Intensywna przeprawa przez pięćdziesiąt lat marzeń i zmyśleń.
Nowa, wciągająca powieść laureatki Nagrody Conrada i Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza!
15 kwietnia 1972 roku wbito pierwszą łopatę pod budowę Huty Katowice. To również data złożenia obietnicy lepszego świata dla tych, którzy od lat szukali perspektyw na przyszłość. Wśród nich znaleźli się Ewa, Zygmunt i Ula – młodzi, pełni zapału, wierzący w misję, która została przed nimi postawiona.
Niemal pięćdziesiąt lat później. Niewiele pozostało z dawnych planów. Maja, studentka z aspiracjami, szuka własnej drogi. Świat roztacza przed nią wachlarz szans, ale czy jest możliwe osiągnięcie spełnienia w tak niestabilnej i chaotycznej rzeczywistości? Huta stanie się dla niej pretekstem do przyjrzenia się nie tylko minionym obietnicom, ale i swoim słabościom. Czy uda jej się odejść od egoizmu, aby dostrzec wspólny rytm czasów i ciał?
Ciało huty jest przejmującą, rozpisaną na dwa pokolenia historią o społecznym awansie i ciężkiej pracy, by osiągnąć to, co wydawało się upragnione. To – wreszcie – szczery i nieironiczny obraz życia w socjalistycznej Polsce i współcześnie. Cieplak w charakterystycznym dla siebie stylu, niezwykle dojrzale, autentycznie, z elementami mistyki oraz humoru, kreuje świat, o którym ciężko zapomnieć.
Anna Cieplak pięknie i z czułością opisuje dwa pokolenia swoich bohaterów, poranionych i kolczastych, którzy biorą się za bary z życiem. Jedni oddali Hucie Katowice serca, wątroby, cały swój czas, na innych huta rzuciła cień, od którego trudno się uwolnić. Dzieci próbują zrozumieć rodziców, a rodzice sami siebie nie rozumieją. Gorzka książka. Świetna książka.
Nieudolnych porównań tyle, co kropel potu na szychcie. Niezgrabności stylistycznych więcej, niż stopni w hutniczym piecu. Było to wszystko nieczytelne, przeestetyzowane kosztem spójności fabuły, przehajpowane na niekorzyść bohaterów i sensu.
Im dalej w las, tym Cieplak gorzej pisze i bardziej bredzi. Może po tamtej stronie Brynicy to się sprawdza, po naszej nie.
Nie będzie żadnym nadużyciem, jeśli powiem, że Cieplak w swojej książce zawarła wszystko, co mnie pociąga w literaturze. Tło historyczne - rzetelnie opisane, bohaterowie w nim mocno osadzeni. Zabawa chronologią - wymusza na czytelniku uzupełnianie białych plam, wyciąganie wniosków i łączenie faktów. Barwni bohaterowie - nie są prostolinijni, nie są idealizowani, są ludzcy, dzięki temu bliżsi i bardziej zrozumiali. Język i styl sprawiający, że po lekturze się płynie, ciężko ją przerwać, boleśnie odłożyć. I, co super ważne, nic tutaj nie jest dziełem przypadku. Każdy detal ma znaczenie i dzięki detalom właśnie, w trakcie lektury powstają idealnie pasujące do siebie elementy układanki. Niezwykle ekscytująca jest świadomość, że czytelnik bierze udział w jakimś wyścigu z autorem. Z satysfakcją można czasem zawołać: "wiedziałam!".
Ktoś podobno w "Dwutygodniku" pisał, że brakuje nowej "Lalki" w polskiej literaturze. Anna Cieplak pisze te nowe "Lalki" od pierwszej książki i za każdym razem są super.
„Ciało huty” Anny Cieplak wydane przez @wydawnictwoliterackie to bardzo porządna książka obyczajowa z widocznymi edukacyjnymi ambicjami, które – może przez swoją transparentność? – nie popadają w nachalny dydaktyzm.
