"Brak pieniędzy, perspektyw; stres – sam wiesz, jak jest." Rap to muzyka miejsc, ludzi i czasów, która jak żaden inny gatunek odbija szarą i niekiedy trudną rzeczywistość. Dlatego bezpańskie dzieci polskiej transformacji znalazły w rapie otuchę i świadomość, że są też inni, którzy widzą świat takim, jaki jest naprawdę. Autentyczność była bowiem w rapowym środowisku największą wartością, ostatecznym sprawdzianem tego, komu można wierzyć.
Filip Kalinowski niczym osiedlowy kronikarz prowadzi nas przez historię warszawskiego rapu lat dziewięćdziesiątych, pokazując, że to właśnie w tej muzyce jak w soczewce skupiło się wszystko, co na podwórka przyniosły pierwsze lata III RP. Zręcznie lawiruje między ciemną i jasną stroną stołecznego rapu, pisząc zarówno o tych, którzy spisywali kolejne strony "chuligańskiego raportu z osiedla", jak i o tych, którzy spontanicznie i lekko bawili się słowem. Wszystko to na tle największych bolączek ostatniej dekady XX wieku – drapieżnego kapitalizmu, zorganizowanej przestępczości, epidemii brown sugar, policyjnych nadużyć i innych "osiedlowych akcji".
Książka Kalinowskiego to pasjonująca podróż przez Warszawę lat dziewięćdziesiątych i opowieść o tych, którzy "niechciani, nielubiani" czuli się nie bez powodu, a swoją prawdę i bunt mogli wyrazić w rymach i bitach.
Filip Kalinowski (ur. 1984) – dziennikarz (pop)kulturowy, muzyk eksperymentalny, kolekcjoner płyt.
Wieloletni redaktor muzyczny Activista. Publikował m.in. w Exclusvie, newonce.paper, Estradzie i Studiu czy DJ Mag India, na łamach The Quietus i poptown.eu.
Stworzył publikacje towarzyszące albumom Side One ten czy Serce Jerzyka Krzyżyka, a jego teksty można znaleźć również na okładkach Kwiatostanu Błota czy Rulety 1988. Współtworzył film dokumentalny o początkach polskiej sceny elektronicznej Stay True Poland, opowiadał o polskiej scenie niezależnej w audycjach Inside Out i Scenery: Warsaw oraz trzymał pieczę nad muzyką do serialu Ultraviolet.
Przez ponad dekadę grał w zespole kIRk i innych mniej lub bardziej efemerycznych składach improwizowanych. Współorganizował festiwale muzyczne Plateaux i ŁDZ, a także wiele wydarzeń na warszawskiej scenie niezależnej. Stworzył startową playlistę newonce.radio, gdzie od ponad trzech lat prowadzi audycję Za daleki odlot.
Zaczęło się dobrze, aż tu nagle okazało się, że Trials X mówią Żeromskim. I już tak, dziwnie sztywno, zostało do końca. Do tego męczące poczucie, że autor chciałby o czymś powiedzieć, ale nie bardzo może, albowiem po co ryzykować pozwem... Za mało i za późno jest o obrazie warszawskiego rapu w mediach, żeby uzasadnić tytuł. Zaskakujące decyzje edytorskie (pakowanie w kartusze nazwisk osób żyjących jest nieco creepy) nie pomagają. No i bardzo widać, że autor nie miał żadnego pomysłu, jak tę książkę skończyć.
Bardzo wartka, ciekawa opowieść (gawęda?) o pierwszej dekadzie rapu w stolicy. Niektóre wątki potraktowane pobieżnie, ale efekt podsumowania, zaznaczenia ciekawszych wątków osiągnięty. Dobre wtręty z „osiedlowych akcji”. Polecam PS. Gocław to nie Praga
⭐️3.5. dobrze się czyta, ale po kilku rozdziałach miałam wrażenie, że w kółko powtarzają się te same wątki i nazwiska. ostatni rozdział jakoś tak nie pasuje do reszty, mogłoby go nie być po prostu. wciąż warto, zwłaszcza, jeśli kogoś jara rap, warszawa albo ich połączenie. czuć, że autor mnóstwo serducha włożył w tę książkę i że powstała ona "nie dla sławy i nie dla pieniędzy".
