razem ma szansę poznać inną Martynę. Osobę, która już wie, że czasem jedyny sposób, by nadać życiu sens, to "przesunąć horyzont", i że każdy ma swój Everest.
Polska prezenterka telewizyjna, dziennikarka, podróżniczka i pisarka. Z wykształcenia ekonomistka. Absolwentka XXII Liceum Ogólnokształcącego im. Jose Marti w Warszawie.
Pracuje w telewizji TVN, gdzie prowadziła programy Dzieciaki z klasą, Big Brother, Misja Martyna, oraz z Maxem Cegielskim Studio Złote Tarasy. W TVN Turbo przygotowywała i prowadziła magazyn Automaniak. Od września 2009 roku prowadzi program Kobieta na krańcu świata.
Współpracowała m.in. z takimi miesięcznikami jak Świat Motocykli, Auto Moto, Playboy czy Voyage. Od lutego 2007 jest redaktor naczelną polskiej edycji magazynów National Geographic oraz National Geographic Traveler.
Jest też współwłaścicielem biura turystycznego Martyna Adventure oraz kierowcą rajdowym. Brała udział m.in. w rajdzie Paryż-Dakar.
Jej pierwsza córka Marysia urodziła się 17 kwietnia 2008 r. Ojcem dziecka jest Jerzy Błaszczyk, płetwonurek i podróżnik.
Góry
* Mont Blanc (28 sierpnia 2002). * Kilimandżaro (26 lutego 2003). * Aconcagua (11 lutego 2006). * Island Peak (11 kwietnia 2006). Wejście aklimatyzacyjne przed atakiem na Everest. * Mount Everest (18 maja 2006). Szczyt ten zdobyła jako trzecia (po Wandzie Rutkiewicz i Annie Czerwińskiej) i zarazem najmłodsza Polka w historii. * Mount McKinley (11 czerwca 2007). * Elbrus (29 sierpnia 2007) Szczyt ten zdobyła razem z Arturem Hajzerem i Dariuszem Załuskim (operatorem, który towarzyszył jej podczas wyprawy na Everest). * Masyw Vinsona (2 stycznia 2009).
Książki * "Przesunąć horyzont" * "Misja Everest" * "Etiopia. Ale czat!" * "Kobieta na krańcu świata"
Od zawsze lubiłam Martynę, zaczytywałam się jej relacjami w gazetach gdy jeszcze nawet przez myśl nie przechodziły jej górskie wyprawy. Każdy ma swój Everest, czytając jej relacje odniosłam wrażenie iż to nie tylko zbiór opisów i szczegółów ale przede wszystkim osobistych przemyśleń. Czyta się swietnie, akurat mam urlop i ta książka swietnie mnie wyciszyła a wręcz wtopiła w ten klimat. Czasem miałam wrażenie jakby Maryna schowała mnie w jednym ze swoich namiotów, wraz z nią odczuwałam złość na skomercjalizowane wyprawy, w myślach ganiłam leniwego sherpę czy odczuwałam niepokój i strach przed potęgą natury. Zachwyciły mnie zdjęcia a czytając opis ataku na szczyt miałam autentyczną gęsia skórkę ! Z chęcią poszukam filmowego materiału z tej wyprawy. Sama też lubię " Przesuwać sobie horyzont" - tak, to książka nie tylko o górach ale o wyznaczaniu sobie celów w życiu i priorytetów - gorąco wszystkim polecam 😀
Długo nie mogłam się zabrać za tą książkę. Obawiałam się, że będą się z nią długo męczyć. Okazało się jednak, że przeczytałam ją "jednym tchem". Polecam.
Nie wiem jak ująć w słowach zachwyt nad tą książką. Czytając ją czułam zachwyt, przerażenie, oszołomienie, podziw, a także ogromny szacunek wobec autorki. Stwierdzenie, że książka opisuje wejście na najwyższą górę świata jest ogromnym niedopowiedzeniem. Historia Martyny Wojciechowskiej jest absolutnie wyjątkowa, ale jednocześnie myślę, że wiele osób odnajdzie w niej cząstkę siebie. Dziękuję za tą wspaniałą podróż.
