- Mamo? Nie! Tylko do mnie teraz nic nie mów. Chciałabym krzyczeć: tylko nie mów! - Mamo… Kupisz mi lody? Kupisz mi lody, kiedy już zejdziemy? Fal gorąca zalewa mi serce. Lody? I co mam jej powiedzieć? Że nie zejdziemy? Że nie będzie lodów, że nie będzie nic? Że przed nami… - A potem pójdziemy… - Nie ma potem - odpowiadam machinalnie. - Jest potem. Potem, kiedy jest potem - mówi i przeczuwa, że dzieje się ze mną coś złego. Szarpie mnie za rękaw. - Mamo… Co mam jej powiedzieć? Co mam jej powiedzieć? Że muszę ją zabić? Że muszę?! Bo przecież muszę, nie mam innego wyjścia, świat zapętlił mi się na szyi i ciągnie w dół jak młyński kamień. Muszę ją zabić! Muszę ją zabić. Dudni w mojej głowie jedno jedyne zdanie, powtarzane bez końca, i nawet jeżeli jestem zła, to jestem dobra. Tylko to mogę dla niej zrobić i tylko ja mogę to zrobić. Nikt inny, nawet jeżeli nigdy więcej jej nie zobaczę tam, po śmierci; ale tam… Tam się nie liczy.
Chwast to mocny, wyrazisty tekst debiutującej pisarki, Iwony Banach. W wykreowanym w powieści świecie nie ma łatwych rozwiązań, nie ma miejsca na banalne sprawy. To książka prawdziwa do bólu, gryząca. A jednak w tym świecie jest także miejsce dla nadziei na lepsze jutro, na lepsze "potem".
Remember what I said about Polish books? That they fall into one of the three categories - books about nazis and Jews, sacharine fluff/chick lit, and grim depressive stuff about REAL LIFE. So this is grim depressive stuff about REAL LIFE.
We meet the main character as she stands on the roof of a building about jump off together with her daughter. So initially we think: what a bitch. Then we learn her daughter is mentally retarded, her husband is an abusive psychotic tyrant and she herself has cancer. When she dies her husband will send their daughter to an institution where she will spend her days banging her head against the wall. We also find out that the protagonist's mother abandonded her and ran off with some man. Her father kept telling her that her mother was dead but some obliging soul finally revealed to her that her mother was nothing but a whore who was chasing every man in town. Finally her daddy couldn't take it anymore so he comitted suicide by hanging himself on the chandelier for his daughter to find him. Also her father's friend molested her throughout her teenage years. Yup. At this point you think: "Ok, fair enough. Jump off that roof". Oh, did I say that she caught her husband raping their mentally retarded daughter? Right. So I understand that shit like that happens. I am even willing to believe that it might happen at once to one person because life can be cruel like that. But what I am not willing to accept is using piling up of every possible drama to make your book 'moving'. Seriously - the mentally retarded daughter would have been enough. So that's the main issue I had with this book. The other one is that main character was just not likeable. We were supposed to pity her but I just couldn't. She was going on and on how everybody is cruel and horrible, how people are evil or rude at best. But given the opportunity she was just the same, she kept mentally gossiping and critising everybody around her and accusing them of the worst things by default. I just wanted to slap her. It was absurd. Apparently everybody HATED her daughter and wanted her to DIE. Seriously. DIE. Why did I even give it three stars? That should have been two.
Tak. cztery gwiazdki to jedna z tych pozytywnych ocen, które rzadko daję książkom. Szczególnie, gdy chodzi o książki rodzimych autorów. Jednak ta w pełni zasługuje na taką notę. Styl, jakim jest napisana jest zarówno dosadny jak i piękny (jakkolwiek słowo "piękny" tutaj brzmi). Autorka poprzez słowa raz delikatnie dotyka czytelnika (we fragmentach gdzie główna bohaterka ulega melancholii), by za chwilę nimi "uderzać" i ranić (w tych fragmentach, które wręcz bulwersują czytającego). Wiele razy, w obronie Hanny, miałam ochotę zrobić krzywdę teściowej i mężowi głównej bohaterki, a także lekarzom za ich okrutne słowa jakich się dopuszczali. Innym razem chętnie potrząsnęłabym Hanną za to co zamierza zrobić.
To książka, która z pewnością wywołuje emocje. Jest pełna pytań, ale też odpowiada na nie niekiedy w sposób, który może zaskoczyć czytelnika. Kim jesteśmy? Ile warte jest nasze życie? Czym jest nadzieja? Jak reagujemy na przeciwności losu? Czy potrafimy docenić drugiego człowieka niezależnie od przeszkód? I to najważniejsze: czy jest coś, co w chwili, gdy człowiek przeżywa ogromne rozczarowanie życiem, zniechęcenie i depresję jest w stanie odwieźć go od samobójczych myśli? Ta książka dotyka wielu rozmaitych zachowań ludzkich. Nawet takich niuansów jak to, jak człowiek zachowuje się gdy usłyszy o jakiejś tragedii w telewizji? Czy też nawet smutnego faktu: jak niektórzy ludzie pojmują bycie dobroczynnym dla potrzebujących?
Nie dość, że całość jest bardzo klimatyczna to na plus zasługuje też tytuł. Bardzo znaczący. Początkowo nie wiemy dlaczego akurat "chwast", do czasu, gdy objawia się okrutna prawda... Książkę czyta się szybko. Choć z pewnością nie "na jedno posiedzenie" z uwagi na ciężki, dość męczący temat.
Nie obyło się też bez minusów: po pierwsze pod koniec fabuła zwalnia tempo. Po drugie autorka wielokrotnie stosuje powtórzenia tych samych zdań wypowiadanych przez Hannę. Na początku nie zwracałam specjalnie na to uwagi, jednak na dłuższą metę zaczęło mnie to irytować. Nie są to jednak minusy, które miałyby zaważyć na mojej ocenie.
Myślę, że warto jej poświęcić czas. Aczkolwiek, no właśnie... Czy ją polecam? I tak i nie. Na pewno nie wszystkim. Tak - ponieważ poleciłabym ją każdemu zainteresowanemu trudnymi tematami jakie porusza. Jakie to tematy? Samobójstwo, znieczulica społeczna, wyobcowanie, także aborcja. Nie - gdyż nie poleciłabym jej osobom bardzo wrażliwym. Książka jest momentami naładowana ogromnym bólem i cierpieniem - emocjami wywołanymi przez rozterki jakie przeżywa główna bohaterka, Hanna. Dlatego można o niej powiedzieć, że jest książką depresyjną, która męczy i boli. Nie ulega jednak wątpliwościom, iż jest bardzo dobra.