Rzeczpospolita Anno Domini 1649. Skrwawiona przez Chmielnickiego tli się niczym beczka prochu. Ioannes Casimirus Rex. Albo raczej Initium Calamitatis Regni!
Ojczyzna? Ot, postaw czerwonego sukna, a każdy drze do siebie, by w garści na karmazynowy płaszcz zostało. Ale Tajna Kancelaria czuwa!
W sekretnej wojnie agentów nie ma reguł. Tu tylko śmiałych cenią. I nie ważne, czy przyjdzie podrzynać gardła, podpisać krwią diabelski cyrograf, czy podstępem uwieść sukuba. Liczy się dobro królestwa! Rzeczpospolita musi trwać!
W oplecionej pajęczyną spisków Warszawie, porucznik Joachim Hirsz, instygator królewski, musi stawić czoła prawdziwie demonicznej intrydze.
A miało być tak pięknie... Może miałam zbyt wysokie oczekiwania, może w złym czasie wzięłam się za czytanie... Faktem jest, że męczyłam się strasznie. Akcję można by zawrzeć w jednej trzeciej aktualnej objętości książki, zaś wypełniające resztę, skądinąd bardzo malownicze, opisy stosunków damsko-męskich powodowały przy którejś scenie z kolei chęć przerzucenia tych paru stron, bowiem dosłownie w dwóch, trzech przypadkach miały one jakiekolwiek znaczenie fabularne, reszta była niczym opisy Niemna. Też ładna, też związana z konwencją..., ale co za dużo, to się odechciewa. Dam jeszcze jedną szansę autorowi i wezmę się za "Garść czerwońców", ale jak mnie "Sztejer" rozczaruje, to będę zła.