Malownicze, pagórkowate pogranicze polskiego Wołynia i Podola pod zaborem rosyjskim. Rok 1838. Czas spokoju, względnego dobrobytu, ale też i częstego braku zdrowego rozsądku i rozwagi.
On - Józef Starzycki - bystry, rzutki i przystojny młodzieniec z niezamożnej rodziny kultywującej ziemiańskie tradycje. Ona - Kamila Zagartowska - elegancka, urocza, rezolutna i zaradna panna, córka... bezwzględnego lokalnego bogacza skupującego majątki podupadającej szlachty.
A pomiędzy nimi: niemal nieprzekraczalny dystans społeczny zależny od stanu posiadania oraz piętrzące się przeciwności losu.
Korzeniowski dając nam rzeczywisty, jasny rys epoki odmalowywanej zwykle w czarnych barwach, skłania jednocześnie do zastanowienia się nad wciąż aktualnymi narodowymi wadami blagierstwa, rozrzutności czy nieroztropności.
kiedyś "Kollokacja" była szkolną lekturą w liceum, dziś nie jest - a szkoda. jest w niej coś takiego, co na pewno przypadłoby do gustu młodym czytelnikom.
uwielbiam humor tej książki. uwielbiam to, że choć czasem niektóre sytuacje są nad wyraz i przesadzone, to autor tworzy tak celowo i o tym czytelnik wie doskonale.
Kolejna (!) perełka z romantyzmu. Gdyby siostry Bronte i Jane Austen pisały w Polsce, to z pewnością napisałyby właśnie Kollokację. Jest humor, są cudowni bohaterowie (którym kibicowałam od samego początku), jest szlachta i jej dziwnostki, jest i surowy ojciec! No fantastyczna to była przygoda, czytajcie Korzeniowskiego (nie mylić z Conradem!).
Gdyby nie Henryk to by była jedna gwiazdka. Henio jest biedny bohater niech się nad nim zlitują… a potem przechodzi transformacje i się robi basic no co to ma być
Gdyby nie rekomendacja Rafała Ziemkiewicza prawdopodobnie nigdy bym nie sięgnął po tę powieść, chyba żebym pomylił Józefa Korzeniowskiego z Josephem Conradem. Chociaż "Kollokacja" nie jest może wielką literaturą, a jej konstrukcja jest dosyć schematyczna, to bardzo jestem zadowolony z lektury. Z książki wyłania się wyraźny rys dydaktyczny, a nazwiska części bohaterów (Zagartowski, Pożyczkowscy, Starzyccy) mają za zadanie jednoznacznie ich charakteryzować. Dla mnie to akurat wcale nie jest wadą i nie przeszkadzało mi w czytaniu. Tak pisano w XIX w. i od razu było wiadomo kto jest dobry, a kto zły, jakie postępowanie jest godne naśladowania, a jakie potępiane. Głównym tematem powieści jest pokazanie mechanizmów powszechnie występującego pod zaborami zjawiska ubożenia drobnej szlachty. Mamy tu dosyć dobrze sytuowane majątki we wsi Czaplińce na Wołyniu. Większość gospodarzy zamiast solidnie i uczciwie pracować woli życie ponad stan, przepuszczają pieniądze w karczmie, wydają drogie przyjęcia, kupują mnóstwo zbędnych rzeczy, zapatrzeni są w paryskie nowinki i chcą cały czas być "komilfo", czyli na tzw. poziomie. To ich lekkomyślne postępowanie jest bezwzględnie wykorzystywane przez prezesa Zagartowskiego i współpracujących z nim dwóch żydów. Oferują łatwo dostępne kredyty, prolongują spłaty za dodatkowym oprocentowaniem, odkupują długi między sobą, a gdy dłużnicy nie są w stanie ich spłacić, muszą po kawałku za bezcen pozbywać się swoich majątków na rzecz Zagartowskiego. Jedyną rodziną, która skupia się na uczciwym gospodarowaniu i rozumie, że nie można wydawać więcej niż się ma przychodów oraz nie daje się podpuścić manipulacjom Zagartowskiego, są Starzyccy. W rezultacie to oni przetrwają i nie utracą rodzinnych posiadłości. Na tym tle rozgrywa się romans Józefa Starzyckiego i Kamilli Zagartowskiej. Mimo, że ich uczucia są odwzajemnione, to ze względu na różnice majątkowe i inne podejście ich rodzin do pracy i bogacenia się, nie mogą otrzymać ich błogosławieństwa... Lektura "Kollokacji" pozostawia wiele refleksji. Chociaż zachowanie większości bohaterów, którzy zdają się nie rozumieć istoty kredytu, wydaje się naiwne, to przecież dzisiaj rozumowanie wielu ludzi wcale nie jest lepsze, o czym świadczy popularność takich instytucji jak parabanki, pożyczki chwilówki, czy nawet kredyty we frankach szwajcarskich... Okazuje się, że dzisiejsi Polacy niewiele się różnią od tych sprzed prawie dwustu lat i niczego się nie nauczyli. Także obecnie życie ponad stan i zadłużanie się jest normą dla dużej części społeczeństwa. Z tym, że dzisiaj rolę Zagartowskiego przejęły wielkie międzynarodowe korporacje oraz samo państwo polskie, które ustanowiło warunki dla drenowania kieszeni własnych obywateli. Jest to zresztą szerszy światowy trend zmierzający do tego, żeby ludzi pozbawiać własności i robić z nich bezwolnych konsumentów, a w istocie nowego rodzaju niewolników.
6,5/10 Józef Korzeniowski (nie mylić z jego imiennikiem, Josephem Conradem) to prawdopodobnie jeden z najbardziej niedocenianych polskich pisarzy XIX wieku, którego dzieła jedną nogą znajdują się w epoce romantyzmu (zwłaszcza w nurcie czarnego romantyzmu), drugą wkraczają już w pozytywizm.
"Kollokacja" to najbardziej znana powieść z zapomnianej twórczości Korzeniowskiego. Jej głównym wątkiem jest miłość panicza Józefa Starzyckiego i panny Kamili, córki przebiegłego prezesa. Równie ważne jest jednakże tło, czyli życie polskiej prowincjonalnej szlachty na Wołyniu. Choć fabuła powieści w zasadzie bardzo przypomina typowy "romans dla pensjonarek", to Korzeniowski okazuje się zaskakująco dobrym literatem. Jego język jest nadzwyczaj plastyczny i mało archaiczny jak na czasy przed pozytywizmem (pod tym względem przewyższa chociażby bardziej cenionego Żeromskiego). Jest to też prawdopodobnie pierwszy polski twórca piszący w nurcie realizmu, co widać chociażby w sposobie charakterystyki postaci i stosunków społecznych w wołyńskiej wsi Czaplice i pomiędzy miejscowymi ziemianami, wraz z obecnością przedsiębiorczych Żydów (zaskakująco pozytywnie przedstawionych).
Powieść i jej optymistyczna wymowa z pochwałą stateczności charakteru i wczesnokapitalistycznej przedsiębiorczości nieopartej na chciwości nie jest może szczególnie głęboka, ale Korzeniowski stara się, by jego opowieść była po prostu ciekawa. Fabuła z kilkoma wątkami jest poprowadzona zgrabnie, bez rozwodzenia się nad rzeczami nieistotnymi, a także nie toczy się przewidywalnymi torami. Nie jest to arcydzieło, ale bardzo przyjemna powieść, niesłusznie zapomniana wraz z całą (nie tylko prozatorską) twórczością Korzeniowskiego.