Sięgając po książkę „Przesunąć horyzont” spodziewałam się raczej kolejnej historii o górach, wypełnionej wieloma pięknymi zdjęciami i przedstawieniem wspinaczki jako prostego i przyjemnego zajęcia. Nie pomyliłam się co do jednego rzeczywiście fotografie są piękne, jednak samą książkę można potraktować jako pamiętnik Martyny w którym odsłania kawałek siebie. Autorka przedstawia w niej historie od początku do końca. Dowiadujemy się co spowodowało, że wybrała Mont Everest, jak przygotowywała się do wyprawy oraz jak cała podróż przebiegała. Cała książka to opis poszczególnych etapów wyprawy wzbogacony o notatki z dziennika i wiadomości/ komunikatów wysyłanych do rodziny i przyjaciół. I na tym teoretycznie mogłabym zakończyć opis, jednak ta książka jest czymś więcej, Wojciechowska dzieląc się swoimi przeżyciami pokazuje nam, że „niemożliwe nie istnieje” Dzięki niej możemy spojrzeć na codzienne problemy z innej perspektywy. Wystarczy trochę przedefiniować życie i znaleźć cel. Momentami książka jest dość nudna, dla osoby kompletnie nie zainteresowanej technicznymi aspektami wspinaczki nazwy poszczególnych sprzętów po prostu nie są intersujące i prawdę mówiąc już po przeczytaniu ulatują z pamięci. Zdjęcia świetne, jednak ich ilość w stosunku do treści jest według mnie za duża (zajmują około połowę książki). Po prostu wolę gdy pozycja skupia się wokół tekstu, a fotografie są jedynie dodatkiem. Niemniej uważam, że to ciekawa pozycja dla osób poszukujących motywacji do działania, chcących zmienić swoje życie po przykrych doświadczeniach, w końcu każdy z nas ma swój „Everest” do zdobycia.
Mount Everest, Himalaje, himalaiści, wspinaczka, to wszystko szczerze jest obiektem mojej fascynacji. Książka Martyny była o tyle niesamowita, o ile PRAWDZIWA. Nie było tutaj żadnego romantyzowania, ani upiększania: wszystko było po prostu prawdziwe, autentyczne. Ludzka determinacja, odwaga i siła charakteru nigdy nie przestanie mnie zadziwiać: Wojciechowska jest niesamowitym przykładem tego, że nic nie jest niemożliwe. Piękne przemyślenia, piękne przesłanie. Każdy z nas ma swój Everest - grunt to do niego wystartować i krok po kroku brnąć do przodu.
Martyna Wojciechowska to moja ulubiona podróżniczka. Wychowywałam się na jej programach i do dziś pozostaje dla mnie ogromną inspiracją. Oglądałam wszystkie sezony „Kobiety na krańcu świata” (niektóre nawet po kilka razy) Uwielbiałam jej słuchać, fascynuje mnie jej odwaga i wrażliwość.
Książkę czyta się bardzo dobrze. Szkoda tylko, że jest tak krótka, bo ma niecałe 300 stron.
6/5⭐️ , Martyna Wojciechowska jest wyjątkowo ważną i inspirującą osobą w moim życiu . Ta książka - mimo że złamała mi serce ( przede wszystkim końcówka )- jest niesamowitą historią życia autorki , i przez co musiała przejść aby stać się tą osobą , którą jest dzisiaj .
Niesamowita opowieść o życiu, ludzkich dramatach i próbach poradzenia sobie z nimi, o odwadze, determinacji, spełnianiu marzeń i przekraczaniu granic (nie tylko tych fizycznych). Inspirująca i motywująca.
Pani Martyna ma lekkie pióro, książkę świetnie się czyta.
