Napisana z właściwym Januszowi Głowackiemu ponurym humorem opowieść o postępującym zidioceniu i szaleństwie naszego świata. Kuba, nielegalny imigrant spod Kielc, dostaje posadę dozorcy w gigantycznym zamku amerykańskiego designera uznanego za największego artystę wszechczasów. W dniu podjęcia przez Kubę pracy designer umiera i zaczyna się zagłada...
6/10 Zaczyna się jak miks "Obywatela Kane'a" i "Charliego i fabryki czekolady", ale gdy przechodzi w szkatułkową opowieść na modłę "Rękopisu znalezionego..." robi się paradoksalnie mniej ciekawie. Szkoda.