Króciutko, bo i Franz Hohler króciutki.
Lektura tej książki zrewidowała moje myślenie o sobie, a przynajmniej o swoim poczuciu humoru. Otóż ono istnieje, a czytając WIELKIEGO KARŁA I INNE OPOWIEŚCI wielokrotnie śmiałam się w głos. Na szczęście nie znam niemieckiego; istnieje ryzyko, że polubiłabym nawet kabaret, bo i na tej arenie udziela się Szwajcar, którego odkrywają dla nas na nowo Małgorzata Łukasiewicz wraz z PIWem.
Na niespełna stustronicową książeczkę składa się trzydzieści dziewięć historyjek. Absolutnie wywrotowych, a jednocześnie skleconych z całkiem zwyczajnych wycinków rzeczywistości i niewyszukanych słów. Zupełnie mnie nie dziwią jego nagrody w tak różnych rewirach, jak literatura groteskowa i literatura dziecięco-młodzieżowa. Można by na Hohlerze uczyć się czytać (polecam głośną lekturę tego zbioru!).
Jest błyskotliwie i purnonsensownie, ale trzyma w swoim rezerwuarze Hohler także szpileczki, którymi bezbłędnie punktuje wypaczenia współczesności. Jakie, odkryjcie sami, albo doczytajcie w świetnym posłowiu tłumaczki. Ja tylko zachęcam do wstąpienia do świata, w którym związek małżeński zawierają stanie na rękach i stanie na głowie, wiewióreczka kumpluje się z kupą gnoju, a mężczyzna noszący w sobie dziecko karmi je zabawkami.
Fajnie było wejść do komicznego absurdu, siedząc na co dzień w tym tragicznym.