Hej ho, hej ho, na handel by się szło! Tak, tak, to już nie te czasy, kiedy krasnoludy nie wychylały nosa z najgłębszych szybów kopalni. Nadeszła nowa era – era kupiectwa, era kontaktów między rasowych i – co najważniejsze – era zysku.
A Pradziadek Dolgthrasir już dopilnuje, żeby klan Hamdira był w awangardzie zmian. Choćby miał swoich ziomków tam zaciągnąć za brody!
Inaczej mówią za górami, za lasami, za rzekami żył sobie klan Hamdira. Wykuwali szyby w kopalniach, wypasali kozy, tłukli się czym popadło z sąsiednim klanem swoich odwiecznych wrogów. Aż przyszła wiosna... A wiosna jaka jest, każdy wie – śniegi topnieją, kwiatki kwitną, hormony szaleją... Z wiosną zawsze nadchodzą kłopoty.
W Kłopotach... znajdziesz WSZYSTKO, co klasyczne, archetypiczne fantasy mieć powinno! Do tego końska dawka śmiechu i kpiny. Czy może być coś lepszego?
Polski pisarz fantasy, felietonista, białostoczanin. Debiutował w "Nowej Fantastyce" w lutym 1999 r. opowiadaniem Konsekrowany („Nowa Fantastyka” 2/1999). Kolejne opowiadania publikował w "Science Fiction", internetowym magazynie "Fahrenheit" oraz fanzinie "WIDOK z Wysokiego Zamku". Za opowiadanie Murarze nominowany do Nagrody im. Janusza A. Zajdla w 2001 roku („Science Fiction” 3/2001), a w 2004 roku do Nagrody Nautilus za opowiadanie Kłopoty w Hamdriholm („Science Fiction” 7/2003). Wystąpił w epizodzie filmu "Flesh Area" (2009). Zmarł przed premierą swojego pierwszego zbioru opowiadań, skrzących się humorem i kpiną "Kłopotów w Hamdirholm", które zostały wydane w październiku 2009 roku. Kilka opowiadań ma także ukazać się w antologiach. W grudniu 2009 roku ukazały się dwa fanziny "WIDOK z Wysokiego Zamku" (nr 44/45 2009) oraz "na Czelni" (nr 28 2009) w całości poświęcone pamięci Wojciecha Świdziniewskiego, który był współtwórcą oraz jednym z pierwszych redaktorów obydwu tych fanzinów. Mówił o sobie: birbant, hulaka i utracjusz. Był miłośnikiem wczesnego średniowiecza z naciskiem na epokę wikingów, dość mocno zaangażowanym w ruch odtwórstwa historycznego (drużyny „Srebro Peruna” i „Winland”) oraz wielkim fanem swojego rodzinnego miasta, Białegostoku. Był wieloletnim członkiem Białostockiego Klubu Fantastyki UBIK, należał też do zespołu redakcyjnego „Fahrenheita”. W życiu imał się różnego fachu – począwszy od pracownika zakładu pogrzebowego i robotnika budowlanego, na baronie szmateksowym kończąc.
Po latach to wciąż się dobrze czyta, choć to zdecydowanie lekka fantasy. Pytanie, co dalej napisałby Autor, gdyby miał tę możliwość. Zapraszam do odsłuchania podcastu o tej książce: https://open.spotify.com/episode/4ieZ...
Ambitne? Nie. Atak śmiechu na każdej stronie? Nie. Co nie zmienia faktu, że zbiór okazał się miłą odskocznią, a już w szczególności odtrutką, od co gorszego polskiego fantasy, do którego nie mam szczęścia.
Nie należy oczekiwać wybitnie wykreowanego świata czy cudownej prozy na miarę mistrzów słowa. Opowiadania służą przede wszystkim rozrywce. I w tym aspekcie się sprawdzają. Co wrażliwszych może drażnić pogardliwy stosunek autora do pewnych problemów społecznych, ale nie uznałabym tego za coś psującego odbiór. Ponadto na plus zabawa z konwencją i stereotypami fantasy.
Jest to raczej luźno powiązany zbiór opowieści ustawionych chronologicznie. Niestety nie prowadzi do większego punktu kulminacyjnego. Książka średnia. Za to styl autora bardzo mi przypadł do gustu. Niestety nic już więcej spod jego pióra nie przeczytamy...
10 - Arcydzieło; 9 - Wybitna; 8 - Bardzo dobra; 7 - Dobra; 6 - Może być; 5 - Średnia; 4 - Taka se; 3 - Skończyłem z musu; 2 - Tragedia; 1 - Gorzej niż tragedia, nie wiem jak skończyłem;
Bardzo przyjemna, luźna rozrywka. Książka idealna na weekend lub urlop. Wszystko tworzy całość, choć każdy rozdział można również traktować jako osobne opowiadanie.
Krasnoludy – jak zwykle – myślą tylko o zysku (i czasami jeszcze o hodowli owiec), więc kiedy klan prosperuje, a kupcy napływają wartkim strumieniem to wszystko jest w porządku. Krasnoludy zadowolone z handlu i z życia (dokładnie w tej kolejności) toczą spokojny i dość rutynowy żywot, dopóki w kopalni nie pojawia się… elfka. I zaczyna się seria nieszczęść, chaosu, dziwnych gości i opowiadań…. Opowiadania są parodią znanych każdemu fanowi fantasy motywów: nienawiści między krasnoludami i elfami, krasnoludzkiej chęci zysku i zmiłowania do wojen klanowych, romantycznych wampirach, latających smokach, fanatycznych fanach Tolkiena, ciężko myślących barbarzyńcach, aroganckich elfach i ludziach, którzy nie dogadują się z innymi rasami. Jednym słowem autor wykorzystuje wszystko co jest znane i lubiane przez każdego fana i wyśmiewa klasyczne schematy. Całe szczęście robi to ze smakiem, tak, że efekt jest zabawny i humor nie jest wciskany czytelnikowi ciągle, tylko ładnie wpleciony w fabułę i dzięki temu nie nuży. Mrugnięcia okiem do czytelnika nie obrażają jego inteligencji. Fani bardzo przywiązani do pewnych tematów, będą zagrożeni apopleksją, ale tym podchodzącym z większym dystansem grozi zakrztuszenie się ze śmiechu. To że humor (i cały urok książki) opiera się na znanych schematach może być niestety wadą dla tych, który nie są z gatunkiem obeznani i sięgną po książkę przypadkiem. Całość jest podana językiem.. poprawnym, dzieło językoznawcze to nie jest i dobrze, bo inny styl by tu nie pasował, co ważniejsze nie ma kwiatków, a całość czyta się szybko i przyjemnie. Co prawda momentami są pewne zgrzyty, bardziej fabularne niż językowe, przez co niektóre rozwiązania sprawiają wrażenie wymuszonych, ale nie przeszkadzają zbytnio w odbiorze i można na nie przymknąć oko. Książka zasługuje na uwagę również dlatego, że jest jedną z niewielu pozycji fantasy humorystycznej, którą napisał mężczyzna (płeć autora może nie ma wielkiego znaczenia, ale jego styl tak – widać różnicę między tym co pisze Świdzieniewski, a wartkim strumieniem „kobiecej” literatury tego typu, który ostatnio płynie przez księgarnie). I dlatego, że nie jest importowana zza wschodniej granicy.
Ponieważ jestem leniem, zamiast napisać recenzję, zrobiłam ją w wersji wideo i wrzuciłam na YouTube. Tutaj jest część pierwsza: http://youtu.be/sK4XbXziAsM , a tu druga: http://youtu.be/SIf6JUwbNyU . Całość ma około dwudziestu minut.