Miałam mieszane uczucia, kiedy siadałam do lektury. Wydawało mi się, że struktura narracyjna jest trochę za prosta, a portrety bohaterów – jednowymiarowe. No i częściowo to była prawda: „Ciało huty” nie aspiruje do wyżyn powieści psychologicznej, a przedstawione postaci raczej mają odzwierciedlać jakieś typy-reakcji-na-warunki-zewnętrzne niż skomplikowane pełnowymiarowe jednostki. Sama konstrukcja książki jednak trochę robi nas w konia: z czasem odsłania więcej zawiłości i detali, nie ciążąc (wbrew pozorom) ku prostackim historycznym paralelom.
Cieplak od czasu do czasu rzuca jakąś toporną metaforą, ale co do zasady stawia raczej na przeźroczystość słowa. Można przy niej odpocząć od tego najgorszego typu młodego polskiego prozaika, który pRaCuJe W jĘzYkU.
No i wreszcie, co tu dużo mówić: towarzyszka Cieplak napisała książkę słuszną na wielu poziomach, niebojącą się afirmatywnie sięgać niekiedy wręcz do socrealistycznych rejestrów. Skupioną na problemie sprawczości, nawet – lub zwłaszcza – gdy mowa o traumach (!). A za to – czyli tak naprawdę za myślenie w kategoriach interesów, a nie doświadczeń – należą jej się pokłony z samego środeczka rozdrapującej zranienia kultury posttraumy.
Ta opinia nie będzie obiektywna, i zdaje sobie sprawę z niedociągnięć tej książki, nie wszystko jest naturalne, niektóre miejsca nie brzmią dobrze. Ale jest w tym coś, co sprawia, ze to wszystko nie ma dla mnie az takiego znaczenia w tym konkretnym przypadku.
Długo myślałem do czego do porównać, i jedyne co mi przychodzi na myśl, to napisać, ze Ania Cieplak jest trochę polską Sally Rooney. Oczywiście nie jest, porusza inne watki i tematy, wplata w nie dużo więcej historii, zwłaszcza tu. Ale dla mnie to porównanie, które działa najlepiej, bo przy żadnej innej polskiej autorce się tak nie czuję. Jest coś prawdziwego w tym, jak sztucznie brzmią nieraz postaci. Bo nie o to w tym chodzi, dokładne slowa, zdania, wydarzenia, mają odbijać coś prawdziwego co jest na zewnątrz, a nie naśladować to, żeby wygaldac tak samo. Zupełnie nie brzmią, jak życie, ale dają ODCZUCIE ze są częścią życia. Sceny nie sa realne, ale uczucia które sie z nimi wiążą - tak. Dokładnie tak, jak u Rooney. Ciężko mi to wyjaśnić. Czuć tu emocje, czuć tu życie.
Ale z całą pewnością najlepsza książka Cieplak od czasu "ma być czysto", a może i lepsza. Co mocno mi przywraca w nią wiarę po paru nieco słabszych.
A latami czekam na kogoś w Polsce, kto będzie wywoływał u mnie te emocje które wywoływała wcześniej Rooney, tylko na bliższym, bardziej znanym mi gruncie. I chyba to mam.
Nowa książka Cieplak jest ciekawa na wielu poziomach. Mnie przede wszystkim kupiła tym, że bardzo trafnie ujęła doświadczenia uniwersalne kobiet - tj. niepokój i walkę. Obawę przed samotnością, męską dominacją, relację matki-córki. W „Ciele huty” dobrze też rezonuje kwestia awansu społecznego. Rodzice, którym PRL dawał szansę, ale też niespełnione obietnice oraz następne pokolenie, które musiało, i nadal musi, spełniać ich oczekiwania. Mit ciężkiej pracy i (przytłaczający) horyzont możliwości. W końcu też fabuła, która intryguje i wciąga na tyle, że była moim remedium na trzytygodniowy zastój czytelniczy. Naprawdę trafny, literacki wycinek ostatnich kilku polskich dekad.
