Troje przyjaciół - Polly, Peter i Moho (i jego małpa), spotyka się po latach, aby spełnić ostatnią wolę Hectora, niegdyś czwartego muszkietera w ich paczce. Nie wiemy jak mężczyzna zginął, ale był to sposób raczej z tych niepoważnych, a trójce bohaterów zlecił wysypanie jego prochów w tajemniczym miejscu oznaczonym X-em na mapce. Wyruszają więc w tygodniową podróż samochodem, nie spodziewając się jakie przygody jedno z nich ściągnie na ich głowy. A będzie się działo! Spodziewajcie się nielegalnych substancji, tajemniczych posiadłości po środku niczego, zemsty, pościgu, awantur, podstarzałych weteranów z fanklubu ZZ Top, małpich figli i spełniania dawno zapomnianych marzeń.
Jest to podróż nie tylko do wyznaczonego celu, ale też w przeszłość, więc przyglądamy się początkom znajomości bohaterów (choć tu chciałabym dużo więcej), ale też historii każdego z nich osobno i tego gdzie dziś utknęli w swoich życiach.
Jakby tego było mało, autor jako przerywniki serwuje czytelniczce mini reportaż o kremacji, przybliżając historię palenia zwłok, podejście do procederu w różnych kulturach i zaskakujące anegdotki (wiecie komu Courtney Love zaproponowała wciągnięcie nosem prochów Kurta Cobaina?).
Jest to komiks bardzo dobrze przemyślany i zrealizowany, upstrzony ciekawymi rozwiązaniami fabularnymi, które pozwalają utrzymać tempo i uwagę widzki. Jednak to, za co najbardziej lubię Ortiza, to jego inteligentne i absolutnie niesforne poczucie humoru (scena seksu międzygatunkowego omg 🫣). Śmiałam się często, ale też z przyjemnością poddawałam sentymentalizmowi obecnemu w tym albumie. Pomimo braku rozwinięcia niektórych wątków i momentów z głupia frant, „Popioły” to album bardzo przyjemny i odprężający. Ortiz wkracza do grona moich komiksowych pewniaków.