Ona wracając do Warszawy nie ma pojęcia, że tak naprawdę została uwikłana w podstępny plan stęsknionych rodziców. On stara się jak może żeby utrzymać podupadającą firmę i nie zwariować. Kiedy ona ciągnie do światła, on woli pozostać w cieniu.
Eliza zostawia za sobą Paryż i postanawia rozpocząć nowe życie w Polsce. Zatrudnia się w biurze architektonicznym, gdzie już pierwszego dnia myli swojego szefa z…konserwatorem.
Piotr nigdy nie przywiązywał wagi do eleganckich ubrań. Rozdarty pomiędzy prowadzeniem biznesu, opieką nad młodszym rodzeństwem i rodzinną stajnią nie ma czasu na myślenie o swoich potrzebach.
Co się stanie, jeśli do jego życia wkroczy młoda, ambitna architekt? Czy przyjaźń ma szansę przerodzić się w biurowy romans?
Końcówkę roku spędziłam z książkami polskich autorek, z czego bardzo się cieszę. Jedną z tych powieści była „Miłość ma Twoje imię" Karoliny Zielińskiej. Wcześniej nie czytałam nic od tej autorki i nie wiedziałam, czego mam się spodziewać, jednak bardzo spodobał mi się opis książki. Uznałam, że historia o dwójce architektów – Elizie, która właśnie wróciła do Polski z Paryża i Piotrze, szefie małej firmy, w którego życiu najważniejsza jest rodzina, może być interesująca.
Myślałam, że w książce będzie przeważał romans, ale zamiast tego, dostałam powieść obyczajową z wątkiem romantycznym. Wcale nie było to takie złe zaskoczenie. Co więcej, spodobało mi się, jak autorka poprowadziła relację głównych bohaterów – rozwijała ją powoli, przez co wydała mi się niewymuszona i prawdziwa. Najbardziej czułam tę autentyczność w dialogach – bohaterowie poruszali coraz trudniejsze tematy wraz z tym, jak zacieśniała się ich więź. Dzięki temu „Miłość ma Twoje imię" to książka z solidnym wątkiem slow burn. Same postaci także mnie oczarowały. Piotr to dla mnie jeden z najlepiej wykreowanych męskich bohaterów, o których miałam okazję czytać. W niektórych powieściach panowie tracą cały swój animusz, gdy bliżej ich poznajemy. Tutaj miałam na odwrót. Piotr zyskiwał u mnie w oczach z każdym kolejnym rozdziałem. Oczywiście, tak jak i reszta postaci, nie został pozbawiony wad. Nie zawsze postępował rozsądnie, zwłaszcza gdy w grę wchodziła jego siostrzenica, ale przez to wydał mi się jeszcze bardziej ludzki. Samą Elizę także polubiłam. Głównie przez jej niezachwianą pewność siebie i poczucie własnej wartości. Myślę, że w literaturze potrzeba więcej takich bohaterek, które walczą o swoje, ale przy tym nie są irytujące i przesadnie perfekcyjne. Jej relacja z Piotrem wyszła naturalnie. Obydwoje dopełniali się nawzajem i stanowili zgrany duet, o którym z przyjemnością się czytało. Wśród reszty postaci taką wisienką na torcie była Lila, przekochana siostrzenica Piotra. Rozmowy tej dwójki nie raz wywołały uśmiech na mojej twarzy.
Nie można wypowiadać się o tej książce, nie wspomijając o tematach, które porusza. Ważnym elementem są w niej relacje rodzinne. Piotr stawia dobro swojej rodziny ponad wszystko, nawet siebie i swoją firmę. To niełatwe brzemię i „Miłość ma Twoje imię" doskonale to pokazuje. Tematem, który przewija się przez całą książkę, jest także życie z osobą z zespołem Downa. To ważne, by wspominać, że takie osoby są w naszym społeczeństwie i powinniśmy je traktować na równi z osobami bez dodatkowego chromosomu.
Oprócz tego, że książka mi się podobała, mam też do niej parę uwag. W niektórych momentach przeszkadzało mi zbyt szybkie tempo akcji. Musiałam wtedy mocno skupić się na tekście lub nawet przeczytać dany fragment jeszcze raz, by zrozumieć, o co w nim chodziło. Głównie były to sytuacje z większą liczbą postaci, gdzie dużo się działo. Do tego nie za bardzo podobał mi się wątek z ciocią Elizy – Jolą. Uważam, że był niepotrzebny i jednocześnie trochę wymuszony, choć oczywiście jest to tylko moje zdanie. Wyłapałam też dwa drobniutkie błędy – nie ma koni pełnej krwi arabskiej, tylko są araby czystej krwi, a tytuł inżyniera dostaje się po studniach I stopnia, a nie II.
Na dobrą ocenę zasługuje główny bohater w tej historii - idealny materiał na męża, bardzo troskliwy względem wszystkich i nie ma łatwo w życiu. Bohaterka na początku spoko ale pod koniec już irytująca. Końcówka książki? - okropna. Jakby została urwana w połowie. Brakuje mi kilka rozdziałów do sensownego zakończenia. Myślę że to mogła być bardzo fajna książka gdyby ta historia została lepiej poprowadzona. Jednak uważam, że dla samego bohatera i tego przedstawionego świata można przeczytać tą książkę. Zawiedziecie się i poirytujecie tylko przy końcu.
Ta powieść ma wiele wad. Jest pierdołowata, wręcz przegadana (bardzo wiele rozmów jest po prostu o niczym, niepotrzebnych) . Bohaterowie są absolutnie żadni.
Ps. Co do dialogów... Są w większości przypadków nienaturalne. Ludzie tak nie mówią.
Nie podoba mi się. Mam wrażenie że jest tu za wiele wątków, a niektóre z nich są całkiem zbędne. Bardziej niż głównych bohaterów polubiłam Lilke i rodziców Elizy