postaram sie opisac to w miarę składnie. Na początku odłożyłam ta książkę po 30 stronach, ale potem niesamowicie mnie pochłonęła. Co prawda niektore porownania "Byl szczęśliwy tak bardzo jak Zygmunt byl nieszczęśliwy" sama nie wiem, ale z drugiej strony porownanie mysli sprzątaczki do bezsensu mycia samych szyb okien bez ram, calkiem ciekawe, wszystko toczy sie wokół huty? Czy jest to przerysowane? Dla mnie nie, mieszkam w blokach wybudowanych dla robotnikow, rodzice moich kolegow tam pracuja, maja slynne kalendarzyki, o 14 jest inwazja huciakow, a dzieci dalej maja dofinansowane kolonie, well Rondo Budowniczych jest wreszcie rondem, nie wiem jakim cudem mieszkalaam 2 km od huty, jestem 4. pokoleniem w dg, a nie mam z tym miejscem nic wspolnego, tak samo moi rodzice?? Jedynie chodzilam tam na terapie co wydaje sie mistyczne, w miejscu wyzysku isc na mindfulness, wracajac do książki, po prostu czułam ją, ciało, a raczej duch huty pozostanie tu na zawsze, ale hotele naprawde mogli by zburzyc! SERIO JADE TAM NA WYCIECZKĘ, JAK NIGDY MOGLAM NIE ZWIEDZIC TEGO MIKRO MIASTA
Odsylam do piosenki "Wódka" w wykonaniu Pidżamy, ktorej słuchałam jezdzac na terapie.
P.S Wódka, a raczej litry wódki dalej stoją na przystanku pod główną bramą, a piec bucha.
Huta wyrastająca w miejscu lasu. Miasto żyjące w cieniu huty. Rodziny wrośnięte w hutę od pokoleń. Huta wrośnięta w rodziny. Wielki piec, marzenia, rzeczywistość i szczepki roślin. Początek, koniec i to, co było dalej. Anna Cieplak stworzyła historię żywą, wiarygodną, emocjonującą i postacie z krwi i kości. Świetnie oddała kontrast i przenikanie natury z techniką, pracy z życiem rodzinnym, huty z przestrzenią. Mimo osadzenia w bardzo konkretnym miejscu, jest to też historia jakich było wiele: o wielkim zakładzie, pracy dla wszystkich, upadku, zmianach. Zachwyciła mnie ta opowieść i chociaż pod koniec trochę się rozmywa, nie wszystko domyka i uzasadnia, to poznanie Ewy i Uli to była prawdziwa przyjemność. (audiobook)
Nie siadła mi. Zbyt wiele elementów i wątków, które pojawiały się i znikały lub były ciągnięte przez książkę, ale nie rozwijane. Czułem się zagubiony w historii poznawanej z perspektywy dwóch pokoleń, ponieważ momentami nie wiedziałem, kto lub co jest bohaterką książki.
Najnowsza powieść Anny Cieplak jest bardzo ciekawym przedstawieniem tego, jak miejsca potrafią związać ludzkie losy. "Ciało huty" opowiada o dwóch pokoleniach kobiet – odmiennych zarówno w podejściu do życia, jak i w rzeczywistości, która je otacza.
Ewa to postać charyzmatyczna. Poznajemy ją w trakcie konkursu wokalnego i choć dziewczyna jest obdarzona talentem i ma swoje marzenia, bardzo szybko zamienia je na realną, przyziemną pracę oraz “wielkie czyny” i przemiany społeczne. Jej przeciwieństwem jest Maja – pozbawiona determinacji swoich przodków potomkini założycieli Huty Katowice. W dorosłym życiu nie może znaleźć swojego miejsca ani kierunku, w którym powinna podążać, a jej codzienność przypomina chaotyczne miotanie się od wydarzenia do wydarzenia.
