Dwudziestodwuletnia Lake Iwans, ku dezaprobacie rodziców, postanawia rozpocząć dorosłe życie w Nowym Jorku z dala od domu. Właśnie tam dostaje pracę w klinice weterynaryjnej i razem z przyjaciółką, Emily, wynajmuje mieszkanie, licząc na nowy start. Lake nie tylko chce uniezależnić się od rodziców, ale też uciec od wspomnień o byłym facecie, który bardzo ją skrzywdził.
Podczas joggingu w parku przez przypadek poznaje niezmiernie przystojnego mężczyznę wyprowadzającego psa na spacer. Jednak szybko okazuje się, że piękna twarz to jego jedyny atut. Koleś udowadnia, że jest strasznym dupkiem.
Co gorsza, następnego dnia w nowej pracy Lake spotyka nikogo innego jak dupka z parku. Dodatkowo dowiaduje się, że mężczyzna jest synem właściciela, który właśnie przejął klinikę weterynaryjną.
Ku zdziwieniu młodej kobiety facet nie tylko ją pamięta, ale kiedy orientuje się, kim ona jest, bezczelnie ją podrywa. Jednak jeżeli myśli, że ma u Lake szanse, to bardzo się myli.
Odkąd zobaczyłam, że główną bohaterką tej książki jest pani weterynarz, byłam jej bardzo ciekawa. Ten zawód pojawia się raczej w niewielu historiach, więc liczyłam na to, że wprowadzi do mojego czytelniczego świata trochę świeżości. Zwłaszcza, że zapowiadała się intrygująca historia z motywem hate-love, który ubóstwiam. Niestety, ale szybko okazało się, że jednak nie będzie kolorowo.
Za egzemplarz bardzo dziękuję @wydawnictwoniezwykle ♥
Ta książka jest tak krótka, że sądziłam, że, jak na moje możliwości, zajmie mi maksymalnie jakieś 5 godzin. Mocno się na tym przejechałam, bo co kawałek robiłam notatki o tym, co mi tutaj nie grało.
Nie tylko bohaterowie, ale mam wrażenie, że również autorka, gubili się w akcji, jej czasie i całym świecie przedstawionym. Jest bardzo chaotycznie.
W tej części pojawiło się dużo nieścisłości i powtórzeń. Josh prowadzi samochód, ale nie zauważa, że dotarli do celu. Lake wraca do domu taksówką, ale dwie strony dalej mówi z pełnym przekonaniem, że to Josh ją podwiózł. I niestety, tego typu fragmentów było więcej. Trafiła się dwukrotna zmiana narracji w samym środku też jednej sceny – w zasadzie to nawet w obrębie jednego zdania. Trochę trudno mi mówić o stylu autorki, kiedy miałam wrażenie, że przez większość czasu czytam to samo, tyle że w nieco zmienionej scenerii, której i tak nie zdołałam poczuć. Bohaterowie się kłócą/mają poczucie winy –> krzyczą –> "kocham cię", "ja ciebie też".
Bohaterka przeniosła się do Nowego Jorku, jednak gdyby nie został on wspomniany w jednym ze zdań na początku książki, pomyślałabym, że Lake przeprowadziła się do jakiegoś losowego, małego miasteczka. Fakt, czasami jeździli taksówkami. Ale to na tyle. Zabrakło mi chociaż jednego opisu, który mógłby zrobić klimat. Nie chodzi mi o przesadnie długie opisy przestrzeni, ale choćby wspomnienie o jakimś losowym drapaczu chmur czy skrzyżowaniu alei i ulicy. Cokolwiek, co pokazałoby, że akcja rzeczywiście toczy się w tym wielkim mieście.
Cieszyłabym się nawet na skrótowe pokazanie tego, jak wyglądało mieszkanie, w którym bohaterowie się znajdowali, choćby w dwóch zdaniach. Na przykład zamiast kolejnego z kolei opisu tego, kto podczas rodzinnego spotkania siedział na jakim konkretnie miejscu, albo w zamian za kolejną stronę zajętą powitaniami w stylu "cześć", "dzień dobry" i uściskami – niemal w wersji "każdy z każdym".
