Panujące od wieków zasady zawiodły, więc pora na ustalenie nowych.
Wydarzenia z zimy roztrzaskały świat Strażników i czarownic, a poskładanie go z powrotem leży w rękach Storma. Nie jest to łatwe zadanie, kiedy kraj pochłaniają kolejne anomalie, Przeklęte urządzają polowanie na ludzi, a ich jedyna nadzieja… Nie, Storm nawet nie chce myśleć o tym, co czeka jego ukochaną. Jakby nie wystarczyło, że przeznaczeniem Lav jest oddanie życia za nich wszystkich, dziewczyna nosi w sobie również klątwę, która każdego dnia odbiera kolejny kawałek niej samej, tylko po to, by w końcu całkiem przejąć nad nią kontrolę.
Storm złoży obietnicę, której nie dotrzyma.
Lav będzie robić wszystko, by wyprzeć ze swojej świadomości wydarzenia z wyspy.
Ash… będzie Ashem i wyjątkowo głęboko zajdzie za skórę Stormowi.
Znikną podziały, pojawią się kolejne tajemnice, plany Przeklętych okażą się jeszcze bardziej pokręcone, niż ktokolwiek by się spodziewał.
Pierwszy tom był zdecydowanie lepszy. Niestety, w "Strażniku" czuć jakby pośpiech i ograniczony czas na pisanie - wiele błędów stylistycznych, opisy przeładowane niepasującą mową potoczną. Narracja Lavender była zdecydowanie lepsza i przyjemniejsza do czytania.
Po 1 części pisałam że będę czekać na następne tomy, jednak po tej chyba niekoniecznie. Tragedia, nic mnie nie przyciągało do niej. Perspektywa Storma też średnio mi się podobała, chyba wolałam patrzeć na wszystko z punktu widzenia Lavender. Zupełnie nie wiem co mam więcej napisać o tej książce, zawiodłam się dosyć mocno.
Zawiodłam się i to bardzo. Poprzednia część była jedną z najlepszych książek, jakie przeczytałam w zeszłym roku, a ta... W ebooku ledwo dobrnęłam do połowy, resztę poleciałam audio, bo inaczej bym nie dała rady skończyć. Pokochałam Storma z pierwszego tomu, tym miałam ochotę potrząsnąć na opamiętanie. Jak on mnie irytował! Właściwie nie tylko on, a znaczna większość bohaterów.
Lubię książki, w których większość zajmują rozterki wewnętrzne bohaterów, tutaj było to potraktowane tak na szybko, żeby było i wyszło tych rozterek, które chyba miały być głównym wątkiem, malutko i naprawdę słabej jakości, jeśli chodzi o ich opisy.
Ta książka jest hmm, okej (?), nie jest zła i nie jest dobra, faktycznie czuć, że jest to dodatkowy tom pośredni między głównymi części, dużo wątków zaczętych i nieskończonych, niektóre wątki wzięte niewiadomo skąd, ale może drugi tom nam to wyjaśni, perspektywa Storma była okej, choć momentami jego zachowania były wkurzające i frustrujące, czekam na kolejny tom, mam nadzieję, że w nim mój wyczekiwany ship się wydarzy
4⭐/10⭐ Książka krótka a czytało mi się ją zdecydowanie dłużej, niż te, które mają po 500 stron. W zasadzie to była ona nijaka, perspektywa Storma zupełnie mi nie podpasowała i przez to za wiele nie mam do powiedzenia o tej książce. Mam tylko jedno ważne pytanie do autorki - dlaczego do cholery wsadziła tam na siłę ten jeden wątek o zakochaniu?? - to najbardziej bezsensowne i najgłupsze co można zrobić
Tom 1 spodobał mi się bardziej. Tutaj trochę ciągnie się ta fabuła. Lavender jest denerwująca. Raz jest jaka to ona jest biedna, jak jej ciężko, właściwie nic nie je, psychnicznie średnio z nią, wiele wysiłku wkłada w opanowanie klątwy. Za chwilę jednak ciężko pracuje, prowadzi liczne przesłuchania obciążające psychicznie i fizycznie, chociaż w 1 tomie była mowa, że używanie Umysłu wpędzi ją w obłęd. Takie irytujące sprzeczności.
