Jakie aspekty książki zasługują na wyróżnienie?
Oddanie głosu ludziom, którzy jako członkowie T-Force brali bezpośredni udział w misjach tej jednostki; podkreślenie ich prywatnych historii, spostrzeżeń, emocji, które im towarzyszyły, oraz ukazanie barwnego przebiegu ich służby. Anegdotki z wojskowego życia stanowiły świetną rozrywkę i pozwalały złapać oddech podczas dryfowania w poważniejszej tematyce.
Skrupulatność. Ogrom dat, nazwisk, fachowych określeń militarnych - wszystko po to, by czytelnik zrozumiał, dlaczego oddziały Target Force postępowały tak, a nie inaczej, oraz co sprawiło, że ich praca okazała się w ostatecznym rozrachunku niezwykle istotna.
Przystępność języka. Choć autor nie stroni od trudnych pojęć, ilość nazw pocisków, łodzi podwodnych czy samolotów przytłacza, a wśród różnych lokalizacji działalności T-Force można się zagubić, wszystkie elementy, które nie muszą być przedstawione militarnym żargonem, opisane są w łatwy do przyswojenia sposób, nie komplikując zbędnie bardzo rozbudowanej i niełatwej w odbiorze pozycji.
Jakie mankamenty można zaobserwować w tej książce?
Mam wrażenie, że autor często się powtarza. Co kilka rozdziałów uwypukla rzeczy, które wcześniej już zostały przez niego wspomniane, jak gdyby nie wierzył, że czytelnik po ich jednokrotnym przeczytaniu będzie je w stanie zapamiętać. Rozumiem, że z kronikarskiego punktu widzenia dokładny opis poszczególnych zjawisk jest istotny, natomiast mam wrażenie, że tendencja do ciągłego wracania do tego samego wątku trochę godzi w inteligencję odbiorców, którym naprawdę nie trzeba dziesięć razy wkładać do głów tej samej informacji.
Clickbait na okładce. Nie ukrywam, że po tytule i opisie spodziewałam się nieco innego podejścia do tematyki tropienia i przejmowania na*zistowskiej wiedzy technicznej. Sądziłam, że polowanie na naukowców rzeczywiście skupi się na tych naukowcach, że będzie tu więcej „podchodów”, gry w kotka i myszkę, tropienia i przejmowania niemieckich inżynierów i wynalazców. Tymczasem większość książki skupia się na opisie fabryk, magazynów i innych obiektów oraz odnalezionych w nich militariów, a choć padają w tej książce nazwiska konkretnych postaci, tak naprawdę w całym galimatiasie poszukiwań naukowcy schodzą nieco na dalszy plan.
Czy w tym szaleństwie jest metoda? Książka prowadzi czytelników chronologicznie przez różne epoki istnienia T-Force: od zalążków tej jednostki, poprzez jej rzeczywistą organizację, rozbudowę, przekształcenie, aż do jej ostatecznego rozwiązania. Nie miałabym nic przeciwko takiemu zabiegowi, gdyby nie to, że Target Force była zbieraniną różnych mniejszych oddziałów realizujących swoje misje w tym samym czasie. Rozdziały w tej książce to kilkudziesięciostronicowe ściany tekstu, które nie posiadają żadnych podrozdziałów czy ograniczeń pozwalających rozpoznać wyraźnie, że przechodzimy z historii jednej grupki żołnierzy do perypetii innej. Słabe oznakowanie w połączeniu z ogromem militarnych opisów sprawia, że łatwo zgubić się w gąszczu mikroopowieści składających się na całą historię Target Force.
Po więcej takich recenzji zapraszam na lg: @wwiercona_w_ksiazki