O życiu zawodowym bohaterów wspomniane było bardzo niewiele. Josh jeden czy dwa razy był w pracy, raz pracował w domu, raz w innym miejscu; Lake była w gabinecie trzy razy, z czego tylko raz faktycznie zajmowała się zwierzakami, co mnie trochę zawiodło. Poza tym, Josh był bogatym biznesmanem, rzekomo milionerem – czym zatem to jego bogactwo się objawiało? Odniosłam wrażenie, że w zasadzie niczym. To wszystko to niby drobnostki, ale możliwe, że trochę poskładałyby tę historię w całość.
Potencjał na ciekawych bohaterów – moim zdaniem – nie został wykorzystany. Niby mają swoje trudne przeszłości, ale... nie poczułam tego ani trochę. Za to, cytując jedną z bohaterek drugoplanowych: "Szybko poszło", bo czytelnik bardzo szybko zostaje zasypany stwierdzeniami "Kocham cię" i "Ja ciebie też".
Momentami miałam wrażenie, że czytam książkę o nastolatkach, a nie o dorosłych. Nie wspominając już o "pieszczotliwych" określeniach między bohaterami, które wyjątkowo nie przypadły mi do gustu, nawet mimo ich żartobliwego zabarwienia, czy o scenie, w której Josh późnym wieczorem zabiera Lake spod gabinetu weterynaryjnego, ratując ją przed tragiczną w skutkach sytuacją. Wręcz nie wiedziałam, co tam się wtedy wydarzyło.
Książka miała potencjał na dobrą historię hate-love z wątkiem kryminalnym i ciekawymi postaciami. Niestety, moim zdaniem zgubił się on gdzieś po drodze. Oceniam tę pozycję z przykrością i bólem serca, jednak: szczerość przede wszystkim :( Być może kolejna część będzie prezentować się lepiej, choć na razie nie spodziewam się, że po nią sięgnę.
Lake, dwudziestodwuletnia kobieta wyprowadza się z rodzinnego domu i zaczyna własne życie w nowym mieście wynajmując mieszkania, że swoją najlepszą przyjaciółką Emily. Jej rodzice nie są zadowoleni z tego obrotu spraw, lecz dziewczyna nie zamierza siedzieć na domu, by rozpamiętywać o tragicznej przeszłości... „– Co miałeś na myśli, kiedy mówiłeś, że Lake już tyle wycierpiała?” Czy nowy rozdział przyniesie same dobre rzeczy? Czy jej były chłopak, który był totalnym draniem, więcej jej nie skrzywdzi... Lake zdobyła moją sympatię, bo nie zachowywała się, jak typowa laska, która, chce mieć za faceta bogatego kolesia tylko z jednego powodu. Josh, syn właściciela kliniki weterynaryjnej i milioner. Mężczyzna prosperuje świetną ilością pieniędzy na swoim koncie, ale jeśli chodzi o jego sposób bycia, to niestety na początku jest totalnym dupkiem, lecącym na wszystko, co się rusza.... „Wszystkie są takie same. Dla nich liczą się tylko pieniądze i seks. Już raz dałem się nabrać na tę ich gierkę. Już nigdy nie pozwolę, żeby jakakolwiek kobieta weszła w moje życie. Nigdy więcej”. Pewnego dnia w parku poznaje jedną dziewczynę, z którą od razu wchodzi na drogę wojenną. Czy mężczyzna zmieni swoje nastawienie do płci przeciwnej? Josh właściwie jest szablonowym milionerem, który ma panienki na jedną noc i nie bawi się w związku, w sumie po tym, co przeszedł, to się nie dziwię, że zaczął w ten sposób postępować. W pewnym momencie, kiedy poznaje pyskatą dziewczynę, która wygarnia mu prosto w twarz, co o nim myśli, nie może przestać o niej myśleć i chcę ją zdobyć za wszelką cenę. Mimo iż od pierwszych stron doprowadzał mnie do szału, później jego wnętrze stopniowo się zmieniało... Oboje pochodzą z dwóch różnych światów. Bardzo schematyczny romans biurowy, prawda? A jak to wygląda z mojej perspektywy? „– Przepraszam państwa! – ogłaszam teatralnie. – No to jak? Co oglądamy?
