– Tam są takie dwie skały, one zawsze dają cień – Agnieszka powiedziała to bardzo słabym głosem. Chciała powiedzieć coś więcej, ale lekarka z hospicjum domowego, którą poinformowaliśmy o naszym pomyśle, pogłaskała ją tylko po ręce. Był początek maja 2022 roku. Zaczynał się piąty rok choroby nowotworowej mojej żony. Wiedzieliśmy, że tę walkę przegrała. Wtedy właśnie wpadłem na pomysł: wynajmijmy kampera i pojedźmy do nas na Sycylię.
Podróż na południowe krańce Europy jest klamrą, w której Wojciech Czuchnowski, znany dziennikarz i publicysta, pomieścił intymny pamiętnik o odchodzeniu swojej żony. Z wnikliwością, precyzją i bez znieczulenia prowadzi nas przez stadia miłości, kryzysów ich związku i choroby. Ta książka jest w równym stopniu bolesna, jak i niosąca nadzieję. Czuchnowski, pisząc ją, próbuje bowiem wydobyć się z rozpaczy. Ta próba przepracowania żałoby zmienia się na oczach czytelników w literaturę.
Życie ma do siebie to, że o ile nie żyjesz w złotej klatce, składa się z wyzwań. One różnią się ciężarem zarówno w postrzeganiu subiektywnym, jak i obiektywnym. I choć tematyka, z którą w "Dzbanku rozbitym" muszą zmierzyć się czytelnicy niejednego z nas prawdopodobnie rzuciłaby na kolana, gdybyśmy z takim wyzwaniem mieli zmierzyć się sami, to książka ta, w moim przynajmniej odczuciu, nie jest o wyzwaniu. W tym przypadku słowo "wyzwanie" okazuje się zbyt płytkie. To jest książka o miłości. Tej najprostszej i najpiękniejszej zarazem. To także książka o życiu i o tym, jak czerpać z niego garściami nawet w razie tragicznych okoliczności. Pan Wojciech Czuchnowski w całej tej relacji zawarł jakże niezwykłe świadectwo obu tych kwestii. Wielokrotnie przyznaje się do własnych błędów, mówi wprost, że czasem brakuje mu sił. Dodatkowo, świat sam w sobie w dzisiejszych czasach wcale nie rozpieszcza. Jednak udowodnił, że ostatnie chwile człowieka nieuleczalnie chorego nie muszą wcale oznaczać odleżyn i pampersów. Wiele z nas zapewne znajdując się w sytuacji autora postąpiłoby podobnie, jednak po pierwsze, o wielu rzeczach człowiek nie zdaje sobie sprawy, a po drugie, niektóre rzeczy oddziałowują na człowieka realnie dopiero wtedy, gdy ktoś inny mu dany koncept przedstawi. Dlatego uważam, że "Dzbanek rozbity" jest książką w pewien sposób obowiązkową. Nie jest to instrukcja postępowania z chorym człowiekiem. Nie jest to też studium śmierci. To studium życia. I wielkiej miłości.
Książka bardzo ważna bo tak mało wciąż jest książek o przemijalności, śmierci, żałobie. Jednak w książce brakuje mi jakiejś głębokości. Mąż nie do końca znał swoją żonę, na kartkach książki bardziej próbuje się uporać ze swoimi uczuciami i swoją żałoba. Być może jest to książka o nim, o osobie która kogoś traci. Nie wiem czy polityczne wstawki, informacje o zdradzie są tak pogrzebne. To tam jakby spowiedź bądź pokuta autora. Aczkolwiek wstawki te jednocześnie sprawiają ze historia, to co się dzieje jest takie zwyczajne, prawdziwe, nie „święte”. Nie wiem jednak czy pani Agnieszka chciałaby aby pewnymi informacjami się dzielić. Żałoba to bardzo indywidualna sprawa i każdy przechodzi ja inaczej. Pożegnanie, zamknięcie rozdziału życia jest najboleśniejszymi doświadczeniem. Dlatego tez 3 gwiazdki z szacunku, za szczerość, za podzielenie się tym co tak boli, za ludzkość i niedoskonałość. Piękne życie, piekna kobieta ale j mężczyzna który chociaż na końcu stanął na wysokości zadania i był przy swojej żonie. Łzy napływały do oczu.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Poruszająca, bardzo osobista opowieść. Plusy: Dużo scen miało w sobie jakąś uroczą prostotę, autor nie wymuszał na czytelniku łez. Tak osobiste historie żałoby często bywają dla mnie niezbyt angażujące, czuję wtedy, że musiały pomóc autorowi, ale niestety nie są ważne dla mnie, inaczej było w tym przypadku. Podobało mi się też, że autor był szczery, nie starał się wybielać. Cytowane fragmenty książek i wierszy zwykle doskonale pasowały do całości i były bardzo ciekawe. Minusy: Włączenie do tej opowieści sytuacji politycznej w Polsce, pisanie o PO, Trzaskowskim etc. było dla mnie niepotrzebne, wybijało mnie z narracji. Niezbyt też rozumiałam, po co w książce znalazły się tak dokładne informacje nt. kwot przeznaczonych na pomoc Ukraińcom.