Anna Cieplak udowodniła, że tak surowe miejsce jakim jest huta (stereotypowo kojarząca się jednak z mężczyznami) ma również swoją kobiecą twarz. Wątek z lat 70-tych śledzi się z prawdziwym zaangażowaniem. Bohaterki powieści zmagają się z trudną rzeczywistością, ciężką pracą, problemami prywatnymi oraz nadużyciami ze strony pracodawców, ale mimo to wydają się być niezłomne – przynajmniej do pewnego momentu. Zupełnie jakby idea, która im przyświecała, dodawała im prawie nadludzkich sił i wytrzymałości. Być może dlatego wątek Mai, która nie potrafi uporządkować ani swojego życia zawodowego, ani tym bardziej prywatnego, na tle losów pracownic huty wypada blado i mdło. Nie sądzę jednak, żeby taka nierówność wynikała z braków warsztatowych autorki. Myślę, że był to całkiem świadomie zastosowany zabieg.
Huta Katowice połączyła losy bohaterów powieści Anny Cieplak. Autorce udało się pokazać zarówno pełen entuzjazmu młodzieńczy zryw, jak i bolesny bilans po zderzeniu marzeń i idei z brutalną rzeczywistością i przemijaniem. Myślę, że "Ciało huty" to pozycja, która szczególnie powinna trafić do czytelników powiązanych z miejscami opisanymi w powieści, dla których historia opisanych miejsc jest jeszcze żywa.
Anna Cieplak w swojej najnowszej powieści oddaje głos hucie, która przemawia poprzez losy dwóch pokoleń. Jak się faktycznie okazuje, Huta Katowice nigdy nie wypowiedziała ostatniego słowa, wciąż trwa i odznaczyła się na losach wielu. Przyznam, że nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po tej powieści i co we mnie poruszy, skoro urodziłam się setki kilometrów od Dąbrowy Górniczej. Dlatego byłam ciekawa czy dzięki pisaniu Anny poczuję tę „błyskawicę, która cały kraj rozpali” z początku lat 70.
Już od pierwszych słów przepadłam w odmętach huty, która pokiereszowała niejedno ciało i duszę. Jedni oddali hucie serce inni wątrobę, rzadko które ciało pozostało zdrowe. Usłyszymy głosy samych budowniczych, ale i dzieci kombinatu oraz ich losy rozciągające się od pierwszej surówki podanej na hutniczej stołówce poprzez stan wojny aż po zmianę systemu i dzisiejszy świat.
Anna stworzyła postaci i historię, którym absolutnie zawierzyłam. Przeplatana chronologia, pełnowymiarowe postacie targane radościami i krzywdami, uważnie zbudowana fabuła, która nie ma żadnych zarysowań i przestojów - to wszystko złożyło się na to, że dawno tak szybko nie „zeżarłam” tak powieści. Jest tutaj tak wiele małych i wielkich tematów, że trudno się nie nasycić, a to wszystko bez zbędnego silenia się na sztuczne stylizacji językowe, wszystko jest tu na wskroś ludzkie i naturalne.
Powieść przez duże P. Cudownie śledzić rozwój tak ciekawego głosu w polskiej literaturze.
Zaskakująco dużo z tą niepozorną książką przeżyłem, a jednocześnie wciąż byłem zły, że nie jest jeszcze lepsza - bo mogłaby być.
Cieplak świetnie opanowała niełatwą sztukę pisania prawdziwego (mimo że wszystko było zmyślone) i budowania lokalnej mitologii (choć niektóre nici połączoneń między pokoleniami były zbyt grube).
Ale, jak dla mnie, nie umie tego jeszcze literacko "sprzedać". Albo po prostu nie próbuje.
Natomiast wiele jest tu dobrego.
Buduje intrygujących, niedoskonałych bohaterów i nie daje nam na ich temat wszystkiego. Gra domysłami.
Nie wiem, co dokładnie zrobiłby z tą fikcją np. Twardoch, ale tej kropli jego komercyjnej magii (czyli pewnie mieszanki brutalności, zła i złego seksu) tu zabrakło.
Zamiast tego jest za to roślinna wrażliwość. Jest głos kobiet.
Książka brzmi bardziej jak pisana w ramach europejskiego stypendium - czyli dokładnie tak, jak była pisana.