"Przesunąć Horyzont" Martyna Wojciechowska Książka opowiada o szczęściu i nieszczęściu Martyny: wypadek samochodowy, złamanie kręgosłupa, śmierć pezyjaciela, wyrzuty sumiena. Martyna opisuje swoje emocje oraz uczucia podszas powrotu do zdrowia. Postawiła sobie na cel Mount Everest. Zdobyła szczyt. Wojciechowska przesuwając swój horyzont pokazuje nam, że chcieć to móc, warto walczyć o swoje. Książka motywuje i inspiruje. Polecam każdemu!
This entire review has been hidden because of spoilers.
Książka ta była kolejną pozycją o tematyce górskiej w ostatnim czasie i muszę przyznać, że była najsłabsza. Przeczytałam wcześniej książkę Adama Bieleckiego, biografię Wandy Rutkiewicz oraz "Broad Peak" i na deser zaserwowałam sobie krótką książkę Martyny, którą uwielbiam oglądać i której uwielbiam słuchać. Książka natomiast była dość monotematyczna, męcząca, za długa (mimo że tylko jakieś 200 stron). Miałam wrażenie, że brakowało materiału na tę książkę i opisywane momenty i chwile w oczekiwaniu na atak szczytowy się powielają. Rozumiem, że tak wygląda oczekiwanie na zdobycie najwyższej góry świata, natomiast nudziło i męczyło mnie ciągłe czytanie o (jakby) tych samych, mechanicznych, nic nie wnoszących chwilach. Nie lubię, gdy w książkach wyczuwam przerost formy nad treścią, a tutaj jednak trochę tak było.
Autorkę poznałam nadganiając wszystkie sezony "Kobiety na krańcu świata", gdzie imponowała mi na maxa. Cieszyłam się, że mogę tak podróżować po świecie z pozycji łóżka a częściej nawet wanny. Idąc tym tropem, kupiłam jej książkę licząc na znalezienie tam motywacji, inspiracji. Trochę znalazłam, ale jednak jest to w głównej mierze szczegółowy pamiętnik z wyprawy górskiej a ja z górami nie mam nic wspólnego. Czasem wręcz mi się dłużyło, ale wtedy wpadały absolutnie piękne zdjęcia. Z pewnym smutkiem, prychnięciem, niezgodą i zgodą jednocześnie przyjmuje finalną konkluzję, że liczy się droga a nie cel. Niby wiem, ale zapominam. Niby wiem, ale szkoda? Dla mnie subiektywnie książka taka sobie, ale pozostaje wciąż w absolutnym podziwie autorki.
Tak naprawdę nie przeczytałam tej książki, tylko jej najnowszą wersję - " „Przesunać horyzont, 20 lat pozniej". I po prostu wow. Szczerze nie mam słów. Ta książka była tak niezwykle piękna, wzruszająca, po prostu niesamowita. Często łapałam się na tym, że słucham jej ze ściśniętym gardłem.
Najbardziej porusza mnie w niej to, jak łączy opowieść o podróży i spełnianiu marzeń z bardzo osobistą perspektywą, wrażliwością i dojrzewaniem do własnych doświadczeń. Te dopiski po latach nadają całości jeszcze większej głębi i pokazują, jak zmienia się spojrzenie na życie z czasem.
Martyna Wojciechowska jest dla mnie niezwykle inspirującą osobą i właśnie tę autentyczność bardzo czuć w tej historii. Zdecydowanie polecam każdemu.
Nigdy nie lubilam Pani Wojciechowskiej. Z absolutnie nieznanych mi powodow. Nie ogladalam jej programow, nie czytalam wywiadow, nie interesowalam sie jej wyczynami, odczuwalam czysta antypatie niczym nie ugruntowana. Ksiazke wylicytowalam na bazarku dla kotow i bylam gotowa zaoferowac kazda cene zeby ja zdobyc i przeczytac. Nie dlatego, ze bylam pewna ze utwierdze sie w swoich hejtowskich zapedach lecz z przekonania ze bedzie dobra. I byla doskonala. To byl moj pierwszy kontakt z Pania Wojciechowska i stwierdzam, ze jest fascynujaca osoba. Ksiazke bardzo przyjemnie sie czytalo, wywolywala miejscami gesia skorke przejecia, zdjecia byly zniewalajace. Polecam lekture kazdemu.
