Niezależne państwo na wyspie Krakoa rozkwitło, a mutanci odzyskali nadzieję na lepsze jutro. Dzięki własnej odwadze i niebywale zaawansowanej biotechnologii stali się poważnymi graczami na arenie międzynarodowej, ale im większe zyskują wpływy, tym potężniejszych mają przeciwników. Czy Cyclops, Jean Grey, Wolverine, Magneto i inni zdołają obronić swój nowy dom przed wrogami, którzy czyhają na nich na całej Ziemi… i poza nią?
Scenariusz tego tomu napisał Jonathan Hickman – mistrz pełnych rozmachu, drobiazgowo zaplanowanych opowieści, znany z „Fantastycznej Czwórki” i sagi o Avengers zakończonej „Tajnymi wojnami”. Rysunki stworzyli Leinil Francis Yu („Avengers”) i Russell Dauterman („Potężna Thor”).
Album zawiera materiały opublikowane pierwotnie w zeszytach „X-Men” #1–7 i „Giant-Size X-Men: Jean Grey & Emma Frost” #1.
Uwaga: „Świt X: X-Men” to główna seria o przygodach mutantów z cyklu „Świt X”. Ukazujące się w nim komiksy kontynuują wątki z albumu „Ród X/Potęgi X”, w którym scenarzysta Jonathan Hickman otworzył zupełnie nowy rozdział w historii Marvelowskich mutantów. Pod szyldem „Świt X” wydawane są również historie poboczne, takie jak „Świt X: New Mutants”, które znakomicie uzupełniają fabułę serii głównej.
Jonathan Hickman is an American comic book writer and artist. He is known for creating the Image Comics series The Nightly News, The Manhattan Projects and East of West, as well as working on Marvel Comics' Fantastic Four, FF, and S.H.I.E.L.D. titles. In 2012, Hickman ended his run on the Fantastic Four titles to write The Avengers and The New Avengers, as part the "Marvel NOW!" relaunch. In 2013, Hickman wrote a six-part miniseries, Infinity, plus Avengers tie-ins for Marvel Comics. In 2015, he wrote the crossover event Secret Wars. - Wikipedia
[EDIT] Po przeczytaniu Rodu X/Potęgi X komiks podoba mi się bardziej. Zmieniam ocenę na 3.
Niektóre sceny są fajne, ale generalnie nie robi wrażenia. Może to kwestia tego, że całość wydaje się wyrwana cokolwiek z kontekstu i w obrębie tomu pojawiają się trzej zupełnie różni wrogowie, którzy następnie znikają i nie ma o nich już mowy. Magneto raz zachowuje się normalnie, a w innych scenach jest pompatycznym d... dzbanem. Niespecjalnie polecam.
Na wyspie Krakoa rozkwita życie, dzięki któremu mutanci odzyskują nadzieję na lepsze jutro. Jednak czy zdołają obronić swój nowy dom przed zagrożeniem z Ziemi i spoza niej? Za scenariusz odpowiedzialny jest Jonathan Hickman, który znany jest między innymi z Fantastycznej Czwórki i sagi o Avengers zakończonej Tajnymi wojnami. Rysunki do tego wydania zostały stworzone przez takich artystów jak Leinil Francis Yu (Avengers) i Russell Dauterman (Potężna Thor). W tym albumie zawarto materiały z zeszytów X-Men #1–7 i Giant-Size X-Men: Jean Grey & Emma Frost #1.
Choć w tym numerze nie otrzymujemy spektakularnych pojedynków na śmierć i życie, to fabuła wciąż rozwija się bardzo szybko. Otrzymujemy płynne przejścia między ekspozycją a akcją, dzięki czemu mamy wrażenie, że wszystko ze sobą współgra. Cieszy mnie fakt, że twórcy dali trochę czasu na rozwinięcie wątków, nie ma tutaj na szybko i na siłę wrzucanych rozwiązań. Budowane jest napięcie, przez co nie możemy doczekać się tego, co się zaraz wydarzy.
Scenarzysta tego dzieła wysoko postawił sobie poprzeczkę. Mamy tu do czynienia z lekturą, która stara się ukazać to, co mogłoby wydarzyć się po klasycznym „żyli długo i szczęśliwie”. Poruszane są tutaj problemy na płaszczyźnie społecznej i politycznej. Mutanci dbają o swoje prawa i nie poddają się atakom ze strony innych państw. Choć w większości przypadków zbyt duża ilość dialogów sprawia, że opowieść zaczyna mnie nużyć, tak tutaj były one na tyle ciekawe, że chłonąłem kolejne kartki, jak gąbka wodę.
Świetnie zostały również opisane relacje pomiędzy postaciami. Mutanci zdają się pokazywać, że są wielką, zgraną rodziną i nie ma już między nimi różnic i konfliktów, stali się jednością. Cieszą mnie dobrze wpasowane w rozmowy elementy humorystyczne. Widać, że Hickman pisząc scenariusz, czuł się jakby, był jednym z mutantów. Według mnie najbardziej błyszczał Magneto, który nie jest już złym charakterem. Najlepiej wypadł w czwartym rozdziale, podczas jego wielostronicowej rozmowy z przedstawicielami ludzi.