Ale musiała mnie zaintrygować skoro tyle się o niej rozpisuję.
Początek nudniej, później już płynie.
Polecam, bo nigdy nie sądziłby, że tak zainteresuje mnie 320 stron o Hucie Katowice i ludziach, którzy ją zbudowali.
Albo których zbudowała (lub zburzyła) ona.
___ P.s. wydanie i rysunki bardzo ładne, ale korekta do... korekty.
Troszeczkę brak mi słów. Nie jest to idealne pod względem stylistyki, metafory bywają męczące, wciskane na siłę. Tylko przy opisywanej historii nie wydaje się to mieć dla mnie duzego znaczenia. W epoce pisania o bogactwie zza granicy potrzebna jest dojrzała literatura zagłębiająca sie w obecne problemy, pokazująca, że nie są to tylko obecne problemy. Porusza wątków feministyczne, porusza wątki trudności z jakimi mierzyli się nasi rodzice w czasie transformacji, tym samym momentami pokazuje ile możemy miec ze starszymi wspolnego. No i nie mogę nie poruszyć trafnego zobrazowania współuzależnienia, bo chyba ten wątek poruszył mnie najbardziej. Potrzebujemy wiecej autorów-pedagogow, a ta książka jest na to już drugim dowodem w karierze tejże autorki. (A no i na znaczny minus że gdzieś w połowie dopiero zorientowałam się kto tutaj jest kto, ale na końcu już o tym zapomniałam więc kto by się przejmował?????)
Zręcznie skonstruowana, porządna rzecz. Dwie perspektywy: lata 70. i współczesność tworzą panoramiczną całość. Niejednoznaczna narratorka podejmująca irytujące, egocentryczne, wewnętrznie sprzeczne wybory - czyli czyste żyćko. Podoba mi się złożoność postaci, ich - znów - niejednoznaczność. Każdy coś ma za uchem, ale i każdy ma coś dobrego w rękawie. Choć początkowo bohaterowie mogą wydawać się jednowymiarowi, nie są sportretowani prostacko.
Mnóstwo ciekawych drobnych wątków: początkowo Zbigniew mówi po śląsku, ale z biegiem zagłębiowskiego czasu rozpuszcza się w polszczyźnie. Szczepki, które się kradnie, nie popełniając kradzieży. Wspólnota kobiet (szczególnie w obliczu przyjazdu Breżniewa) i w ogóle funkcjonowanie huty.
Nie mam się do czego przyczepić, ale jakoś nie porwało tak, jakby mogło. Może to przez momentami zbyt prosty język i toporność metafor. Ale to naprawdę dobra rzecz: niedydaktyczna, a po prostu przedstawiająca.
This entire review has been hidden because of spoilers.
książka w porządku, ale do wybitności jej daleko, a szkoda. fabularnie jest super, temat niezwykle ciekawy, ale nie do końca podszedł mi styl. chaotyczne to trochę wszystko, za dużo niedopowiedzeń. najbardziej jednak przeszkadzał mi sposób narracji w części historycznej - w jednej scenie punkt widzenia potrafił się zmieniać kilkanaście razy, skaczemy z perspektywy jednej postaci do drugiej, wracamy, potem jeszcze jakaś trzecia postać. albo cały rozdział z perspektywy jednej postaci, a nagle ostatni akapit z perspektywy innej. beznadziejny zabieg, który wprowadzał niepotrzebne zamieszanie. liczyłam też, że więcej uwagi będzie poświęcone wycince lasu pod budowę huty i tego jak wpłynęło to na lokalną społeczność, a tymczasem powieść zaczyna się już po rozpoczęciu budowy.
Zraziła mnie pierwsza strona, pomyślałam, że to wstęp do opowieści w nurcie realizmu magicznego. Ale nie, historia huty całkiem mocno stąpa po ziemi. Chociaż miedzy wierszami ma dużo ciekawych metafor.
Podoba mi się, że postaci przejawiają refleksję na temat swoich zachowań, a narratorka znajduje się na kolejnym jej poziomie. Jest więc w tej obserwacji uczuć i czynów należny dystans.