– O Boże! – wzdycham”. Od pierwszych stron czułam wzajemną niechęć między głównymi bohaterami, a wszyscy wiemy, że od nienawiści do miłości tylko jeden krok, to tutaj nie było, aż tak widoczne, mam na myśli, za Lake i Josh trochę szybko przeszli z etapu wrogów do kochanków. Szczerze brakowało mi więcej ich wzajemnych docinek. Ponadto wątek ekschłopaka naszej głównej bohaterki według mnie, został ciekawie wpleciony w fabułę, ale żałuję, że autorka nie rozwinęła bardziej jego postaci. Podobała mi się ta książka, nie mogę powiedzieć, że była zła, lecz nie Let's Fall in Love nie była świetną lekturą. Sięgnę po dalsze części tej serii i mam nadzieję, że będzie się działo.
Izabella Jagiełło w historii “Let’s Fall in Love” przedstawia nam historię Lake i Josha - pani weterynarz i biznesmena. Ich znajomość nie rozpoczyna się miłością od pierwszego wejrzenia, a sprzeczką od pierwszego wejrzenia. Choć jak to się często mówi, kto się czubi ten się lubi. Josh nigdy szukał partnerki na stałe, dla niego liczą się tylko chwilowe przyjemności. Jednak gdy w jego życiu pojawia się urocza, troskliwa i przemiła dziewczyna o imieniu Lake, mężczyzna zaczyna inaczej patrzeć na swoją przyszłość.
Zawsze powtarzam, że debiuty rządzą się swoimi prawami i przy nich jestem w stanie przymknąć oko na pewne kwestie, tak gdy tutaj pojawił się błąd związany z tłem czasowym po prostu poszłam dalej. Nie ukrywam przerażało mnie tępo tej powieści. Po tygodniu już ta dwójka znała swoje rodziny, ba po dwóch dniach znajomości Josh zabrał Lake na urodziny swojego ojca. No cóż, ekspresowe tempo. I byłam o to zła, bo historia zapowiadała się ciekawie, a wystarczyło w tym całym galopie dodać po prostu zwrot “tydzień/miesiąc później”.. i fakt gdy dostaliśmy już to magiczne określenie poczułam, że czytam zupełnie inną książkę. Mam wrażenie, że to właśnie od tamtego momentu fabuła wskoczyła na dobre tory i mogłam cieszyć się tą historią.
Mimo tego szybkiego startu to muszę przyznać, że bardzo przypadła mi do gustu sama kreacja wszystkich bohaterów. Mieli pazur i konkretne wartości, którymi się kierowali. Było zabawnie, z jajami i chwilami dramatycznie, jak przystało na dobry wątek z przeszłości, który ciągnął się za bohaterami. Jest to słodko - gorzka historia, która pokazuje jak silna potrafi być więź z rodziną i drugą połówką, na którą otwieramy się powoli każdego dnia.
I pomimo tego, że gdzieś tam te uczucia bohaterów galopowały od samego początku, to jeśli chodzi o prawdziwe i szczere deklaracje to na nie trzeba zaczekać. W sumie, jak na wszystko co dobre. Spodobało mi się połączenie biznesmena i pani weterynarz - coś nieszablonowego. Żałuję tylko, że tak mało dostajemy profesji Lake. Początek w klinice zapowiadał się ciekawy, jednak przez jej późniejsze perypetie całkowicie gdzieś zniknął.
