Bogate życie bohatera, nieoczywisty los wojenny, świetnie opisana akcja, fajna puenta. Przystępna i dość krótka historia, a sznyt i swada Tyrmanda jest.
Tylko Hotel Ansgard. Przyjemna nowelka z życia polskiego uchodźcy wojennego / agenta wywiadu niższego szczebla w Oslo. Tyrmand umiłował sobie Norwegów, co widać po jego pozostałych opowiadaniach jakie do tej pory czytałem, natomiast tutaj rzuca światło na ich bezpośrednią relację z nazistami niemieckimi, czyt. okupantem. Kraj, ktory ponad sto lat nie brał udziału w wojnie, został w nią bezpardonowo wciągnięty. Potomkowie butnych wikingów, dawno już osiadli na laurach, musieli odnaleźć w sobie ten sam płomień walki i determinacji w obronie przez zbrojną ręką najeźdźcy. Bajdurski styl Tyrmanda pokochałem, i mam nadzieję w końcu zabrać się za dłuższą formę - może jeszcze w tym roku.
Między wojenną traumą, a powojenną pustką. Między nadzieją, a rezygnacją. Tyrmand na starcie, a już wybitny. Tematyka nie trafiła u mnie na właściwy czas - wojenne dziedzictwo już nie jest wspomnieniem dziadków, tylko błyskami za horyzontem.