"Świdermajerowie" to w założeniu opowieść o drewnianych domach letnisk tzw. Linii otwockiej i ludziach, którzy je tworzyli oraz w nich mieszkali. Jak sugeruje tytuł, chyba nawet w odwrotnej kolejności - to historie ludzi wyrastające z ich związków ze świdermajerami miały być na pierwszym planie. Katarzyna Chudzyńska-Szuchnik opisuje miejsca, które dobrze zna i z którymi jest związana emocjonalnie. Ja czytałam tę książkę też z perspektywy osoby, która od wielu lat mieszka w tych okolicach i temat jest mi bliski. To na pewno ułatwia podążanie za opowiadanymi historiami. Mam obawy, że czytelnicy, którym temat jest zupełnie obcy, mogą się gubić. Epizodyczna konstrukcja była jak dla mnie zbyt chaotyczna. Zwłaszcza osobom, które sięgną po książkę, nie wiedząc nic na temat świdermajerów i nie znając historii okolic, przydałoby się zapewne nieco bardziej uporządkowane opowiedzenie losów letniska. Nawet biorąc pod uwagę, że "Świdermajerowie" wpisują się w nurt reportaży literackich, które rządzą się swoimi prawami, to zachowanie choćby ciągłości linii czasowej ułatwiłoby ułożenie sobie historii świdermajerów i ich mieszkańców. Przykładowo, po kilku rozdziałach opisujących czasy powojenne i zupełnie współczesne cofamy się do lat międzywojennych, poznajemy historię Izaaka Wolflinga i projektu Śródborowa jako miasta-ogrodu, a potem przeskakujemy znowu do współczesności i tematów, które właściwie są bezpośrednią kontynuacją rozdziałów wcześniejszych. Takich niezrozumiałych dla mnie zabiegów konstrukcyjnych było zresztą więcej, jak choćby wybór akurat rozdziału "Domy zjedzone" jako otwierającego książkę lub napisanie historii Jakóba Dietricha w pierwszej osobie, w formie udającej jego prywatne zapiski lub dziennik. Zaczęłam moją opinię od zastrzeżeń, jakie miałam do "Świdermajerów", ale to nie znaczy, że jest to zła książka i niewarta uwagi. Większość rozdziałów broni się bardzo dobrze, przedstawia interesujące historie i jeśli każdy z nich byłby niezależnym tekstem, oceniłabym je wysoko. Moim zdaniem zabrakło lepszego pomysłu, jak je złożyć w jedną całość reportażu książkowego. Wierzę również, że książka jest rzetelna faktograficznie (redakcji merytorycznej podjął się Sebastian Rakowski, czyli jedna z najbardziej kompetentnych osób w tym temacie). Katarzyna Chudzyńska-Szuchnik pisze też bardzo sprawnie i wciągająco, chociaż czasami chyba trochę zbytnio daje się porwać próbie uatrakcyjnienia tekstu, np. rozbudowane do całego rozdziału porównanie świdermajerów do tortów zupełnie do mnie nie trafiło.