Tak jak sami możecie zauważyć, ja mam bardzo mieszane uczucia. Ani nie jestem zakochana w tej historii, ani nie uważam, że była ona zła. Dla mnie to coś pośrodku. Jeśli chodzi o pióro autorki to nie mam się do czego przyczepić, sam pomysł na historię również na plus, jednak dla mnie tutaj za dużo się dzieje. Nasza główna bohaterka robi za herosa, który każdemu ratuje życie. Zabrakło mi tutaj troszkę normalności i takich zwykłych prostych uczuć. Mam wrażenie, że przez większość książki idziemy na bogato. Czy to w emocje, zakupy czy postrzeganie sytuacji. Choć mimo wszystko zachęcam do przeczytania, uważam, że ta książka pozwoli wam na chwilę relaksu, odpoczynku i zapomnienia.
Przyznam szczerze, że lektura „Let’s fall in love” nie dostarczyła mi pozytywnych wrażeń. Już niamal od początku czułam mezalians w tej historii i dość mocno poplątane wątki. Choć mam swiadomość, że to debiut jednak za dużo elementów mi tu zgrzytało by przymknąć na nie oko.
Główna bohaterka Lake która ma 23 lata, na studiach miała nieprzyjemnym epizod ze swoim facetem wskutek czego na dłuższy czas miała przerwe w życiorysie. Tymczasem przeprowadza się z przyjaciółką do Nowego Jorku gdzie dostała praca jako asystentka w klinice weterynaryjnej i już drugiego dnia pomaga szefowej przy zwierzakach. Potem niestety nie jest lepiej bo już po pierwszym niefortunnym spotkaniu zarówno Lake jak i nasz główny męski bohater Josh mimo że obrzucili się wyzwiskami wspominają rozanieleni to zajście i myślą o tym, że choć do tej pory w życiu im nie wyszło to właśnie teraz mogliby przeżyć swoją wielką miłość. Niedługo później ta relacja rozwija się cudownie i szybko, choć w zasadzie nie mieli szans się poznać dobrze co było nieco groteskowe biorąc pod uwagę doświadczenia w relacjach z poprzednimi partnerami jakie oboje mieli.
Niestety ale działo się tu za dużo, zbyt chaotycznie i się finalnie nie zgrywało ze sobą, a im więcej takich zgrzytów było tym cała historia wypadała w moich oczach coraz słabiej. Mnie ta opowieść kompletnie nie kupiła i nie mogę jej polecić.
Dwudziestoletnia Lake Iwans po przebojach w swoim życiu postanawia przeprowadzić się z przyjaciółką do Nowego Jorku. Lake dostaje tam pracę jako asystentka w klinice weterynaryjnej. Podczas joggingu poznaje przez przypadek mężczyznę, który lekko mówiąc nie zyskał jej sympatii. Co gorsze, okazuje się, że ten przypadkowy mężczyzna jest synem nowego właściciela kliniki, w której pracuje.
Cóż mogę powiedzieć, książka według mnie "dupy nie urywa". Po przeczytaniu opisu byłam pewna, że książka mi się spodoba ale niestety się zawiodłam. Wprowadzenie było zdecydowanie na plus, pierwsze spotkanie w parku, potem w klinice - myślałam, że będzie z tego fajne enemies to lovers, niestety nic bardziej mylnego. To były JEDYNE sytuacje enemies, potem nagle bum i dwoje ludzi, którzy nie chcieli związku, mieli swoją przeszłość, niezbyt dobre wspomnienia miłosne twierdzą, że mogą być dla siebie tymi jedynymi. Niestety dla mnie było to mocno naciągane. Lekkim minusem była dla mnie ilość bohaterów, czasami musiałam się zatrzymać i pomyśleć, która osoba jest z "której strony". Bohaterów ani nie polubiłam, ani nie znienawidziłam, byli dla mnie neutralni. Na plus ciekawy wątek z byłym Lake ale tutaj nie będę się rozpisywać żeby nie spojlerować. Książka na jeden wieczór dla zabicia czasu ale nie pozostanie ona na dłużej w głowie.
