Świat teatru to ciągła gra świateł. Nic nie jest takie, jakie się wydaje.
Warszawa. Barwne lata dwudzieste. Marysia Lipkówna, tańcząc co wieczór na scenie teatrzyku rewiowego Złota Zasłona, doskonale wie, że teatr i świat, który publiczność widzi ze sceny, to tylko umiejętnie wykreowana iluzja. W rzeczywistości każdy taneczny gest okupiony jest morderczym wysiłkiem na próbach, a sztuczny uśmiech zamiera na ustach ze strachu przed gniewem prowadzącego zespół baletmistrza Ozerki.
Poszukująca szczęścia i marząca o wielkiej karierze Lipkówna nie wie jeszcze, że życie poza sceną to też gra pozorów. Wierzy, że Warszawa jest miastem całkowicie bezpiecznym. Ale to tylko gra świateł.
Wie o tym doskonale krytyk teatralny Abel Wernicki, który pewnego dnia zjawia się w Złotej Zasłonie. Jego recenzja to tylko początek gry. Widowiska nie wolno jednak przerwać. Rewia musi trwać!
Warszawa z lat dwudziestych emanowała szczególną aurą, a Ewa Salwin w znakomity sposób przeniosła to na karty powieści „Rewia”. Tanecznym krokiem zabiera nas do teatrzyku rewiowego Złota Zasłona, gdzie za kulisami poznajemy Marysię Lipkównę. To właśnie u jej boku poznajemy blaski i cienie warszawskiego życia w ubiegłym stuleciu. Musimy zapamiętać tylko jedno: „Widowiska nie można przerywać. Rewia musi trwać.”.
Fascynująca historia zdolnej, choć lekko chaotycznej, tancerki przeplata się z losem Abla Wiernickiego, krytyka teatralnego. Ich znajomość od samego początku naznaczona jest intrygą, niedomówieniami i pochopnie wyciągniętymi wnioskami. Czy tych dwoje łączy coś więcej poza wspólnie spędzoną nocą? Jaką tajemnicę skrywa mężczyzna, który słynnie z języka ostrego jak brzytwa? Ewa Salwin w znakomity sposób oddała realia życia w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Wszystko jest przemyślane, nawet język, którym posługuje się autorka, został perfekcyjnie dobrany do kolorowej i szalonej epoki.
Narkotyczna aura, jaka emanuje od „Rewii” skłania do wielu rozważań i dywagacji, a wydarzenia zaskakują, wprowadzają w stan osłupienia. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Czułam pod skórą, że ta historia mnie zaintryguje, ale w najśmielszych przypuszczeniach nie przewidziałam, jak bardzo będę zaskoczona. To powieść o ludzkich słabościach, blichtrze sławy, tańcu, a także o tym, jak łatwo stracić wszystko, na czym człowiekowi zależy.
Powieść Ewy Salwin daje nam żywy obraz tego, z jakimi problemami musiały się mierzyć kobiety w ubiegłym stuleciu, jakie oczekiwania miało wobec nich społeczeństwo, a zarazem prawdziwe taneczne show, które bardzo polecam.
Warszawa, lata dwudzieste i teatrzyk rewiowy "Złota Zasłona" - to właśnie za jego kulisami poznajemy gorzką prawdę o życiu tancerek, które chciałyby, aby ich życie było przynajmniej w połowie tak kolorowe jak stroje, które na siebie ubierają przed występem. Nastoletnia Marysia Lipkówna jest jedną z nich i to właśnie razem z nią, ramię w ramię, poznajemy obie strony medalu życia w Warszawie lat dwudziestych.
Już po pierwszych kilku stronach moja uwagę przykuła narracja. Niezwykle barwna narracja, która sprawiła, że poczułam się jak widz opisywanego spektaklu. Dzięki tej narracji autorka zafundowała nam prawdziwą podróż w czasie. Opisywane ulice Warszawy, pomieszczenia, stroje tancerek i widzów, a nawet sam język sprawia, że czytelnik czuje się jak świadek opisywanych wydarzeń. Narracja jest bardzo dynamiczna i różnorodna. Każdy z bohaterów ma swój charakterystyczny sposób wysławiania się. Nie zabrakło też zwrotów, wyrażeń i słownictwa typowego dla epoki. Warto też wspomnieć o humorze autorki. W trakcie lektury niejednokrotnie uśmiechnęłam się pod nosem, a czasem i zaśmiałam w głos.
Postaci są charakterystyczne, wielowymiarowe i barwne. Każda z postaci jest bardzo specyficzna, ma swój sposób wypowiadania i zachowania. Zdecydowanie łatwo zapamiętać, kto jest kim. Daleko im do nijakich, płaskich bohaterów. Główna bohaterka jest jedną z najbardziej barwnych postaci w książce, charakteryzuje ją: cięty język, odrobina niezdarności, naiwność, roztrzepanie, ale jednocześnie jest to osoba potrafiąca stawiać granice. Zdecydowanie polubiłam tą trochę roztrzepaną i wyciągającą pochopne wnioski nastolatkę.
W fabule, co rusz pojawiały się nowe, niespodziewane fakty, które sprawiały, że byłam jeszcze bardziej zainteresowana co będzie dalej. Historia jest zdecydowanie nieprzewidywalna, autorka zaserwowała nam mnóstwo zwrotów akcji. Muszę jednak przyznać, że po opisie książki spodziewałam się czegoś innego. Raczej romansu, czy po prostu lekkiej powieści. Ale to co dostałam zdecydowanie przerosło moje oczekiwania: pięknie napisana powieść, osadzona w realiach warszawy lat 20 z elementami kryminału.
"Rewia" Ewy Salwin to niedawna premiera od Wydawnictwa Skarpa Warszawska. Nie jest to debiut autorki, ale dla mnie jest to pierwsze spotkanie z nią, jednak po lekturze, wiem, że na pewno nie ostatnie. Niewykluczone, że już na początku roku udało mi się znaleźć perełkę, która będzie w mojej topce.