Książka wpadła w moje ręce przypadkiem, a po wszystkim podarowałam ją do biblioteki. Powód? Nie potrafię powiedzieć, komu mogłabym ją polecić i nie wiem, czy chcę kiedykolwiek wracać do lektury. "Dzbanek rozbity" nie daje nadziei. Niestety nie oswaja śmierci. Zawiera treści normalizujące samobójstwo (także zdrowych osób, więc trudno mi to nazwać eutanazją). Jest to bardzo osobiste doświadczenie autora, taki pamiętnik z czasu, kiedy jego żona powoli odchodziła na raka. Bardziej o nim, niż o niej. Mimo wszystko nie da się przyczepić do warsztatu pisarskiego. Jest w całej tej opowieści jakiś nieodparty urok, który nie pozwalał mi przestał czytać. Ale niestety to było, bardzo, bardzo trudne. Wszystko jest bez filtra, co jest zarazem ogromną zaletą, jak i trudną do zniesienia wadą.
Piękna. Wzruszająca dosłownie od pierwszej strony. Chyba nigdy nie wylałam aż tylu łez, praktycznie co kilkanaście stron znajduje się zdanie, które mnie rozdzielało. Prawdopodobne jest to efekt bardzo subiektywny, związany moimi osobistymi przeżyciami. Daję 5 gwiazdek, przy czym pragnę zauważyć, że niemożliwym jest ocenienie tak intymnej historii. Dlatego też nie chce pisać co sądzę o postępowaniu bohatera, tle fabularnym. To wszystko wydarzyło się naprawdę i w ocenie autora jest istotne dla opowiadanej historii. (Mam na myśli niezrozumiały dla mnie wątek wojny w Ukrainie, a dokładniej zaangażowanie autora w pomoc)
Piękna, poruszająca książka, która pomogła mi dalej trwać przy osobie chorującej na tę chorobę. Smutna, a jednocześnie pokrzepiająca. Dająca nadzieję, jednocześnie tą nadzieję zabierając, bo wiemy co będzie na końcu. Jak to się skończy, tak jak życie każdego z nas. Wrócę do niej w najtrudniejszych chwilach, gdy będę potrzebować rozmowy, z kimś kto rozumie tą chorobę i trwanie przy osobie umierającej. Bo takim osobom nie potrzebna jest rada że wszystko będzie dobrze i jakoś się ułoży. Potrzebna jest po prostu rozmowa, a ta książka ją daje.
Tę przepiękną książkę przeczytałam w jeden dzień. Nie byłam w stanie przestać czytać. Nie chciałam. Kilka razy poryczałam się, kilka razy musiałam odłożyć ją na moment, by ochłonąć. Bo to jest trudna, smutna książka o miłości autora do żony i o żony chorobie. I umieraniu. Jestem Wojciechowi Czuchnowskiemu bardzo wdzięczna, że podzielił się tym ogromem emocji, uczuć i trudnych chwil. Wierzę, że dla wielu osób lektura będzie terapeutyczna i kojąca, mimo wszystko.
Książka cudowna, wielce refleksyjna. W moim mniemaniu było to najosobliwsze oblicze miłości. Serce mi się krajało czytając te wszystkie, tak szczegółowe sytuacje. Serdecznie polecam każdemu wdrążyć się w głąb tej książki.
Przepiękna książka, czuła, wyciskająca łzy. Tak pisać o kimś, tak kogoś kochać i tęsknić - brak słów. Brakowało mi jednak odseparowania opowieści od polityki, religii, aktualnych wydarzeń dookoła - byłoby to odpowiednio skupione na najważniejszej treści i nie 'zgrzytało'.
ta ksiazka zlamala mi serce na milion kawalkow, tak bardzo chce przytulic pana wojtka bo sama doswiadczylam tego co on. mam zaznaczone wiele cytatow z tej lektury i wiem ze za jakis czas do niej wroce. jest to ciezka ksiazka ale uwazam, ze kazdy powinien ja przeczytac.
Książka mi się nie podobała, ale jestem stronnicza, bo nie lubię stylu dziennikarskiego Czuchnowskiego. To w zasadzie ładna opowieść o odchodzeniu żony, ale nie mam ochoty na przemycone komentarze na temat ówcześnie rządzącej partii
Daje dwie gwiazdki, obie za poruszające maile Adriana do Wojtka.