Pomiędzy dłuższymi lekturami staram się czytać krótsze opowiadania. Próbuje wszystkiego, by te krótkie formy zapamiętywać. Zastanawiałem się, czemu akurat te trzy historie zostały ze sobą zestawione i odpowiedź jest w miarę prosta. Jest to ostrzeżenie przed nadmierną uległością wobec władzy. Może my - Polacy, nie mamy z tym problemu, ale w Rosji to chyba odwieczny problem.
Ostatnio dowiedziałem się, że noblista, Sołżenicyn, autorytet czasów pierestrojki, mimo tego, że został zesłany do łagru, nienawidził zachodu, a kochał Rosję. Sam będąc oficerem pozwalał na gwałty, rabunek, ludobójstwo na terenach Prus w 45 roku. Wszystko to w imię stworzenia pierwotnej siły, państwa mocarstwa, które nie jest ograniczone przez zbiory zasad moralnych, zasad postępowania.
Gdzie się podziały przestrogi takich pisarzy jak właśnie Czechow? Warto sięgnąć po opowiadania i pośmiać się z tego jak delikatna obraza generała może doprowadzić do tragedii. Jak różni się postępowanie policjanta w zależności od tego czyj pies pogryzł przechodnia. Do czego może doprowadzić postępowanie zwane “bielikowszczyzną” - nadmierna służalczość wobec władzy i strach przed normalnym życiem. Lecz za satyra kryje się potężna przestroga, wciąż niewysłuchana od stuleci.
Czym jest ta tak zwana “głęboka” rosyjska dusza, której rozumem nie da się pojąć? Mitem!