kupiłam tą książkę tylko dlatego, że relacja miałabym pomiędzy panią weterynarz a biznesmenem. zawiodłam się, bo o pracy głównej bohaterki byly może 2 strony? poza tym akcja dzieje się bardzo szybko, bohaterowie już w 1/4 książki wyznali sobie miłość do tego te ich czule słówka i to jak mówią do siebie ,,dupeczko" czy ,,pajacu" rozwala mnie całkowicie i cringuje. ogólnie nie polecam chociaż szybko mi sie czytało
Żyjąc w środowisku weterynaryjnym łapał mnie ja nie wiem cringe czy coś jakby DNF po jakiś 100 stronach zrobiłam. Ja wiem i respektuje tu fakt że to debiut. I miałam high hopes bo guys No mało jest książek z wątkiem weterynarz x ktoś tam. I trochę bardzo się zawiodłam…
Na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej debiutów. Bardzo mi się to podoba, ponieważ coraz częściej pojawia się szansa na to, żeby znaleźć pióro, które może nam przypaść do gustu. Czasami jesteśmy zachwyceni, innym razem trochę mniej, a jeszcze kolejnym - podchodzimy z dystansem do kolejnych książek.
Lake to ponad dwudziestoletnia kobieta, którą poznajemy w momencie wielkiej dla niej zmiany. Przyszła pora na to, żeby odciąć pępowinę, przenieść się do Nowego Jorku i rozpocząć pracę w klinice weterynaryjnej. Bohaterka jest bardzo szczęśliwa z tego powodu, ale jednocześnie odczuwa smutek, zwłaszcza, że jej najbliżsi - martwiąc się o nią - z trudem tę decyzję przyjmują. Ich strach nie jest jednak wyssany z palca, ponieważ przeszłość młodej kobiety niestety odcisnęła pewne piętno. Josh to nieco starszy od niej mężczyzna, który pracuje w firmie swojego ojca. Przystojny, pewny siebie i arogancji - właśnie z tej strony poznaje go Lake. Warto też wspomnieć o wielkim ego. To co łączy ich charaktery - to fakt, jak zachowują się wobec swoich najbliższych. Tak, stosunki rodzinne odgrywają w tej historii bardzo dużą rolę. Niejako dodają tej fabułę wyjątkowości, ale i pewnej dozy humoru.
Ich pierwsze spotkanie pozostawia wiele do życzenia, ale tym samym zapada w pamięci obojga. Następnego dnia wygląda to całkiem podobnie. Nic nie wróżyłoby, że cokolwiek będzie mogło się zmienić. Cóż, okazuje się, że Lake i Josh nie bez powodu mają do siebie takie początkowe podejście. Wszystko jednak może się zmienić... Bo od nienawiści do miłości... Znacie to.
Autorka wykreowała naprawdę przyjemne postaci i aż chce się, żeby byli szczęśliwi. Pomysł na całą historię był bardzo dobry, skłamałabym, gdybym napisała inaczej. Niestety nie udało mi się wciągnąć w historię bohaterów tak, jakbym chciała, mimo że darzę ich ogromną sympatią. Myślę, że duży wpływ na to miał bardzo szybki przebieg zdarzeń oraz fakt, że pojawiło się w tej książce zbyt dużo dialogów. Nie wierzę, że to piszę, bo zazwyczaj narzekam z powodu zbędnych opisów. W tym przypadku było ich zdecydowanie za mało. Oczywiście - rozumiem, że pojawiło się sporo bohaterów, jednak uważam, że dialogi (dla przykładu te, w których wszyscy członkowie rodziny, witają się kolejno przy każdym spotkaniu) przytłoczyły całość. Sam język, którego używa Autorka jest bardzo poprawny, jednak oczy mi więdły, kiedy bohater zwracał się do swojej ukochanej "dupeczko". Może jestem za stara na takie teksty 😅
Przez tempo akcji nie miałam możliwości skupić się na uczuciu, które powinno grać tu główne skrzypce. Oczywiście, da się zauważyć ich miłość w tym, jak wzajemnie się traktują, troszczą się o siebie, w tym, co do siebie mówią, bo po wyznaniu tego uczucia, notorycznie je sobie powtarzają. Mi po prostu zabrakło czasu poświęconego na rozwój tego wszystkiego. Zdaję sobie sprawę z tego, że to bardzo subiektywna kwestia, ale zdecydowanie wolę wolniejszy obrót spraw. To pierwszy tom z serii, a cała historia ma potencjał. Zakończenie sugeruje, że bohaterów czeka niełatwa przeprawa, więc kolejne kłody zostaną rzucone im pod nogi. Liczę na to, że docelowo wyjdą na prostą.
