Jump to ratings and reviews
Rate this book

Ambulans jedzie na wieś. Śladami wędrownych wyrwizębów

Rate this book
Deszcz czy mróz, skwar czy roztopy… nie było wyjścia, ojczyzna w potrzebie. Młodzi dentyści, najczęściej świeżo po studiach, pakowali narzędzia i ruszali w teren.

Plombowali, czym mogli, częściej rwali. Tłumaczyli, jak używać szczoteczki do zębów. Walczyli nie tylko z szalejącą próchnicą, ale z ludzką niewiedzą, bólem i strachem. Zdarzało się, że musieli przyszyć odcięty palec albo odebrać poród.

Niektórzy na ich widok uciekali, choć częściej ustawiały się kolejki. Nic dziwnego, uzębienie obywateli przypominało stolicę w ruinie. Dla wielu pacjentów był to pierwszy w życiu kontakt z lekarzem. Ból zębów leczyło się wódką i okładami z piasku.

Reportaż Aleksandry Kozłowskiej to nie tylko fascynujący, chwilami mrożący krew w żyłach kawałek historii polskiej medycyny. To także barwny portret powojennej wsi, obyczajów, przesądów, warunków, w jakich żyli ludzie. Wreszcie wyjątkowa opowieść drogi, w którą autorka rusza śladami swojej mamy i innych wędrownych stomatologów z czasów PRL.

352 pages, Paperback

First published January 24, 2024

6 people are currently reading
41 people want to read

About the author

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
2 (6%)
4 stars
11 (33%)
3 stars
17 (51%)
2 stars
3 (9%)
1 star
0 (0%)
Displaying 1 - 9 of 9 reviews
Profile Image for Aleksandra Gratka.
677 reviews68 followers
January 27, 2024
Mam wrażenie, że niemal każdy, kto urodził się wcześniej niż w latach 90., ma jakieś trudne wspomnienia z leczenia stomatologicznego. Ja pamiętam obrzydliwy smak płynu do fluoryzacji i dentystkę - sadystkę ze szkolnego gabinetu, która chyba żywiła się naszym strachem.
Te wspomnienia obudziła reporterska książka Aleksandry Kozłowskiej, efekt rodzinnej wyprawy "szlakiem usuniętych trzonowców", czyli trasą, którą jej mama, Teresa Radecka-Kozłowska, pokonywała dentobusem w latach 60. Warmia i Mazury w tamtych czasach to bieda z nędzą, obwoźni dentyści spali kątem u życzliwych mieszkańców i niczym armia siłaczek Żeromskiego nieśli kaganek oświaty zdrowotnej. Mieli ręce pełne roboty, bo próchnica była twardą zawodniczką, a wrodzona niechęć do szczoteczki do zębów, widoczna (dosłownie) u starych i młodych, też nie pomagała.
Ta rodzinna wyprawa jest bardzo sentymentalna - pojawiają się rozmowy z dawnymi pacjentami, tymi, którzy ambulanse pamiętali, są też wpisy w szkolnych kronikach. Czytamy anegdoty o pracy, o trudnych przypadkach, o narzędziach dentystycznych i o pasji, która bardzo pomagała w tym trudnym zawodzie. Na kartach książki pojawiają się też inni dentyści-pasjonaci, którzy w opowieściach swych bliskich wracają z odmętów zapomnienia.
Dostajemy też garść ciekawostek z historii. W starożytnym Egipcie na ból zęba proponowano lewatywę. Hipokrates wymyślił do czyszczenia zębów proszek z popiołu ze spalonej głowy zająca i 3 myszy. W średniowieczu pseudodentyści dopuszczali się tylu oszustw, że o kłamcach mówiono: "łże jak wyciągacz zębów". Te fragmenty książki podobały mi się najbardziej, także te o początkach stomatologii w Polsce i o pierwszych dentystkach - sporo się z tego dowiedziałam. Mam jednak wrażenie, że książka jest trochę przegadana - za dużo informacji o rodzinach dentystów, o tych wszystkich dzieciach, ciotkach i pociotkach. W zamian poczytałabym więcej anegdot z mobilnych gabinetów.
Polecam tę lekturę, a przed kolejnym leczeniem zębów - modlitwę do świętej Apolonii, patronki stomatologów. Tak na wszelki wypadek.
Profile Image for I saved the book today .
329 reviews7 followers
February 9, 2024
„Myśli pan, że ambulans zahartował tatę?
- Wydaje mi się, że pokolenie ojca było tak szczęśliwe, gdy skończyły się wszystkie tragedie związane z wojną, że żaden ambulans i jego trudy nie mogły im tego poczucia zepsuć. Byli pełni życia i nadziei. Dla nich te trudności nie były trudne”.

