Książka najwybitniejszego polskiego taternika lat 50. i 60., przez blisko pół wieku uchodząca za kultową. Jan Długosz, ginąc w 33. roku życia na grani Zadniego Kościelca, pozostawił po sobie legendę oraz trzynaście opowiadań, których akcja rozrzucona jest pomiędzy Tatrami, Alpami i Kaukazem. Wydane po raz pierwszy przez Iskry w 1964 roku w zbiorze Komin Pokutników do dziś wygrywają czytelnicze plebiscyty na bestseller górski wszech czasów.
Komin Pokutników to książka szczególna; to dobra górska literatura, ale też niemal reporterski zapis wspinaczek o znaczeniu przełomowym dla historii taternictwa. Można ją czytać jako literacką opowieść o przygodzie, z wartką akcją i ujmującym dowcipem, bądź jako źródło faktograficzne – w tym pomaga komentarz historyczny dodany do obecnego wydania, stanowiący klucz do rozszyfrowania bohaterów oraz dokonanych przez nich przejść. Tekstowi towarzyszy blisko setka unikalnych zdjęć, przeważnie dotąd niepublikowanych.
Very good collection of stories written by Jan Długosz, in the fifties of last century one of the best Polish climbers, also an instructor and precursor of innovative climbing techniques who died in the Tatra mountains at the age 33. This volume contains stories that are placed both in Polish mountains but also shows his accomplishments in the Alps and the Caucasus. It reads partly as a reportage and account of first pioneering climbs but also as a great adventure novel. Długosz freely mixes facts and fiction, sometimes stretches it and doesn't shy away from metaphysics spiced with magic. It’s illustrated with many photos both places and climbers. In Poland it deservedly has status of cult novel and classics of the genre. It has its historic merits as well as it evokes plenty authentic events and people.
There are some chilling stories especially the one that recounts tragic attempt of first ascent the central Pillar of Frêney of Mont Blanc that ended tragically with death of four alpinists. The same very one that Długosz with some other climbers reached some weeks later. I love mountains but due to my fear of heights some paths and peaks stay for me unreachable so that I’m limited to easier and not so exposed mountain trails. I’m not saying that kind of writing compensates my inability but definitely the book is not only for mountain lovers. It also shows this more human face of alpinism and times when climbing was more about adventure and friendship and coping with own abilities than money and sponsors and feeding frenzy.
Książka dla wszystkich, którzy lubią włazić na wysokości i zwisać nad przepaścią, ale też dla tatromaniaków umiarkowanych, którzy docenią solidną warstwę narracyjną, jeśli są skłonni zaakceptować techniczne opisy wpięć, podejść, czy zakładania stanowisk. Długosz zginął ponad sześćdziesiąt lat temu, Tatr o których pisze już nie ma: czasu wytyczania nowych dróg i zdobywania szczytów po raz pierwszy, bez merynosów, goreteksów i nawigacji satelitarnej. Czasu, kiedy na arcytrudnych podejściach jedna osoba na trzy ma raki, bo to dobro luksusowe dla polskich taterników, a po zejściu lawiny, zamiast dzwonić po TOPR trzeba liczyć na pomoc z najbliższego schroniska, do którego trzeba się udać “z buta”. Można się zastanawiać gdzie przebiega granica między mierzeniem się z sobą i górami, a brawurowym ryzykanctwem, i czy podchodzenie w pojedynkę w złą pogodę w miejscu, które grozi złamanym karkiem (i późniejsze zdziwienie że się rzeczonego karku nie złamało), lub wspinanie się przez dwa dni bez wody to jeszcze balansowanie na tej granicy czy już skok na główkę w bezmyślne ryzyko. Jakkolwiek by tego nie oceniać, skutkuje to opowiadaniami, w których techniczne opisy, warstwa narracyjna i nutka bajarstwa i mityzmu mieszają się w dość niepowtarzalny klimat.
Literatura górska z najwyższej półki. Chociaż opowieści Długosza mają już prawie 60 lat, wciąż żyją. Czytając o świecie, którego już nie ma, twardych ludziach pełnych pasji i planów, wydaje się jakby w tle pobrzękiwały młotki wbijające haki, ptice wyzłośliwiały się na górołazów, a czarne motyle trzepotaly skrzydłami, gdy tylko ktoś znajdzie się w niebezpieczeństwie.