Czasem czytanie książek ma dla mnie stanowić czystą rozrywkę. Nie da się cały dzień zakuwać do obrony pracy dyplomowej, a potem jeszcze dobijać swój przeciążony mózg książkami popularnonaukowymi czy wręcz fachowymi, jak to ostatnio mi się zdarza. Na szczęście, do wyboru jest mnóstwo powieści science-fiction - a mnie trafiła się naprawdę wciągająca.
Przyznam, że moja fascynacja dinozaurami w trakcie całego życia była bardziej przebłyskiem w czasach szczenięcych, niż czymkolwiek innym. Dlatego początkowo do "Łowców" podchodziłem sceptycznie - ale co tam, skoro druga połówka mi to poleciła, uznałem że warto sprawdzić. Zresztą, może po prostu potrzebowałem oderwania się od standardowej selekcji czytelniczej. Tak czy inaczej, "Łowcy" wylądowali na moim Kindle'u.
Przez pierwsze kilkadziesiąt stron trudno jest zrozumieć, do czego zmierza fabuła tej książki. Pojawia się klasyczny konflikt interesów dwóch facetów o kompletnie innych usposobieniach. Jeden z nich to przypakowany, bogaty myśliwy. Drugi to główny bohater, naukowiec zafascynowany starymi samochodami, naginaniem czasoprzestrzeni i niezbyt dobrze zresztą zarabiający. Na współczesne, można to przetłumaczyć jako "chad vs. virgin". Do tego dochodzą też oklepane schematy - walka Dawida z Goliatem, spór o kobietę, wyścigi samochodowe i tak dalej.
Po co to wszystko? Myślę, że Zamboch po prostu zbudował sobie w ten sposób tło pod zasadniczą część fabuły, toczącą się w mezozoiku. I dobrze, że to zrobił - każdy bohater nabrał w ten sposób cech charakterystycznych, z każdym - może poza kilkoma - czytelnik mógł się wręcz zżyć. Ale to i tak tylko jedna z zalet książki.
Drugą - a może też ważniejszą - zaletą "Łowców" jest fakt, że autor w tworzeniu historii korzystał ze swojej wiedzy fizyka jądrowego. Dlatego świetnie udało mu się oddać klimat (dosłownie, skład atmosfery) Ziemi sprzed 100 milionów lat. Zręcznie nawiązuje do zagadnień związanych z podróżami w czasie, do paradoksów czasowych, tuneli czasoprzestrzennych czy ogólnej teorii względności. Nie robi tego jednak, by chwalić się swoją uniwersytecką wiedzą. Chodzi tu raczej o to, żeby przyciszyć marudzenie takich czepialskich, jak ja. Zamiast zastanawiania się, w jaki sposób podróże w czasie są możliwe, dostałem zdawkowe wyjaśnienie, że "nie ma sensu tego wyjaśniać" i czuję się usatysfakcjonowany. Zamiast ignorancji, trudniejsze sprawy zostały tylko wspomniane = i tyle wystarcza!
Rozpisałem się o tych podróżach w czasie i fizyce kwantowej, ale nie ma już sensu przeciągać w nieskończoność tej recenzji. Zamboch stworzył świetną, porywającą historię, która pozwoliła mi się rozerwać w chwili, gdy tego potrzebowałem. Zostawił sobie też furtkę na pisanie kolejnych części, choć raczej jest to forma droczenia się z czytelnikiem, bo kolejnych części - jak mi wiadomo - nie ma i nie będzie.
Zdecydowanie polecam tę luźną powieść osobom, które potrzebują sporej dawki rozrywki w postaci dobrej historii. A jeśli ktoś przy okazji lubi tematykę dinozaurów i podróży w czasie - to tym bardziej!