Kolejny wybór felietonów Jerzego Pilcha. Tom powstał z tekstów drukowanych od 1999 roku na łamach "Polityki". To zbiór krytycznych i celnych komentarzy rzeczywistości współczesnej Polski. W odróżnieniu od poprzednich publikacji Upadek człowieka... w znacznym stopniu jest książką osobistą, w której jej autor obrał "nowy punkt obserwacyjny z widokiem na nowy świat przedstawiony".
Boże, co za strata czasu. Choć czasem Jerzy Pilch potrafi rzeczy ubrać w słowa pięknie i prosto, i z dwa felietony były dosyć dobre (kłamię, pamiętam tylko jeden), przez większość czasu zastanawiałam się "co ten człowiek pieprzy?". I nadal nie wiem.
Niesamowicie małostkowy punkt widzenia, nakreślony własnym ego i niechęcią do kogokolwiek kto ma odmienny punkt widzenia, ten cały zbiór jest odzwierciedleniem tego co najgorsze w polskim dziennikarstwie. Ale to nie ma znaczenia - przecież mówi on też że jego pisarstwo jest tylko dla nielicznych i że w sumie pisarz jest na wyższym poziomie rozumienia od czytelników i krytyków. Proszę, jak łatwo sprawić że jakakolwiek krytyka nie będzie miała znaczenia.
Mało tego, w jednym z początkowych reportaży utrzymuje że problem z polskimi mężczyznami i byciem kiepskim w łóżku (czemu to jest jakiś znaczący temat i jak nieważna jest ta statystyka, to temat na kolejną recenzję), ten problem właśnie polega na tym że kobiety mówią nie (wg Pilcha, nieważne czy ładne czy brzydkie, jak miło), więc cud że polscy mężczyźni nie mordują kobiet. To zalatuje byciem psychopatą.
Nie śpieszy mi się przeczytać więcej Jerzego Pilcha. Na chwilę odłożywszy na bok jego odstręczające komentarze na temat kobiet, powiem że on czasem umie pisać bardzo dobrze, ale przez własną chorobową nieumiejętność przyjęcia krytyki czy też otworzenia się, treść się nie zmienia. Wszystko jest jednostajne i miałkie. Forma mi nie wystarcza.