Książka Martyny Wojciechowskiej zawiera niesamowitą historię. Uwielbiam w jaki prosty i ciekawy sposób ta cała opowieść jest spisana - czułam się, jakby pani Wojciechowska byla tuż obok mnie i opowiadała to, popijając herbatę (która nie pachnie jak odchody jaka). Autorka zaprezentowała tutaj historię od początku, do końca: dlaczego wybrała się na Mount Everest, co ją do tego skłoniło, w jaki sposób się do tego przygotowała oraz w jaki sposób podróż przebiegała. Mamy tutaj także notatki z dziennika, oraz poszczególne SMSy/komunikaty na które bardziej zwróciła uwagę. Nie mogę nie wspomnieć o wstrzymujących oddech fotografiach.
Dałabym tutaj 4.5 gwiazdki. Książka do której z pewnością wrócę.
Bardzo inspirująca opowieść. Martyna Wojciechowska kobieta, która przeżyła 2 poważne urazy krengosłupa. Za drugim razem podczas wypadku samochodowego w którym stracił życie jej kamerzysta. Opsiuje swoją drogę zaczynającą sie na salach rechabilitacyjnych a kończącą na szczycie najwyższej góry świata.
Daje kolejne świadectwo że ludzki duch jest silniejszy od prognoz lekarzy. Uwielbiam tego typu opowieści a ludzu ktorzy je spisują uwarzam za bardzo odważnych.
Bardzo motywująca książka o tym, że wszystko jest możliwe. Trudno było się od niej oderwać. Przeżywałam przygody razem z Martyną, niejednokrotnie pojawiały się w moich oczach łzy - zarówno wzruszenia, jak i podziwu do czego zdolny jest człowiek. Podczas czytania robiłam przerwy na przemyślenia dotyczące mojego życia; książka jest mocno inspirująca. Polecam nie tylko dla miłośników gór (choć fakt faktem ja góry kocham, więc ta książka to dla mnie strzał w dziesiątkę).
A fantastic account of an expedition to Everest. I could feel Martyna's passion throughout this personal diary. Even though she was not the happiest at that time (she did not even have a great desire to live) - she found a goal and got back on her feet, onto the highest mountain in the world. In my opinion, there are no unnecessary words or chapters in this book. Everything is in place.
Wspaniała książka. Ukazuje że Mount Everest to coś więcej niż tylko wejście na szczyt najwyższej góry na świecie. To przede wszystkim walka z samym sobą, swoimi myślami i przeciwnościami losu. Autorka opisuje czynności, jakie wspinacze muszą przechodzić w czasie trasy na szczyt, o których nawet nie myślałam. Ogromny szacunek i podziw. Dziękuję.
Świetna opowieść o górach, ludziach, naturze i zimie. Martyna Wojciechowska to niesamowita kobieta o niewątpliwym talencie literackim. Używa bogatego słownictwa, co dodaje książce stylu i niepowtarzalności. Nie jestem wielką miłośniczką gór, jednak ta pozycja była dla mnie bardzo interesująca i zachęciła mnie do zgłębienia tematu gór i ich zdobywców.
Mogłaby być zdecydowanie dłuższa, troszkę było chaotycznie momentami. Niemniej jednak bardzo fajna, cieszę się, że przeczytałam. Na pewno zostaną ze mną cytaty:
„Nie ma bezpośredniego zagrożenia życia. Panika jest niewskazana.”
„I do dziś uważam, że każda góra na mojej drodze to wyzwanie, a nie przeszkoda.”