Takie 3,75 gwiazdki. Ta książka jest naprawdę dobra, jednak spodziewałam się czegoś nieco innego. Niektóre wątki były naprawdę dziwne i nie wiem, co o nich myśleć
Kwiecień 2023: totalnie się nie zgadzam z tą opinią XD. Teraz to by dostała 3 gwiazdki na zachętę, ale niech już będzie
Historię głównej bohaterki Lavender, pokochałam od pierwszych stron "Choćbym miała za to spłonąć". Kolejny tom - "Choćby świat miał za to spłonąć" tylko utwierdza mnie w moim przekonaniu. Lav to niesamowicie silna, samodzielna kobieta, która stawia na swoim, dba o dobro bliskich, jest pewna siebie i nie trzeba jej wiecznie ratować z opresji. Rzadko kiedy udaje się nam dostać od autora tak wspaniale zbudowaną postać. Zaś męski bohater - Storm, to typ idealnego faceta - opiekuńczy, ale nie władczy, bardzo przystojny i "zawsze wie co powiedzieć". Nie sposób też nie pokochać pozostałych bohaterów, a w szczególności Asha - osobę, która potrzebna jest każdej dobrej historii. Przystojny, zabawny, wierny i oddany przyjaciel - no po prostu się nad nim rozpływam! To jeden z tych bohaterów, którzy swoim pojawieniem się sprawiają, że książkę dużo lepiej się czyta.
"Choćby świat miał za to spłonąć" zaskakuje nas już od pierwszych zdań, bowiem dostajemy dalszy ciąg losów bohaterów, widziany i opowiadany oczami Storma! Kolejny tom zaczynamy w momencie w którym bohaterowie uczą się radzić sobie z nową rzeczywistością. Lav bardzo ciężko dochodzi do siebie, a Storm stara się stawić czoła w nowej roli przywódcy. Lav cały czas wypiera wydarzenia z wyspy. Dodatkowo klątwa nasila się i zabiera dziewczynę dzień po dniu coraz bardziej. Miłość Lav i Storma będzie wystawiona na próbę. Nasie bohaterowie stoją przed wielkim niebezpieczeństwem - będą musieli stawić czoła armi wrogów. A na jaw wyjdzie niesamowita wizja...
Książka jest po prostu niesamowita, tak samo jak część pierwsza. To nie jest typowa fantastyka, przesiąknięta masą niezrozumiałych rzeczy - to fantastyka dla każdego. W tej części nasz wiedźmowy słowniczek rozbudowuje się o kilka nowych pojęć, ale nadal są one bardzo dobrze wprowadzone w książce. Autorka nie gubi wątków, książka przez ani jeden moment nie jest nudna, nie przeciąga się, nie ma zbędnych opisów czy monologów. Akcja toczy się w zasadzie cały czas. Wszystkie nowe pojęcia, magia oraz czary są bardzo barwnie opisane - dosłownie widzę wszystko przed oczami, tak jak autorka chciała nam to przekazać. Dodatkowo Monika o niczym nie zapomina - wraca do wcześniejszych wątków (kocica Luna) i wszystko nam wyjaśnia, żeby nie było żadnych niedomówień. Dostajemy wspaniale zbudowanych bohaterów drugoplanowych - naprawdę są to interesujące postacie, nie skupiamy się tylko na głównych bohaterach. Nie ma mowy, że ktokolwiek mógłby się przy tej książce nudzić.
"Choćby świat miał za to spłonąć" serwuje nam też potężny rollercoaster emocjonalny - przez chwilę z pozoru jest spokojnie i nagle! - zwrot akcji, czytelnik jest w szoku. Dzięki temu książkę czyta się szybko i przyjemnie. Na jaw wychodzą niesamowite fakty, nieraz otwierałam oczy ze zdziwienia. Po skończeniu tego tomu czuję straszny niedosyt – muszę koniecznie dowiedzieć się co wydarzy się dalej!
Niesamowicie gratuluję Monice wydania kolejnej książki z serii - myślałam, że to nie będzie możliwe, ale ta część przeszła moje oczekiwania. Styl pisania autorki to jeden z najlepszych i najprzyjemniejszych stylów jakie miałam okazję poznać. Życzę jej niesamowitych sukcesów, i z całą pewnością przeczytam wszystko co napisze.
Recenzja patronacka „Choćby świat miał za to spłonąć: Strażnik”
„Strażnik” to kontynuacja pierwszego tomu „Niezwiązanej” - wspaniałej wiedźmowej książki pełnej magii. Fantastyka to gatunek najbliższy mojemu sercu. A fantastyka + wiedźmy to jedno z moich ulubionych połączeń już od dziecka!
Akcja tomu 1.5 dzieje się zaraz po wydarzeniach z tomu 1, ale jest napisana z perspektywy Storma. I absolutnie kocham Monię za ten pomysł! Możemy poznać jego postać bliżej, zobaczyć całą sytuację z jego perspektywy. Poznać jego uczucia do Lavender. I od razu mogę Wam powiedzieć, że po tej książce Storm trafia na podium mojej „kolekcji” książkowych mężów ❤️
Zawsze sceptycznie podchodzę do wszelkiego rodzaju dodatków, nowelek, tomów „połówek”, ale w przypadku książek wychodzących spod pióra Moniki - od początku byłam pewna, że się nie zawiodę. I miałam rację. Czytamy tu o próbie radzenia sobie Lav z traumą, wsparciu, jakie dostaje od Stroma i najbliższych. Jednocześnie akcja nabiera tempa po to, by na końcu „świat zapłonął”. A czytelnik pozostaje z klasycznym „HALO?! KOLEJNY TOM POTRZEBNY ASAP!”.
