Barwna autobiografia slynnego felietonisty, powiesciopisarza i dramaturga. O swoim ciekawym zyciu mistrz anegdoty opowiada w krotkich, zwartych epizodach, z ogromnym poczuciem humoru, ale i z bezlitosnym dystansem - do siebie i innych. Dziesiatki historyjek z rodzinnego PRL-u i Nowego Jorku, w ktorym mieszka od lat, powoduja, ze od lektury trudno sie oderwac. Kapitalny porter artysty, jego wrogow i znanych przyjaciol na burzliwym tle ostatniego czterdziestolecia.
Książka jest zbiorem wspomnień Janusza Głowackiego głównie z pierwszych lat jego emigracji do USA. Bardzo interesujący obraz emigracji widziany z perspektywy polskiego inteligentna, szczególnie fragmenty opisujące jego spostrzeżenia na temat roznic rasowych wydały mi się trafne i odarte z poprawności politycznej (nie żeby autor za bardzo się nią przejmował). To jest książka opisująca spostrzeżenia wieloletniego emigranta, nie kogoś kto przyjechał zwiedzić USA czy zatrzymał się w tym kraju na rok czy dwa. Dystans do pewnych spraw, w tym rodzimego kraju, przychodzi z czasem i to jest w tej książce dobrze widoczne.
Język Głowackiego jest gładki i dopracowany, narracja ocieka ironia i cynizmem ale przebija przez nią wyrafinowanie i inteligencja. Jest tu pewna nostalgia ale jakby nieśmiała.
Ego autora niewątpliwie gra tu główna rolę i jego pogoń za dobrą recenzją jest wyraźna. Na szczęście Głowacki balansuje Ego z elementami autoironii, co powoduje że czytanie tej książki nadal pozostaje przyjemnością.
Głowacki zdecydowanie umie i lubi opowiadać, co ważniejsze ma o czym, do tego korzysta z pełnej palety poczucia humoru od (auto) ironicznego po czarny.
Mam problem „Z głowy”. Nie znałem dotychczas prozy Janusza Głowackiego. Coś słyszałem o „Czwartej siostrze” i „Antygonie w Nowym Jorku”. Ta quasi biografia nieco rozczarowuje. Niby zabawna, inteligentna i „extremely clever”, ale jedyne, co dobrze widać to przeogromne ego autora i paranoiczny lęk przed niedocenieniem.
Owszem interesujące opisy siermiężnych lat komuny w Polsce, zabaw w SPATiFie i w „trójkącie bermudzkim” jednak summa summarum, książka ta (i tu podeprę się recenzją Mavericus’a z ‘Lubimy czytać’, z którą w pełni się zgadzam) to „męczące studium, kim Głowacki się nie stał. Nie jest ani celebrytą ani tym bardziej podziwianym pisarzem. Nie jest kimś, kto zyskałby szacunek we własnych oczach.
Ta książka ujawnia głęboką skrywane zakompleksienie syndromu maminsynka, który nie potrafi bądź nie chce oderwać się od maminej spódnicy. Uświadamia sobie, że dopiero śmierć jego matki daje mu poczucie oderwania i <> kogoś, dla kogo mógłby żyć. Niestety autor sam dla siebie nie potrafi znaleźć miejsca. To smutna książka o nieszczęśliwym człowieku, który na domiar złego unieszczęśliwia swoich bliskich.”
(Audiobook), 7.5/10 Nierówna rzecz - obok świetnych anegdot i znakomitych obserwacji są też całe fragmenty mocno przeciętne, ale i tak dla tych pierwszych zdecydowanie warto. Lektor - 4/6
To czego nie mogę znieść w tej ksiazce to ten przelewający się cynizm i irionia. Jakby nic nie miało swojej wartości a świat był tylko placem zabaw. Ale z drugiej strony to co mnie w niej fascynuje to tylko ten cynizm i ironia. A czasami, rzadko, ale czasami, na pierwszy plan wychodzi prawda i wtedy uderza mnie ona jak młot.
Bardzo dowcipna opowieść i za to ta druga gwiazdka, ale bardzo nie podobała mi atmosfera książki - fascynacja seksem i alkoholem. Prócz tego odniosłem wrażenie, że autor odczuwa satysfakcję ze wspominania wielu znanych osób ze świata kultury i mieszania ich z tym bagnem.
Well written book on life of a Polish immigrant in 20th\21st century America. At times, Glowacki seemed very cynikal, and came off condescending towards Americans. Yet his book was an interesting inside look at a "typical" Polish immigrant story to NYC.
Absolutnie genialna książka, na którą składają się wspomnienia z PRL oraz Nowego Jorku. Czytało mi się niezwykle przyjemnie, pomimo że nie znałem wcześniej twórczości autora.
Autobiograficzne safari przez życie Janusza Głowackiego.
Nie mozna odmówić autorowi umiejętnosci lansu; pierwsze 3/4 książki kojarzy mi się z przygodami barona Munchausena, w ostatniej części zmienia ton, wrażenie, jakby czytało się dwie książki, zakończenie jest nawet wzruszające.
Generalnie jest to niezłe czytadło, mimo mankamentów (lub maniery) gramatyczno-stylistycznych.