Zaczynając serię książek „Pozerki” nie spodziewałam się ambitnej lektury, ale również nie wymagałam, aby była ona tak denna i płytka. Owszem, gdy startowałam z czytaniem miałam katar, bolała mnie głowa, drapało w gardle i ogólnie czułam się dość specyficznie, bo wyczuwałam zbliżającą się grypę. Jednak nawet wątpliwy stan mojego mózgu, który po prostu pracował tak wolno, że słyszałam każdy jego trybik nie uratował pierwszego tomu książki przed moim krytycznym okiem…
Akcja książki dzieje się w Beverly Hills w szkole dla bogatych dzieciaków Winston Perp. Głównymi bohaterkami są cztery dziewczyny, które różnią się od siebie diametralnie. Janie Farrish jest nieśmiałą uczennicą, która ma brata bliźniaka. Jej rodzice nie są zamożni, a do Winston Perp uczęszcza tylko, dlatego, że zostało przyznane jej i bratu stypendium naukowe. Jest to bohaterka, która najbardziej przypadła mi do gustu. Nie było w niej takiej zarozumiałości ja w pozostałych postaciach. Charlotte Beverwil jest Amerykanką, która kocha wszystko, co francuskiego. Wydawała mi się najgłupsza z nich wszystkich oraz bardzo naiwna. Petra Greene to dziewczyna, która chce walczyć o każde istnienie na tej planecie. Nie jest mięsa, bierze udział w pikietach Green Pace. Poznaliśmy również sytuację w jej domu, która nie jest zbyt wesoła i w jakiś sposób pozwała zrozumieć jej zachowanie. A dużym plusem, który jej postawiłam było to jak traktowała swoje młodsze, adoptowane siostry. I moja „ulubienica”! Melissa Moon podobnie jak Charlotte nie wie, co to normalne życie! Uwielbia wszystko, co markowe i jest zapatrzona w siebie. Nikt się dla niej nie liczy. Uważa się za najpiękniejszą, najzabawniejszą i najpopularniejszą dziewczynę na świecie, a już z pewnością w całej szkole. Można jej współczuć tylko w jednym przypadku: otóż panna Moon nigdy nie widziała swojej matki.
Skoro już naszkicowałam trochę główne bohaterki. Mocniej nie mogłam, bo zdradziłabym sporo z fabuły. Czas przejść do akcji, która wlecze się niemiłosiernie. No dosłownie mój pies, który ma lat jedenaście wchodzi szybciej po schodach. W zasadzie książka jest o niczym. Mamy problemy miłosne Charlotte i Jake’a (brata bliźniaka Jane). Autorka chyba chciała żeby cała powieść toczyła się wokół powstawania Formacji Mody, która jest zajęciem dodatkowym, które zostały wprowadzone do szkoły, jako coś, co ma zespolić bądź też scalić uczniów w jedność i zaprzepaścić podziały. Powiem szczerze, że nic to nie dało. Jak dla mnie autorka zbyt długo rozwodziła się nad kwestią, jaką nazwę powinna nosić marka, którą ma wyprodukować Formacja Mody.
Na dodatek dziewczyny nawet się nie tolerują, a wręcz przeciwnie: one się nienawidzą! Są jak cztery królowe w jednym ulu – sami widzicie, że wojna gotowa na pstryknięcie palcami. Jednak nawet to nie było w stanie napędzić tej książki w dobrym kierunku. Ona po prostu nie ma żadnej akcji, chociaż okładce czytamy, że powinna zachwycić fanki serii takich jak „Plotkara”… Cóż nie czytałam, ale oglądałam i miałam wysokie wymagania skoro stwierdzono, aż takie porównanie. Jednak niestety, ale tej książce jak i całej serii mówimy stanowcze: słabe! Jednak pozostały mi dwa tomy, które nie wiem, jakim cudem przeczytam. Dodatkowo te opisy strojów, które zaczynały każdy nowy rozdział były dla mnie niezrozumiałe. Nie interesuję się modą, więc nic mi nie mówiły, że ktoś ubrał buty od Channel czy coś w tym stylu.
Skoro jestem taka na nie, to pewnie zastanawia was, czemu dałam tej części, aż trzy gwiazdki? Otóż pierwsza za zakończenie i wtrącenie się ojca Melissy i jego bardzo mądrych słów. Za rysunki w książce, bo trochę rozjaśniały mi opisy pewnych strojów. I trzeci, bo wydaje mi się, że pod koniec coś do dziewczyn do darło, a przynajmniej chcę mieć taką nadzieję, że w kolejnym tomie to się utrzyma.
„Konflikt… nie zawsze oznacza nienawiść. Czasami gdzieś w głębi… z nienawiści rodzi się miłość." ~ Rachel Maude, Pozerki, Warszawa 2009, s. 276.