Samochód jest symbolem wolności i dobrobytu. Motoryzacja jednym z najważniejszych elementów współczesnej kultury. Kształtuje przestrzeń miejską oraz życia Polaków i Polek. Samochodowy populizm rządzi naszymi miastami i sercami wielu z nas. Auta współkształtują wszystkie konteksty naszego życia prywatnego i społecznego oraz ogromną część konfliktów miejskich. Niszcząc nasze życie i zdrowie. Tymczasem burmistrzowie i burmistrzynie kolejnych miast na świecie oraz międzynarodowi eksperci i ekspertki ogłaszają śmierć samochodu. Przebudowują miasta, by ulice uczynić bezpieczniejszymi i zdrowszymi dla ludzi. Skąd ten rozdźwięk?
Dlaczego i jak samochody niszczą polskie miasta? Jak do tego doszło? Czy uda nam się wyzwolić z tego śmiercionośnego uzależnienia? Marta Żakowska wierzy, że tak. W Autoholizmie nie tylko diagnozuje problem, ale również wskazuje, co musimy zrobić, by uwolnić miasta od samochodowej tyranii i sprawić by stały się przyjaźniejsze ludziom.
Bardziej praca dyplomowa, niż reportaż. Pobieżnie przedstawiony temat, dla początkujących. Autorka skupia się na historii związanej z samochodami na świecie niż w Polsce. Podobnie jest z przykładami rozwiązań, więcej o zagraniczny pomysłach, choć w Polsce też można takie znaleźć. Dużo o problemach w czasie pandemii, które w większości są już nieaktualne w momencie wydania książki. Niektóre rozdziały moim zdaniem zostały źle ułożone, przez co informacje się powtarzają. Czy książka przekona osoby uzależnione od samochodu? Myślę że nie, ale warto próbować dalej.
Dla bardziej zainteresowanych polecam "Śmierć i życie wielkich miast Ameryki" Jane Jacobs!
Fatalna redakcja, w kółko powtarzane informacje, niespójne i nieczytelne argumenty. Przykłady są mnożone w nieskończoność, a nic z nich nie wynika. Autorka plącze się w wywodzie jakby sama nie wiedziała co chce powiedzieć. Styl jest szokująco suchy i monotonny. Po paru akapitach patrzenie w ścianę wydaje się ciekawe.
Dodatkowa, druga gwiazdka za sentyment antysamochodowy, który w 100% podzielam.
Ależ to jest złe. Merytorycznie na poziomie pracy zaliczeniowej studenta pierwszego semestru. Stylistycznie jeszcze gorzej. Przypał straszny też w audiobooku - nie pamiętam żebym słuchał pozycji tak źle przeczytanej, z takimi błędami. Cześć z nich wynika chyba z braku korekty, ale poprawne czytanie liczebników raczej nie wynika z pisowni w tekście. Dramaaaaaat nie czytajcie tego!
Rozczarowujące. Myślałem że utrzyma poziom serii (np. „Betonozy”), albo choć będzie starało się dorównać wybitnym książkom z urbanistycznej serii Wydawnictwa Wysoki Zamek. Początek jest naprawdę zachęcający, spojrzenie matki na miasto i ciekawe spostrzeżenia (trochę jak w jednym rozdziale „Wolności, równości, przemocy” Agaty Sikory).
Problem w tym, że to szybko się kończy i zaczyna się pobieżny przegląd wydarzeń i statystyk rodem z portalu Transport Publiczny albo BRD24.pl. Nie byłoby jeszcze to takie złe, gdyby nie styl autorki, który udaje że odsłania przed nami więcej, jakąś zakulisową prawdę, niż po prostu cytuje z internetu.
Książka bardzo spłyca temat problemów związanych z popularnością transportu indywidualnego w polskich miastach. Napisana jest z perspektywy osoby uprzywilejowanej samym faktem zamieszkiwania w stolicy i możliwości korzystania z dostępnej infrastruktury.