Historia warszawskiego rapu lat 90. Jeśli ktoś liczy na omawianie kogoś innego niż DJ Volt, Tede, czy Molesta, to się zawiedzie, a to głównie dlatego, że misją tego, bądź co bądź, reportażu jest przedstawienie samego procesu powstawania warszawskiej sceny rapowej. Nie polskiej, a warszawskiej, co myślę wielu osobom umyka. Do tego ciekawe omówienie współistniejących problemów mocno zazębiających się z rapem- narkotyki, rozboje, przemoc. To jest nieodłączny element rap sceny, nie wiem, jak mogłoby tego zabraknąć. Wspominanie o policji, mediach i historii rapu na świecie to jest obowiązek przy takiej rozprawie. Jedyne, co mogłoby mnie zastanowić, to dlaczego autor wyniósł przemoc warszawskich blokersów do tego stopnia, że czytając książkę miałam wrażenie, że mafia pruszkowska była niczym w porównaniu do agresji warszawskich dresów, a przejście Warszawą w latach 90. nie było możliwe bez bycia napadniętym lub pobitym.
Niechciani, nielubiani (Eng. Undesirabled and unliked) takes its title from a Polish rap song released in 2000 by Molesta Ewenement. The song came out at the peak of popularity of street rap describing grim postcommunist reality. The book traces the origin of local hip-hop, and then rap scene, developing in Warsaw and its socioeconomic context. Kalinowski describes the early days of subcultural fractions and pre-Internet days of cultural exchange. It is a nice throwback for those growing up in this period (like myself). The whole story is peppered with vignettes describing petty (and not so petty) crime so prominent in this period. Highly recommended to understand contemporary cultural and social developments in Poland!
Książka zabiera czytelnika w podróż po mieście, które wtedy pachniało benzyną z „czterdziestek piątek”, a brzmiało jak kaseta zajechana w magnetofonie Unitra. To nie jest sucha historia o muzyce — to kronika codzienności, w której rap staje się jednocześnie megafonem, pamiętnikiem i bronią. „Brak pieniędzy, perspektyw; stres – sam wiesz, jak jest. Rap to muzyka miejsc, ludzi i czasów, która jak żaden inny gatunek odbija szarą i niekiedy trudną rzeczywistość. Dlatego bezpańskie dzieci polskiej transformacji znalazły w rapie otuchę i świadomość, że są też inni, którzy widzą świat takim, jaki jest naprawdę.”
Dobra książka dla laika w temacie początków polskiego rapu i hip-hopu. Mogłaby być krótsza o 25%, bo zawiera bardzo dużo, według mnie, zbędnych fragmentów tekstów kawałków, które za dużo nie wnoszą, a mają chyba stanowić swego rodzaju kontekst dla poszczególnych rozdziałów. Dużo opisanych sytuacji bazuje na bezpośrednich relacjach twórców wymienianych z ksywek i nazwisk, ale jest też sporo opowieści na zasadzie "trust me bro". Ogólnie spoko czytadło, ale dupy nie urywa. Mi się dłużyła.
Jakoś tak do połowy całkiem ok, później nużąca. No i w zasadzie jest to książka o dj 600 volt i jego znajomych. To czego dowiedziałem się z tej książki to, że dj 600 volt jako jedyny w Warszawie w tamtym czasie miał sampler i kilka winyli. Stąd hurtowa liczba wątpliwej jakości beatow produkowanych przez niego.
może i wybrałam sobie Poznań na miejsce do życia, ale Skandal Molesty i jej "chujowy komputer Atariego" darzę sentymentem i bardzo mi się dupa paliła na tą książkę. moje oczekiwania spełniły się tylko częściowo, mam wrażenie, że albo bardzo za późno, albo za wcześnie powstała ta książka
Ogrom reporterskiej pracy. Bardzo rzetelnie nakreślony kontekst lat 90. Dobrze, że ta książka powstała. Obowiązkowa pozycja dla interesujących się początkiem kultury hip hop w Polsce.