Witajcie! Dziś 9 lutego, dzień św. Apolonii, patronki stomatologów i orędowniczki cierpiących na ból zęba. Nie ma lepszego dnia w roku, by przytulić swojego ulubionego dentystę (lub kowala – ta opcja dostępna jest dla nieco bardziej dojrzałych czytelników), ewentualnie wygodnie rozsiąść się w fotelu (dentystycznym – to najgorsza opcja) i wgryźć się w jakąś interesującą lekturę. No to pakujemy zabawki i jedziemy z tematem!
Językotrzymacz, szczękorozwieracz, hak tępy do warg, odgryzacz kostny i wydrążacze dwustronne to nie tylko instrumentarium, którym nie pogardziłby okrutny Vlad Dracula, ale akcesoria wykorzystywane przez stomatologów walczących z trudami zębolecznictwa w terenie i życiem w drodze w powojennej Polsce. W podróż dentobusem po PRL zabiera nas Aleksandra Kozłowska, autorka książki „Ambulans jedzie na wieś”. 
Przyznaję, że lektura była momentami nużąca, ale obeszło się bez zgrzytania zębami i moje mamelony nie ucierpiały. Jest tu trochę ciekawostek związanych z historią stomatologii, jednak zabrakło mi czegoś, co sprawiłoby, że ta opowieść zostanie ze mną na dłużej. Myślę, że najbardziej trafi do osób, których losy powiązane są z heroiczną walką z próchnicą. Reszta czytelników doceni fakt, że dożyła czasów, kiedy stomatologia tak bardzo poszła do przodu, że praktycznie nie ma kogo i czego się bać. Co za ulga! 
Pamiętajcie, tylko regularne mycie zębów i czytanie książek zapewni Wam promienny uśmiech!
Profile Image for Renata.
373 reviews9 followers
February 11, 2024
Ambulans jedzie na wieś. Śladami wędrownych wyrwizębów – Aleksandra Kozłowska
Po „Chłopkach. Opowieści o naszych babkach” moje zainteresowanie historią polskiej wsi i jej mieszkańców w nowożytnej Polsce niespodziewanie wzrosło, więc gdy pojawiła się szansa na zgłębienie tematu nie mogłam odmówić.

Reportaż Aleksandry Kozłowskiej zabiera nas w podróż po powojennych wsiach. Wyruszamy śladami jej mamy, by potem poznać życia innych dentystów – z wyboru czy przymusu – wysłanych mobilnymi gabinetami do odległych wiosek. Brakuje kadry, sprzętu i prądu, ale PRLowskie normy trzeba wyrobić, a więc zostaje borować, plombować i rwać.

Zacznę może od moich oczekiwań względem „Ambulansu..”. Opisy z okładki obiecują wciagające i szokujące historie z pracy dentystów w mobilnych gabinetach. Fragment o podróży zinterpretowałam w przenośni, i jak się szybko okazało, właśnie tu popełniłam błąd.

Dosłownie jedziemy na wycieczkę z autorką i jej matką. Można by pomyśleć, że dzięki temu poznamy masę anegdotek o dentystach, ale niestety nie. W zamian dostajemy przynudnawe i za długie opisy niemal wymarłych wiosek i poszukiwań jakichkolwiek wzmianek o dentobusach w kronikach. Pojawiają się one również później, gdy Aleksandra Kozłowska stara się namierzyć wzmianki o innych ambulansach i ich kadrach. Jak na mój gust, zaciemnia to temat. Autorka ma też tendencję do rozwlekania wypowiedzi. W książce nawet sama o tym wspomina, gdy zostaje uciszona przez swoją rozmówczynię. Częściowo męczące były też dla mnie całe życiorysy niektórych bohaterów reportażu, niejednokrotnie wraz z ich rodzicami czy partnerami. A piszę „częściowo”, bo potrafiłam się złapać na tym, że byłam autentycznie ciekawa ich losów. Muszę też wspomnieć o przytaczanych fragmentach w dialekcie, których zrozumienie było ciężkie, a momentami zwyczajnie odpuszczałam.

Może się wydawać, że ja tak narzekam i narzekam, ale absolutnie nie żałuję czasu spędzonego na lekturze tego reportażu.

Dostajemy krótki i treściwy wstęp (co jak teraz już wiem, jest dość niezwykłe dla Aleksandry Kozłowskiej) z zarysem historycznym dentystyki. Autorka przedstawia statystyki i metody walki państwa z opłakanym stanem zdrowia i uzębienia Polaków oraz braki w personelu. Nie tylko państwo starało się poprawić sytuację, ale też sami dentyści, niektorych poznacie w tej książce (pewnie lepiej niż byście chcieli 😉). Dla kogoś takiego jak ja, urodzonego w latach 90., realia PRLu są tylko opowieściami dziadków i rodziców, głównie o kolejkach i brakach wszystkiego, więc możliwość poznania tamtych czasów w konkretnej dziedzinie jest nie tylko ciekawa ale i szokująca.