Książka jest dobrym skrótem innych znanych utworów w tematyce urbanistycznej - są nawiązania do Streetfight, do Jane Jacobs, fundacji Modacity itp. Książka rysuje dobry kontekst problemu i opisuje jego początki, chciałoby się jednak przeczytać więcej o samej walce z autoholizmem. Koniec końców uważam pozycję za wartościową, wartą polecenia komuś kto zaczyna zauważać problem.
książka napisana tak se to muszę przyznać ale żeby aż niskie oceny miała to ja nwm…. samochodziarze się ewidentnie zesrali bo ktoś im przekazał gorzką prawdę że ich autka wcale nie są niezastąpione a zbiorowa komunikacja kuleje nie dla zasady tylko przez to że jest z dużo aut. temat super ciekawy ale chyba muszę przystopować z reportażami które są mi jakoś bliskie bo tylko sie denerwuje na ludzka bezmyślność, wygodnictwo i no kapitalizm bo jak trzeba na cos zrzucić winę to zawsze będzie to kapitalizm
Jest to reportaż, który bardzo mnie zaangażował i trudno mi było odłożyć lekturę, bo moje zainteresowanie w kwestii tego co będzie dalej było na wysokim poziomie. Podane są tu dane, informacje i fakty uzupełniane prawdziwymi historiami o motoryzacji zarówno z Polski jak i zza granicy.
Całość jest dobrze ustrukturyzowana, każdy rozdział dotyczy innego aspektu tytułowej “samochodozy” (nadmiernego polegania na autach jako na głównym środku transportu).
Znalazłam tu kilka ciekawostek, które znałam wcześniej, ale przeważająca ilość treści dostarczyła mi nowych informacji i wiedzy. Szczególnie ciekawe jest poznawanie inicjatyw z polskich i zagranicznych miast i czytanie o ulicach, które mogą być znane dużej części czytelników.
Z mojej perspektywy autorka stając w opozycji do części społeczeństwa poruszającej się autem nie ocenia, nie poucza i nie krytykuje. Przedstawia ona fakty, bez nadmiernej ilości emocji zachowując profesjonalizm w przekazie.
O czym przeczytasz w tym tytule?
- O tym dlaczego samochód uznawany jest za symbol statusu społecznego? - O roli motoryzacji we współczesnej popkulturze - O wpływie motoryzacji na zdrowie i środowisko - O wizjach i planach na przyszłość miast bez samochodów - O znaczeniu samochodów w kształtowaniu przestrzeni miejskiej i życia mieszkańców. - Na czym polega koncepcja miasta 15 minutowego?
Ta książka porusza niezwykle ważny oraz bliski mi temat, o którym uważam że powinniśmy mówić jak najwięcej. Niestety, tak samo jak z reportażem "Nie zdążę" Olgi Gitkiewicz wykonanie nie było najlepsze. Książka zdecydowanie zyskałaby gdyby była skrócona o co najmniej połowę. Może to tylko moje wrażenie, jako osoby interesującej się tym tematem, ale wydaje się jakby w książce cały czas powtarzane było to samo hasło. Każdy kolejny rozdział zdawał się być powtórzeniem poprzedniego. Gdyby nie to, że na Legimi jest opcja słuchania przez text-to-speech, to chyba nie wytrwałbym do końca.
Na wstępie muszę zaznaczyć, że podeszłam do tej książki bez żadnych uprzedzeń i animozji. Była to książka, która swoim tematem zainteresowała mnie na targach i takim sposobem wylądowała na mojej półce. Zaskoczenie zaczęło się już po pierwszych kilku stronach kiedy zdałam sobie sprawę, że, mimo podobnych przemyśleń co do środków lokomocji Polaków, z panią Martą (mimo nawet bliźniaczego imienia) kompletnie nie potrafię się zgodzić.
Reportaż Marty Żakowskiej w założeniu ma przedstawiać problem samochodowy Polaków oraz nieumiejętność dostosowania infrastruktury w miastach pod zbiorową komunikację. No i właśnie, moim zdaniem założenie jest spoko, mogę się zgodzić, buspasow jest mało, pociągi jeżdżą rzadko, samochodów dużo. No, ale co z tego wszystkiego wynika?
