Zacznijmy od tego, że kocham ten pomysł. Świat snów jest niesamowicie pojemnym tematem, który może pójść w różne strony. Magiczne, dziwne... Ale większość magii kończy się dla nas w domu Snerów. Później zaczyna się dla nas szara rzeczywistość, jeśli sen można nazwać rzeczywistością.
To zabieg nieprzypadkowy. Tak samo jak celowe jest połączenie kampanii "prezydenckiej" z tematem reklam. W gruncie rzeczy wszystko działa podobnie.
A świat senny... Jasne, rozbudowałabym go jeszcze bardziej, ale obawiam się, że wtedy przez tę książkę nie przebrnęłyby trzynastoletnie dzieci. A autor ugryzł to z jednej strony z wielką wyobraźnią, z drugiej baardzo technicznie. Pomysł, żeby wykorzystywać siłę obliczeniową śniących ludzi nie przyszedł mi do głowy. Zresztą w sennym świecie są też inne rzeczy godne uwagi. Papierowy ruch oporu, ludzie cdbający tylko o własne dobro, pokazanie, że życie bez żadnych ograniczeń nie jest tak fajne jak się wydaje...
A kampania Felixa? Kurde, zapamiętałam to jakoś tak, że więcej jej było, ale i tak pokazuje niezwykle ciekawe mechanizmy.
I czy muszę dodawać, że Wiktor to idol?
Sama moc reklamy. Też porażająca, choć jednocześnie troszkę wyolbrzymiona, ale wiecie komiczne wyolbrzymienie narzędziem satyry czy coś.
Co mi się mniej podoba? Przedstawienie Eryki w tten sposób w jaki jacyś konfederaci próbuuą przedstawić kobiety, wiecie, że wszystko mają, a jeszcze chcą więcej, bo są kobietami i że teraz to już tylko przywileje mają w głowie.
Ale autor jakoś nie umie przedstawiać kobiet. Nika najpierw(bardzo mądrze) mówi, że co oni chcą udowodnić bijąc się o nią, to ona powinna mieć coś do powiedzenia w tej kwestii. Po czym stwierdza, nie no to w sumie romantyczne, że jesteś zazdrosny. Nie, zazdrość Neta nie jest romantyczna, tylko toksyczna i paranoiczna. A przemoc nie jest rozwiązaniem
Więc gwiazdę odejmuję za kosikowe kobiety i dziewczyny.
Ale i tak to moja ulubiona z pierwszych części serii.