Bierki, druga po Berku część Kronik nierówności Marcina Szczygielskiego to powieść napisana lekko, choć w sposób niemal brawurowy porusza sprawy, które na pewno nie są błahe. Podobnie jak pierwsza część, przełamuje pewne tabu, udowadniając, że w gruncie rzeczy podział na światy homo i hetero jest tylko umowny, bo tak naprawdę wszyscy marzymy o tym samym i tego samego pragniemy. Paweł jest uczniem, Anna jego nauczycielką. Stoją po dwóch stronach barykady i nie pałają do siebie sympatią. Coś jednak zaczyna ich łączyć – oboje zakochują się w tym samym mężczyźnie i oboje nawiązują z nim seksualną relację. Łańcuch zdarzeń, który połączy ich losy, spowoduje, że będą musieli opuścić swoje światy. Oboje zostaną postawieni przed koniecznością comming outu – Paweł wyjawi najbliższym, że jest gejem, a Anna będzie musiała zburzyć mur, którym odgrodziła się od ludzi po dramatycznych wydarzeniach sprzed lat..
Rany, jakie mieszane uczucia. „Bierki” czytało mi się dużo lepiej niż „Berka”, ale kiedy autor wprowadził piorun kulisty (Serio? SERIO?), zatęskniłam za „Berkową” lewitacją.
Mam wrażenie, że „Bierki” są skierowane głównie do odbiorców nastoletnich. Autor skupił się przede wszystkim na problemach młodszych bohaterów, a pisząc o życiu tych starszych i tak wraca do czasów ich młodości. Mimo wszystko książka jest „za mądra” dla typowego gimnazjalisty, a jednocześnie nieco zbyt naiwna dla dorosłego odbiorcy.
Znowu sporo jest zbliżeń (taaa, tych cielesnych) między bohaterami, ale czytelnik zostaje o tym ostrzeżony w przedmowie. Cóż, zważywszy na tematykę, można się było tego spodziewać. Zaznaczyć należy, że nie są one jakoś bardzo wulgarne i większość z nich raczej nie razi.
Poczucie humoru nie jest tak rozwalające, jak to czasem miało miejsce w „Berku”, ale za to bohaterowie są mniej wkurzający. Czemu? Bo są mniej schematyczni. Szczygielski złagodził tym razem stereotypy i danie stało się bardziej strawne.
Mnóstwo sprzeczności, ogromne rozdarcie, ale i tak uważam, że na „Bierki” warto zwrócić uwagę. Choćby po to, żeby się przekonać, jak trafnie autor dobiera tytuły do swoich powieści i jak podstępnie wciąga czytelnika w wykreowany przez siebie świat.
Bardzo nierówna, miejscami świetna i intrygująca, czasami wulgarna i wręcz prostacka. Zdecydowanie wolę autora w tekstach dla dzieci i młodzieży, chociaż Bierki czyta się zaskakująco dobrze. 2,5/5
Napisana z pazurem, czyta się na jednym wydechu, tak że możemy przenieść w dzieciństwo bohatera, starają się zrozumieć w jaki sposób dorastał. Monologii wewnętrzne Wiekiery są perełką.
Zawartość książki jest dużo lepsza niż (naprawdę okropna) okładka, sugerująca tanią pornografię. Tak, jest sporo graficznego seksu, ale wydaje mi się, że przekonoująco odzwierciedla on napięcia seksualne typowe dla wieku dojrzewania. "Kupiłam" psychologiczny wizerunek głównego bohatera i z zainteresowaniem śledziłam jego losy. Już parę osób zwróciło uwagę, że to poniekąd książka młodzieżowa, łącznie z pożądanym (choć naciąganym( happy endem. Główną przeszkodą do takiej kwalifikacji jest wątek seksualnych relacji między nauczycielem i piętnastoletnim bohaterem (w życiu się zdarza, powieści młodzieżowe takiego tematu unikają). Słabiej wypada, moim zdaniem, historia Wekiery, nauczycielki historii. Z początku jej sakrastyczne monologi i ocena szkoły oraz uczniów zapowiadają interesującą postać, ale zbyt szybko następuje zmiana zgryźliwej belfrzycy w doświadczoną przez życie kobietę o gołębim sercu. Nagromadzenie zbiegów okoliczności i koncentracji dobrej woli w finale powieści wykracza nie tylko poza ramy realizmu, ale i akceptowalnego poziomu landrynkowatości. Mimo to lektura wciąga, a pozytywnych książek LGBT wciąż mamy w Polsce za mało.
Przepraszam bardzo ale co to właściwie było XD. Fabuła całkiem miała potencjał ale zdecydowanie coś po drodze nie wyszło. Bohaterowie niby nakreśleni, niby z przeszłością lecz ich zachowanie przeczyło sobie co chwilę. Relacje wzięte z nikąd, o tym jakim językiem jest to napisane to nawet nie wspomnę. Niektóre wątki cały czas eksploatowane chwilę później idą w odstawkę dla kolejnego, jeszcze gorszego wątku. Zdecydowanie okropna pozycja, ale momentami było się z czego pośmiać.
Mam wrażenie, że nie ważne jak bardzo bym się starała, jak bardzo bym wychwalała tę książkę, to i tak nikt z mojego polecenia po nią nie sięgnie, bo ta okładka odstraszy każdego. A szkoda. Bo to bardzo dobra książka
Tylko proszę, nie pytajcie mnie o scenę z piorunem kulistym, staram się zapomnieć.
Druga po "Berku" część "Kronik nierówności"... "Berek" to była po prostu komedia, a ta książka... wciąga podobnie - to fakt (no pod koniec już nie jest tak ciekawa), miło się czyta... w większości, bo jednak tutaj pojawia się coś takiego, lekkie podenerwowanie (nie w sensie, że książka jest zła, tylko człowiek się denerwuje co będzie dalej :P ). Opis trochę mylący, a może to ja sobie znaditerpretowałem wyrażenie "seksualna relacja", bo to nie koniecznie romans... Taki średnio fajny ten motyw z przyjaciółką Pawła niczym w "Queer as folk". Ale przynajmniej lepiej rozwiązany ;)
"Chcę mu powiedzieć, że go kocham, że jest wszystkim, czego pragnę. Że go sobie biorę i że mu się oddaję. Że chcę przy nim być, że będę się z nim dzielił, mnożył, dodawał i odejmował, że będę podnosił nas obu do potęgi i wyciągał z nas średnią." - fajne :)