Rozumiem, że tak naprawdę nie było możliwości przytoczenia przygód dentystów jak tego pierwotnie oczekiwałam. Część z nich już nie żyje, a ich dzieci tych historii nie znają, czy też zwyczajnie wspomnienia zatarły się w pamięci. Niemniej jednak „Ambulans jedzie na wieś” robi niezłą robotę w pokazaniu realiów tamtych czasów, wyzwań jakie czekały na młodych dentystów i przede wszystkim, że dentobusy w ogóle istniały!

Dziękuję Wydawnictwu Znak za przesłanie egzemplarza do recenzji.
Profile Image for Czytelniczy zamęt.
182 reviews2 followers
January 25, 2024
Nie wiem co mam napisać o tej książce, a to się rzadko zdarza. No ale spróbuję.

Przy wyborze lektury na początku patrzę na tytuł. Potem na opis na okładce i jeśli to przedpremiera to tyle, bo opinii na razie nie ma. No więc zdecydowałam się na tę właśnie pozycję mając nadzieję na ciekawe, czasem brutalne opowieści jak kiedyś rwało się zęby, jak naprawiano, jakby to powiedzieć - ogólna historia stomatologii w Polsce.

I o ile pierwsze rozdziały mnie zachwyciły, to potem czysta sinusoida. Świetnie bawiłam się przy historiach odnośnie do wczesnego leczenia zębów, tego jak to potem wyglądało na wsiach w PRLu, jak ludzie reagowali na dentobusy. Rozumiałam historie obwoźnych dentystów, jak to się stało że nimi zostali, jakie były ich przeciwności losu w trakcie tej pracy itd. Natomiast nie rozumiem po co historie życia ich rodzin tak dokładne, ciągnące się przez wiele rozdziałów, traktujące o fortepianach i tym co aktualnie znajduje się w starym budynku poczty. Ta książka mogłaby być krótsza, zawierająca jedynie wspomnienia o dentystach i krótkie historie lekarzy o ich karierze, o tym jak sama autorka docierała do tych wiadomości. Natomiast jest to dla mnie książka mało na temat i traktuje bardziej o powojennej historii wsi i jej rozwoju/kryzysie, niż o samym leczeniu zębów.

Nie zrozumcie mnie źle, nie jest to zła książka, ale chyba nie dla mnie i spodziewałam się po prostu czegoś innego. Pióro autorki wyśmienite, pięknie sprawdziłoby się w literaturze pięknej, genialne opisy, bardzo barwne i takie „kształtne”. Muszę też docenić zdjęcia, które rzadko można spotkać w reportażach, a szkoda - tutaj wiele wniosły w opowieść. Na plus na pewno humor i same „dentystyczne” historie, które są ciekawe i czasem niewiarygodne.

Myślę że książka może trafić do medyków oraz czytelników, którzy żyli w PRLu, może troszkę powspominają. No i do mieszkańców Warmii, bo to w większości ich tereny 😊
Profile Image for _coco_book .
460 reviews2 followers
February 19, 2024
🦷,,Ambulans jedzie na wieś. Śladami wędrownych wyrwizębów” to historie młodych stomatologów, którzy zaraz po ukończeniu szkoły zostali oddelegowani do leczenia zębów w małych miejscowościach w czasach PRL-u. Do dyspozycji mieli najczęściej dość skromnie wyposażony „dentobus” i musieli wykazać się ogromną determinacją w realizacji swojej pracy. A tej było bardzo, bardzo dużo. Pracowali od świtu do nocy chcąc pomóc jak największej liczbie osób. Ich praca polegała na wyrywaniu bolących zębów, naprawie wszelkich ubytków oraz edukacji pacjentów. Ostatnie z zadań było znacznie trudniejsze niż można było się spodziewać. Mieszkańcy polskich wsi w zdecydowanej większości nie myli zębów. Tkwili w dawnych przekonaniach, wierzyli w przesądy a stan ich uzębienia to była istna ruina. Najgorsze było to, że nie czuli potrzeby zmiany.

🦷Książka Aleksandry Kozłowskiej opowiada o bardzo ciekawym okresie w leczeniu zębów w Polsce. Pokazuje trudną drogę młodych stomatologów, ich ciągłą walkę z bólem i próchnicą. Książka jest ciekawym obrazem polskiej wsi oraz panujących tam zwyczajów i przekonań. Jest skarbnicą wiedzy o stosowanych niegdyś w stomatologii narzędziach, preparatach i substancjach. Zawiera mnóstwo zdjęć, które są świetnym uzupełnieniem opisywanych historii.