W przeciągu ostatniego roku przeczytałam naprawdę wiele debiutów. Jedne były lepsze, drugie gorsze, ale zawsze staram się dawać szansę autorkom, które odważyły się spełnić swoje marzenia i udało im się przekonać wydawnictwo do zainwestowania w ich dzieło.
Sięgnęłam po "Let's fall in love", ponieważ bardzo zaintrygował mnie opis powieści i byłam naprawdę ciekawa tej historii. A że jestem czytelnikiem, który zdecydowanie woli papierowe wydania - z niecierpliwością czekałam, aż publikacja wreszcie trafi w moje ręce. Dlatego, gdy tylko otrzymałam swoje zamówienie, postanowiłam zgłębić historię Lake i Josha.
Główną bohaterkę powieści poznajemy w momencie, w którym zdecydowała się na wyjazd z rodzinnej miejscowości i przeprowadzkę do Nowego Jorku, aby rozpocząć karierę w jednej z tamtejszych klinik weterynaryjnych. Z powodu zdarzeń, które miały miejsce w przeszłości, jej rodzina jest pełna obaw związanych z jej przenosinami, jednak ostatecznie przyjmują jej decyzję do wiadomości i starają się ją wesprzeć dziewczynę w jej postanowieniu.
Josh to biznesmen, który już dawno przestał wierzyć w miłość. Mężczyzna uważa, że nie ma szansy na szczęście u boku jakiejkolwiek kobiety, gdyż jest przekonany, iż są one zainteresowane jedynie jego statusem społecznym i ilością pieniędzy zgromadzonych na koncie bankowym. Wszystko zmienia się, gdy przez zupełny zbieg okoliczności spotyka w parku dziewczynę, która jest inna niż wszystkie, które do tej pory poznał.
Po przeczytaniu opisu książki byłam bardzo ciekawa tej historii, jak mi się wydawało, nietuzinkowej i jedynej w swoim rodzaju. Pomysł na fabułę był bardzo interesujący, jednak wykonanie pozostawia naprawdę wiele do życzenia.
W mojej opinii wszystko w tej książce dzieje się zbyt szybko. Bohaterowie ledwo się poznali, a kilka stron później już byli w sobie szaleńczo zakochani. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że istnieje coś takiego, jak miłość od pierwszego wejrzenia... Jednak w tym konkretnym przypadku miałam wrażenie, że bohaterowie skoczyli do basenu wypełnionego wodą, kompletnie nie umiejąc pływać.
Ogólnie rzecz biorąc, książkę czytało mi się zwyczajnie źle. Dialogi, czyli to na co zwracam największą uwagę, zupełnie do mnie nie przemawiały. Miejscami wątpiłam i zastanawiałam się nad tym, czy Lake, Josh i pozostali członkowie ich rodzin to na pewno dorośli ludzie, bo odzywali się do siebie niczym banda nastolatków. W normalnych okolicznościach odzywki typu "pajacu" czy "dupeczko" pewnie nie utkwiłyby na długo w mojej pamięci, jednak trudno było je ignorować, gdyż pojawiały się dosłownie, w co trzeciej linijce tekstu.
Na koniec mogę powiedzieć, iż raczej nie sięgnę po kolejny tom tej historii. W zasadzie jedynie ostatnia strona książki zainteresowała mnie na tyle, żeby chociaż rozważyć sięgnięcie po drugi tom, ale to czas pokaże, czy zdobędę się na to, by poznać zakończenie historii Lake i Josha.