Pierwszym co odrzuca mnie od reportaży jest poczucie bycia atakowaną. Nie jestem kierowcą, poruszam się w 90% zbiorkomem i mam podobne zdanie co to tego wszystkiego, ale mimo to od pierwszego zdania, rozdziału, strony czułam się winna wszystkiemu, atakowana, umniejszana. Autorka stawia wszystkich w opozycji do siebie, dzieli czytelników na MY i WY (czyt. My lepsi, Wy gorsi). Jednocześnie nie próbuje przekonać czytelnika, że jeżeli on gra w tej samej drużynie co ona, automatycznie należy do tej samej grupy. Ona wciąż jest w lepszej drużynie. Nie chce wspominać już nawet o tym jak słabo jest ten reportaż przedstawiony. Mnóstwo powtórzeń, masa przytoczeń bez kontekstu, przypisów (tu temat dla @podrozdzial), wytłumaczenia. Statystyki, które mogą istnieć lub nie.
Nie przemawiają do mnie statystyki wyjęte z kontekstu i nie oznaczone przypisami. Nie kupuję porównywania Polski do przypadkowo wybranych miast świata i wypunktowanie tego co u nas najgorsze w zestawieniu z tym co u nich najlepsze. Czuję gorycz kiedy wskazujemy wszystko co u nas nie działa nie wspominając tego co działa dobrze. Poddenerwowanie wzbudza we mnie przytaczanie nierealistycznych, wyjętych z kontekstu rozwiązań, które ktoś kiedyś gdzieś raz zastosował i jest dobrze, a u nas dobrze nie jest.
Marta Żakowska obwinia system, czasy, Stany Zjednoczone, głupotę Polaków, głupotę młodzieży, włodarzy, wojnę, przemiany geopolityczne, wspomina że w lepiej jest w Hiszpanii, Portugalii, Nowym Jorku, Ameryce Południowej, że lepiej było w 1934, na koniach, na rowerach, przed epoką industrialną i że samochody elektryczne to najgorsze zło świata. Wszystko dlatego, że ludzie wsiedli w auto. Boże przenajświętszy, grzech największy.
Nie znam się na planowaniu miast (@cosmicreads wiedziałaby na ten temat więcej), ale wiem, że to wszystko nie jest takie proste jak się Pani Marcie wydaje. Na prawdę wierzę że idziemy ku lepszemu, widzę poprawę i różnice, widzę zmieniające się trendy i to jak wielu Polaków przesiada się na zbiorkom, rowery, hulajnogi i własne stopy. Kiepski reportaż. Nie polecam.
Mało co zrozumiałam. Musiałam się niesamowicie wysilać, żeby czasami wyciągnąć coś logicznego z potoku słów, który chyba miał być w zamyśle argumentem. Autorka wiele razy się powtarza, brak logicznych połączeń między wątkami. Przysięgam, że chwilami musiałam zrobić przerwę i przeczytać akapit innego tekstu, żeby upewnić się, że moja głowa pracuje i nie spowolniło mi się nagle myślenie.
Autorka z jednej strony pisze o autoholizmie jako uzależnieniu, cytuje psycholożkę, ale z drugiej pisze tak, jakby chciała winą obarczyć właśnie osoby uzależnione od auta. Wymienia i definiuje mechanizmy obronne w tonie, jakby ludzie stosowali je umyślnie i świadomie, co jest bzdurą.
Naprawdę bardzo się zawiodłam, czytanie tego mnie zmęczyło i mało wyciągnęłam. Chwilami miałam wrazenie, że to nie książka, tylko praca do szkoły pisana na brudno :((
Dla przeciwników odsamochodowiania będzie to pozycja zbyt agresywna, dla zwolenników mało konkretny, nieszczegółowy manifest. Książka potrafi poruszyć i wzburzyć, ale pozostawia uczucie niespełnienia.
Bardzo chciałabym bronić tej książki ze względu na ogromną wagę tematu, ale na miłość boską. W tej książce na każdej stronie powtarza się dokładnie te same argumenty, istotne, ale no ludzie. Czy ją ktoś w ogóle redagował?