Świetna refleksja Uli o macierzynsktwie i granicach w rozdziale „Latające talerze”.
Oczywiście na plus historia dotycząca mniej znanego miejsca w Polsce i codzienności pracowników w PRLu.
Brnęłam przez początek długo, zdarzało mi się zgubić. Nie do końca czułam, gdzie jest apogeum, do czego ta historia prowadzi. Dobrze było krążyć po prawdziwych miejscach, które dla mnie są ciągle świeże i niepoznane. Ciężko napisać mi konkretną recenzję, bo ta książka wzbudziła we mnie wiele emocji, których nie potrafię zidentyfikować.
Ale najlepsze, a jednocześnie najsmutniejsze, jest to uczucie pustki, które zostało po skończeniu. Żałowałam, że to koniec i dałam sobie parę dni na to, żeby cała historia (i jej bohaterowie) spokojnie się uleżała w głowie.
To podróż przez losy pierwszych pracowników Huty Katowice, ukazująca wpływ kombinatu na życie zarówno nich, jak i ich potomków. Autorka skupia się na losach kilku rodzin dwóch pokoleń, tworząc fascynującą panoramę życia w cieniu huty. Pochłonęła mnie ta opowieść, choć co ciekawe bardziej zaangażowałam się w losy drugiego pokolenia. Niektóre postacie wydają się być słabiej wykreowane, pozbawione głębszych cech. Jednak ostatecznie uważam. że Anna Cieplak świetnie oddała atmosferę życia w cieniu kombinatu oraz ukazała wpływ przeszłości na teraźniejszość.
Ta książka mnie dotyka i porusza. Mam poczucie, że kieruje światło na ludzi i zdarzenia, dla których, mam wrażenie, wciąż nie ma wiele miejsca w polskiej literaturze współczesnej. Może miałabym kilka uwag stylistycznych, ale w kontekście wrażenia, jakie zrobiła na mnie całość, łatwo mi przymknąć na nie oko.
Ciekawa (fabularnie, ale też stylistycznie i językowo), ale niestety się od niej odbiłam. Momentami niespójność i ogólna degrengolada powoduje niepotrzebny chaos, ale na szczęście starsze pokolenie - tych, którzy budują Nową Hutę - broni historii. Nie rozumiem wszystkich decyzji Cieplak, ale niektórymi jestem zaintrygowana.
3.5⭐️ Zamyśla książki bardzo ciekawy, ale niektóre porównania trochę nie trafne. Dodatkowo zakończenie które wygląda jakby zostało urwane (może przez autorkę a może przez inne osoby) nagle i bez składu. Od pewnego momentu była bardzo wciągająca i czytało się ją bardzo dobrze, ale gdzieś przy końcowych rozdziałach to się rozsypało
Książka budzi we mnie mieszane uczucia. Pierwsza połowę przemęczylam, druga bardziej mnie wciągnęła, ale i tak przeczytałam ją i... nie sądzę o niej nic. Na dodatek główna bohaterka przez większość czasu mnie irytowała.
4.5 f a n t a s t y c z n a wspaniała proza polska, uwielbiam Cieplak, więc może jestem mało obiektywna, ale naprawdę myślę, że to dobra rzecz - świetnie napisana, akcja poprowadzona dwutorowo, żeby w końcu być jedną linią czasową, przeszłość i teraźniejszość. wszystko tutaj pasuje
Bardzo ciekawa powieść osadzona w niesztampowych realiach, jest to bardzo odświeżające. Podoba mi się też język, który w oczywisty sposób nawiązuje do tych realiów i z nich wynika. Poza tym - bardzo rzeczywiste postaci i ich doświadczenia to dla mnie również duża zaleta tej książki.
Książka generalnie słaba. Takie płytkie dla mnie to pisanie było. Ciągnęło mnie do niej w sumie tylko to, że opisuje moje miasto. Dużo w niej opisów miejsc. które mogą być według mnie jasne tylko dla mieszkańców Dąbrowy.