„Neurohacking to nowoczesna metoda na przeprogramowanie twojego mózgu i układu nerwowego w celu uzyskania upgrade’u mentalnego i emocjonalnego oprogramowania” – Karol Wyszomirski
Ta książka to wprowadzenie w świat neurohackingu. Przeprowadzi Cię przez proces optymalizacji twojego mózgu, a następnie pomoże Ci zaktualizować software, czyli twoje mentalne oprogramowanie.
A im lepsze oprogramowanie, tym większe możliwości całego systemu.
Sporo stron z reklamami produktów, cytowanie samego siebie, częste odnośniki do własnych książek. Napisana bardzo prostym językiem, jednak chciałem wgryźć się głębiej w temat. Bardzo ładnie wydana.
Dnf strona 313 Generalnie da się z tej książki coś wartościowego wyciągnąć. Całość jednak wygląda jakby czytało się ulotkę zachęcającą do wstąpienia do sekty. Co kilka stron reklama coraz to droższych i bardziej wymyślnych suplementów i grzybków zmieniających życie. Poza tym czuć swąd zastraszania i wzbudzania poczucia winy. Świetny chwyt marketingowy, jednak niekoniecznie zdrowy motywator.
Zachęcam do lektury, jednak jedynie jeżeli nie posiadasz skłonności podporządkowywania się autorytetom. Magicznymi tabletkami nie zmienisz się w tytana, ale możesz zaimplementować kilka zdrowych nawyków, o których autor wspomina gdzieś między czwartą a trzydziestą ósmą reklamą samego siebie.
„Neurohacking” Karola Wyszomirskiego to poradnik, który gra na wielkiej obietnicy: lepszy mózg, lepsze myślenie, lepsze życie. Trzeba jednak przyznać jedno: książka jest napisana lekko, dynamicznie i czyta się ją łatwo. Problem nie leży więc w języku, tylko w tym, jak ta narracja jest zbudowana.
Najbardziej sensowne są fragmenty „podstawowe”: sen, rytm dobowy, ograniczanie przebodźcowania, budowanie rutyn, ruch i ogólna autoregulacja. Tu autor potrafi przypomnieć rzeczy proste, ale ważne, a wątek aktywności fizycznej wypada przekonująco – jako trener brzmi najbardziej kompetentnie. Tyle że spora część tych treści jest dość oczywista i znana z innych poradników, a książka sprzedaje je w opakowaniu „neurohackingu”, jakby chodziło o coś technicznego i wyjątkowego.
Największy zgrzyt dotyczy konstrukcji: jest sporo zapowiedzi i podbijania oczekiwań („później pokażę”, „zaraz do tego dojdziemy”), ale finalnie mało konkretnych, praktycznych instrukcji. Do tego dochodzą powtórzenia – zarówno wewnątrz samej książki, jak i wrażenie, że część materiału jest odgrzewana z wcześniejszych publikacji autora oraz popularnych źródeł. Efekt jest taki, że lektura potrafi być rozwleczona, a obiecane „sedno” bywa tylko zarysowane.
Dobrym przykładem są wątki hipnozy i „programowania podświadomości”. Autor opisuje je w tonie sugerującym dużą skuteczność, ale gdy czytelnik szuka odpowiedzi „jak zacząć, co konkretnie robić, jak bezpiecznie z tego korzystać”, dostaje raczej ogólną narrację niż jasny, krok po kroku plan. Co więcej, w tych miejscach wyraźnie pojawia się mechanizm „ciągu dalszego”: zamiast pełnych instrukcji autor zaprasza na własne kursy/programy (np. Akademię, elitarne grupy wsparcia), gdzie dopiero ma się wydarzyć właściwa praca i realna zmiana. To wzmacnia wrażenie, że książka bywa bardziej wstępem do płatnej oferty niż samodzielnym narzędziem. Podobnie bywa z postem okresowym: jest przedstawiany jako „hack” na samopoczucie i wagę, a miejscami nawet jako katalizator neuroplastyczności, mimo że skuteczność i bezpieczeństwo zależą od indywidualnej sytuacji i nie jest to strategia dla każdego.
Najbardziej kontrowersyjna jest warstwa suplementacyjna: adaptogeny, grzyby, peptydy i „neuro suplementy” opisywane bardzo mocnym językiem (autor potrafi nazwać coś „paliwem rakietowym dla mózgu”). W dodatku w książce są wstawki reklamowe: konkretne produkty, które można kupić w sklepie autora. To wygląda tak, jakby czytelnik płacił za poradnik, a w środku dostawał jeszcze reklamę – i to mocno podważa zaufanie do bezstronności rekomendacji. Do tego dochodzą fragmenty ocierające się o narrację „ukrywanej prawdy” (sugestie, że coś bywa zakazane, bo jest zbyt skuteczne), co brzmi bardziej jak marketing niż odpowiedzialne podejście do tematów zdrowia i psychiki. W dodatku nie wszystkie z wymienionych środków są całkowicie bezpieczne.
Słabo wypada też kwestia źródeł: zamiast przejrzystej bibliografii jest chaos linków o różnej jakości, co utrudnia sprawdzenie, na czym dokładnie opierają się tezy.
Podsumowując: z „Neurohackingu” da się wyciągnąć kilka rozsądnych przypomnień o śnie, ruchu i higienie bodźców, a styl jest na tyle lekki, że książkę czyta się bez bólu. Jednocześnie całość jest przeładowana obietnicami, powtórzeniami i elementami marketingowymi, przez co trudno traktować ją jako solidny poradnik „metody”. Jeśli czytać selektywnie i z dystansem – można coś dla siebie znaleźć. Jeśli jednak ktoś liczy na konkret, przejrzyste instrukcje i rzetelność, to ta książka raczej rozczarowuje.
Świetny podręcznik dla każdego, kto chce się rozwijać. Praktyczne porady jak "wycisnąć" więcej ze swojego organizmu i umysłu. Przedstawione w ciekawej szacie graficznej i opisane przystępnym językiem.
Z książki wylewa ego autora, który umieszcza nim cytaty.... z siebie. Duże działy z autoreklamą. Dość sporo literówek. Na plus? Dużo źródeł, odnośniki do badań - dzięki temu można zobaczyć że opisywana magia suplementu i jego rewelacyjne działanie jest potwierdzone badaniem na grupie KILKUNASTU osób.
"Neurohacking" offers a ton of bite-sized tips on boosting your brainpower. While the sheer volume means not every single suggestion will stick with you long-term, it's like a buffet of biohacking ideas.
You're bound to find a few tasty nuggets that resonate and fit into your routine. Think of it as a fun, exploratory introduction to the world of self-improvement, rather than a deep-dive textbook. Perfect for someone looking for quick, actionable ideas to experiment with!