🦷Osobiście wolę trochę inny typ reportaży. W ,,Ambulans jedzie na wieś. Śladami wędrownych wyrwizębów” poznajemy losy kilkorga stomatologów. Momentami miałam poczucie, że ich historie były przedstawione chaotycznie a wiele informacji powtarzało się. Czułam, że w reportażu jest za dużo samej Autorki. Wolę, kiedy osoba autorka reportażu jest pobocznym obserwatorem opisywanego tematu a nie jego bohaterem. Ta opinia wynika wyłącznie z moich preferencji i nie zmienia faktu, że dzięki ,,Ambulans jedzie na wieś. Śladami wędrownych wyrwizębów” uzyskałam mnóstwo ciekawych i zaskakujących informacji o historii leczenia zębów.
Profile Image for Katarzyna.
11 reviews
February 28, 2024
Podczas podejmowania decyzji odnośnie recenzji tej książki kierowałam się tytułem i już w głowie miałam brutalne opisy wizyt w dentobusie, jednak dostałam całkiem co innego. Na fali "Chłopek" zaczęłam sięgać po takie tytuły i nieco zawiodłam się.

W powojennej Polsce absolwenci stomatologii muszą zdobyć doświadczenie. W związku z dużą biedą na wsiach wysyłano młodych lekarzy na wsie, do mobilnych dentobusów. Warunki były opłakane ale dla wielu ludzi była to jedyna szansa na wyleczenie zębów i pozbycia się bólu. Rachunek był prosty: młodzi uczyli się fachu a potrzebujący otrzymywali pomoc. Dentyści mieli też szansę głosić, że codzienne mycie zębów jest obowiązkowe i uchroni ich przed chorobami czy też próchnicą. Książka nie tylko ukazuje pracę stomatologów ale także obraz polskiej wsi, pokazuje jak ludzie w tamtych czasach byli zacofani oraz wielką biedę. Ból uśmierzali wódką i okładami z gorącego piasku.

Pióro Aleksandry Kozłowskiej jest bardzo lekkie i przyjemnie się czyta. Początkowe rozdziały mnie zaciekawiły ale im głębiej w las tym ciężej mi się czytało. Dla mnie za dużo opisów z życia i wycieczek autorki niż na prawdę opisów wizyt a na to byłam po prostu nastawiona.
Profile Image for Karbowianka.
353 reviews26 followers
December 14, 2025
Jestem pod wrazeniem pracy, jaka autorka wlozyla w ten reportaz. Jesli baliscie sie siegnac po te ksiazke, bo tak jak ja nie lubicie dentystow i opisow zabiegow, jakie przeprowadzaja, to juz sie nie martwcie - nie ma epatowania drastycznymi szczegolami (choc oczywiscie nie mozna bylo wyeliminowac wszystkiego). Arcyciekawy kawalek historii.
Profile Image for Kat.
287 reviews33 followers
January 12, 2025
Ciekawy pomysł, dobrze zebrane materiały, bałaganiarskie wykonanie.
Profile Image for smak_slow.
305 reviews16 followers
March 26, 2024
Nie trzeba lubić historii i interesować się medycyną, by książka „Ambulans jedzie na wieś. Śladami wędrownych wyrwizębów” sprawiła mnóstwo frajdy. Literatura faktu w fabularnej odsłonie, a przy okazji czyta się momentami jak literaturę sensacyjną. Podczas czytania towarzyszyło mi niedowierzanie, współczucie i ulga – cieszę się, że żyjemy w dzisiejszych czasach, choć często się przecież skarżymy na dentystów.
„Ambulans…” to opowieść o wędrownych stomatologach z czasów PRL. To także barwny portret powojennej wsi, obyczajów, przesądów, warunków, w jakich żyli ludzie. Ówcześni dentyści plombowali, czym mogli, częściej rwali. Walczyli nie tylko z szalejącą próchnicą, ale z ludzką niewiedzą, bólem i strachem. Zdarzało się, że musieli przyszyć odcięty palec albo odebrać poród.
Sposób, w jaki pisze autorka, sprawia, że książkę czyta się jak wciągającą powieść pełną zwrotów akcji i niesamowitych historii. Zaglądamy do wędrownych ambulansów czy pomieszczeń prowizorycznie przypominających sale szpitalne. Towarzyszymy wystraszonym pacjentom i trzymamy kciuki, żeby wytrzymali okropny ból. Przy tym wszystkim wędrujemy po pięknych polskich wsiach i miasteczkach.
Książka jest naprawdę fascynująca. Jej czytanie momentami wręcz boli…, a jednak człowiek bierze trzy głębokie oddechy pomiędzy akapitami… i czyta dalej.
Displaying 1 - 9 of 9 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.