Świetnie wykreowany świat, fantastycznie wykreowani bohaterowie, wspaniałe pióro Moniki, duża dawka humoru i rollercoaster emocjonalny.
Jestem dumna i wdzięczna, że mogę patronować tej książce. Monika, dziękuję Ci z całego serca za spełnienie mojego książkowego marzenia ❤️
Jeśli ktoś jeszcze nie czytał - pędźcie kupować, naprawdę warto!
Książka jest tomem 1,5, czyli takim przejściem pomiędzy tomami i to niestety bardzo czuć. Dobrze, że ciągle widzimy co się dzieje z Lav, jej mocą i walką z innymi. Historia idzie "do przodu " i się rozwija. Fajnie jest poznać perspektywę Storma, przekonać się, że nie jest on jednak 100% nieskalany i ma swoją "ciemniejszą" stronę. Autorka pokazuje nam historię jego rodziny, życie innych Strażników, co jest ciekawym dodatkiem. Ale tylko dodatkiem, wkradł się chaos, są pominięcie czasowe, wszystko jest "na szybko". Mam nadzieję, że w 2 tomie autorka wróci, rozwinie trochę sytuacji, szczególnie tych pod koniec książki i dowiemy się więcej. Rozumiem, że ma nas to trzymać w napięciu, ale zakończenie takie trochę wymuszone?
Choćby świat miał za to spłonąć: Strażnik Monika Slavik
Historia Niezwiązanej z perspektywy Storma, a raczej jego własnego stanu po wydarzeniach z pierwszego tomu. Borykanie się z miłością, przeznaczeniem, zazdrością oraz momentami ze słabością.
Chodź pierwszcz część mnie porwała to ten tom tylko wniósł chronologiczny porządek w wydarzeniach po i przed kolejnym tomem.
Perspektywa Lav była bardziej ciekawsza, przynajmniej dla mnie. I bardziej ciekawa byłam stanu w jakim się znalazła ona niż Storm. Nie wiem skąd takie podejście, ale to tylko moje odczucia. Liczę na kolejny tom z perspektywy Lavender bo chętnie wrócę do takiego stanu rzeczy.
2,5. Poprzedni tom był dość fajny jak się historia rozwijała. Tutaj trochę poplątanie z zagmatwaniem. Trochę część rzeczy bez sensu. I ucinanie scen bo w sumie po co wymyślać o czym rozmawiali. Ile razy było w tej książce “rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę” “omawialiśmy jeszcze przez chwilę” “coś tam robiliśmy jeszcze prze chwilę”. Jak nie chcesz opisywać co robili to nie pisz że coś robili a nie dwa zdania z sobą zamienili które mają jakiś sens a potem jeszcze chwilę rozmawiali i tak w kółko. Przemęczyłam ten tom i nie cieszę się tak szczerze na kolejne ale zobaczymy może będzie lepiej mam nadzieję
2.5 Strasznie nijakie to było. Mam wrażenie, że autorka trochę na siłę chciała napisać ten tom. Na spokojnie wszystko to, co się tu wydarzyło mogło się znaleźć po prostu w tomie drugim w skróconej wersji. Dodatkowo perspektywa Storma była okropna, jeżeli miałam jakąś sympatię do tego bohatera, to po tej książce ona wyparowała (+ jeśli jeszcze raz przeczytam gdziekolwiek o tym, jak to facetowi robi się ciasno w spodnich na widok kobiety to przysięgam, że zgolę sobie brwi (SJM patrzę na ciebie). Nawet nie będę rozważać kwestii moralnych i decyzji Storma jako przywódcy, bo to jest po prostu żenujące
Książka była fajna i oceniam ją na takie 3.5 gwiazdki ( jednak goodreads nie pozwala na takie oceny ). Uważam jednak, że jest kilka wątków nie potrzebnych i było wiele scen, które były po prostu nudne i schematyczne. Mam nadzieję że 2 tom będzie lepszy ♡
W pierwszym tomie pokochałam Lav i Storma to w tym jakos moja sympatia do nich znacząco zmalała, nie czułam tej książki, gdzie przy 1 tomie kochałam ich całym serduszkiem. Na pewno sięgnę po kontynuacje, ale kurde ta cześć jakos mi nie siadła :C
O matko, co tu się działo! Faktycznie to jest ta część historii, której brakowało po pierwszym tomie. Książka przeczytana w jeden dzień z zapartym tchem i mimo niedociągnięć korektorskich i malutkiego zawodu końcówką, dalej czekam (bardzo!) na drugi tom. Też dlatego, że jednak wolę narrację Lav...