Nie obyło się bez wad, ale nie ma przecież idealnych dzieł. Smuci mnie mała ilość zaskakujących i zapierających dech w piersiach scen. Liczyłem na otrzymanie bardziej kreatywnego podejścia do postaci i fabuły, a były momenty, które aż się o to prosiły. Nie otrzymaliśmy też dobrego wątku miłosnego lub innego o charakterze emocjonalnym, które chwytałby za serce.
Powyższe wady rekompensują poniekąd pięknie wykonane rysunki. W ostatnich recenzjach narzekałem nieco na ich jakość. W tej pozycji są wręcz fenomenalne. Pięknie skomponowane kolory i odcienie cieszyły moje oko. Czułem radość, że mam do czynienia z produktem z najwyższej półki. Rysownicy podobnie jak scenarzysta postanowili dać z siebie 100%. Cieszy mnie dbałość o szczegóły, którą widać, chociażby w rysach na twarzach postaci.
Każdy szuka mitycznego raju, w którym będzie mógł się czuć bezpiecznie w otoczeniu podobnych sobie osób. Nie inaczej jest w przypadku mutantów, którzy swoje wycierpieli i nie zawsze ich los należał do najłatwiejszych i najprzyjemniejszych. Teraz jednak w niezależnym państwie na wyspie Krakoa mogą oni cieszyć się beztroską, radością i spokojem. Wszystko ma jednak swój kres, szczególnie kiedy ich kraj zaczyna odgrywać znaczącą rolę na arenie międzynarodowej. Zazdrość i zawiść innych zaczynają się piętrzyć i wszystko wskazuje na to, że obdarzeni ponadnaturalnymi talentami bohaterowie kolejny raz będą musieli stanąć do walki.
Według pewnej starej legendy fani superbohaterskiego komiksu kiedyś doczekają się epokowego i mocno rewolucyjnego dzieła, które postawi fundamenty pod nowe oblicze gatunku. Jonathan Hickman i jego prace pozwalają sądzić, że przepowiednia ta jest na dobrej drodze do swojej realizacji. Amerykański scenarzysta z każdym kolejnym wydanym dziełem pokazuje bowiem, że potrafi wycisnąć z potencjalnie maksymalnie wyeksploatowanego popkulturowe złoża, zupełnie nowe bogate pokłady komiksowej rozrywki. To, że w mutantach ciągle drzemie masa niesamowitości, mogliśmy się przekonać już czytając album Ród X/Potęgi X. Świat X utwierdza nas tylko w przekonaniu, że superbohaterska widowiskowość i powielanie pewnych schematów może iść w parze z głębią i złożonością historii.
W recenzowanym albumie czeka na nas osiem zeszytów, każdy z nich skupiający się na zupełnie innym wątku i bohaterze. Poszczególne historie nie są ze sobą jakoś mocno fabularnie powiązane (przynajmniej nie na pierwszy i drugi rzut oka). W każdej z nich drzemie jednak „coś” co sprawia, że kolejne strony komiksu pochłania się z niekłamaną przyjemnością. Hickman serwuje tu odbiorcy doskonale przemyślaną dawkę widowiskowości i fabularnej głębi, gdzie odpowiednia ilość miejsca przeznaczona jest również na należytą ekspozycję postaci i ich emocji/problemów (wszystko to na dość ograniczonej ilości stron).
Nie wszystko w albumie jest jednak perfekcyjne. Po pierwsze na pewno nie jest to album, po który może sięgnąć każdy. Do zrozumienia wydarzeń dziejących się w zaprezentowanej tutaj linii czasowej konieczna jest znajomość wymienionego już wcześniej tytułu Ród X/Potęgi X. Po drugie nie jest to pozycja, po którą sięga się, aby oddać się prostej, niezobowiązującej przyjemnej Marvelowej rozrywce. Hickman ma bowiem tendencję do prezentowania pozornie prostej fabuły w dość skomplikowanej i złożonej formie. Duża część treści jest ukazana w formie szczątkowych/niepełnych informacji, które czytelnik sam musi analizować i lepić z nich większy obraz całości. Jednych to oczywiście zachwyci, innych zaś momentalnie odrzuci....
Hickman is one of the best comic book writers but this volume was a little bit disappointment. He develops X-men world and adds new stories after House of X/Powers of X but there is no main theme in it, everything seems to be a little chaotic. I hope it will pay off in the future. Drawings are amazing by the way.
Od niedawna z radością odkrywam ogromne zmiany w środowisku mutantów. Jak wrogowie połączyli siły, jak spojrzenie niektórych na świat się zmieniło i jakie to ma konsekwencje. Plus cała oprawa graficzna sprawiają, że czekam na kolejne numery.
Dość ciekawy pomysł na album, w którym każdy z rozdziałów, zaczyna wątki, które nie są później kontynuowane. Mam nadzieję, że kolejne tomy dowiozą satysfakcjonujące rozwiązanie wątków.