كتاب عن بيروت المدينة التي كانت، بالكتابة والصورة، ينقل لنا المؤلف رؤاه، تفاصيل التفاصيل من السياسة إلي الفن وأحوال الناس. يمتزج الواقع بالتوهم بالمكان في تناغم رائع، ينتقل المؤلف من بيروت إلي صيدا، إلي ساحة النجمة والحمرا والمرافئ التي تعج بالمراكب والناس، وتقتحمك السياسة دون أن تشعر، مقتل الحريري والتصريحات النارية لحسن نصر الله، وحكايات المقاومة وحماس والقادة الذين باعوا البلد في سوق النخاسة، والعروبة الضائعة وسط حالة من الشيفونية المقيتة التي تلف المنظمة العربية من محيطها النائم إلي خليجها الغائب. ما لا تفضحه الكلمات أو حتي تعجز عن إبانته، تجليه بوضوح الصور: الحلاق والمقاهي والدكاكين والسوق وشوارع حياة الليل وصور الزعماء السياسيين والبنايات الشاهقة والمتهتكة. كتاب أمكنة يحمل الروح ذاتها التي تحملها المجلة الفريدة المبهرة «أمكنة».
"Bejrut jest gdzieś tam" to króciutki, bo liczący zaledwie sto trzydzieści sześć stron, reportaż z podróży egipskiego dziennikarza, Youssefa Rakha, do stolicy Libanu. Jaki był cel rzeczonej wędrówki? Nie wiem. Naprawdę. Publikacja składa się ze zlepków historii, sytuacji politycznej panującej w Libanie w latach 1975–2005 i niezbornych opisów napotkanych ludzi. Takie przedstawienie historii sprawia bardzo chaotyczne wrażenie, tym bardziej że autor nie trzyma się żadnej chronologii, tudzież określonego schematu. Przeskakuje z tematu na temat, trudno jest nadążyć za jego myślami i wyłapać sens o co w tym wszystkim chodzi. W jednym akapicie pisze o politycznych konotacjach wojny domowej w Libanie, by w drugim opisać, że w momencie pogrzebu Arafata... siedział na kiblu. Ale kogo to obchodzi? Tak samo jak jego seksualne podboje i fakt, że woli starsze kobiety. Za nic nie potrafiłam znaleźć sensu takiego pisania.
chaotyczne wynurzenia autora. przeczytałam 50 stron i absolutnie nic z nich nie zrozumiałam. krótkie, urywane zdania i równoważniki zdań utrudniają zarówno czytanie, jak i zrozumienie tekstu. nie nazwałabym tego reportażem, a raczej pamiętnikiem rozemocjonowanego nastolatka, który chce przelecieć swoją koleżankę, ale nie może, bo ma dziewczynę; w tle sytuacja Libańczyków i narzekania autora, że chce płakać nad ich losem, ale łzy jakoś nie chcą lecieć.