Oto trwa wędrówka pewnej rodziny - ojca, matki i syna. To, co napotkają na swojej drodze, może być śmiertelnym zagrożeniem lub… upragnionym posiłkiem. Przetrwanie zależy od determinacji i wiary w cel. Co nim jest, że warto niestrudzenie przedzierać się przez gęstniejące mroki, by go osiągnąć?
Drapieżność krainy, przez którą brną bohaterowie Fungae, kontrastuje z ich ludzką kruchością. Mogłoby się wydawać, że jedyne, czemu warto zaufać, to siła i wola walki. Ale jest ryzyko, że i one się w końcu wyczerpią.
Stworzony przez Wojtka Wawszczyka i Tomasza Leśniaka organiczny świat przenika wszystko, dusi i pochłania, a jednocześnie pozwala na odnalezienie małych oaz bezpieczeństwa. Jednak nie można się w nich zatrzymać, trzeba iść. Cel wzywa!
Zacznijmy od tego, że ten komiks jest fantastycznie zilustrowany. To co robi tu Tomasz Leśniak, spokojnie stawia go na tej samej półce, na której są choćby komiksy Winshlussa, więc absolutnie nie dziwi mnie zainteresowanie Fantagraphics tym tytułem. To jak autor gra czernią, jak buduje mroczny klimat i zgrabnie domyka poszczególne epizody momentami ciszy, jest godne podziwu, ale również zdradza silne powiązania z animacją i tu chyba widziałbym wkład Wojtka Wawszczyka.
Być może klimat postapo to nie do końca coś, co jest w stanie mnie jeszcze porwać. Być może, jeśli chcielibyśmy poszukać drugiego dna, tropy interpretacyjne wydają się zbyt oczywiste, ale naprawdę trudno w tym przypadku nie być pod wrażeniem formy. Przykład fabuły, która przelatuje ci przed oczami jak animacja i sam musisz zdecydować czy to wada, czy zaleta
Mocno czekałam na ten komiks, gdy widziałam namiastkę rysunków w zapowiedziach moja wyobraźnia robiła fikołki... a po przeczytaniu nadal je robi, bo bardzo mi się podobało. FUNGAE, czyli GRZYBY, to wyjątkowo klimatyczny komiks, który serwuje czytelnikom ekstremalne emocje. Zupełnie nie dziwi mnie porównanie do The Last of Us. Oba te dzieła (choć w przypadku The Last of Us mamy do czynienia z grą i serialem, a FUNGAE to komiks) przerażają, bo dotykają największych lęków człowieka. Jest też bardziej bezpośrednie porównanie w postaci GRZYBÓW, które atakują wszystko, co się rusza. FUNGAE robi wrażenie, bo nie tylko jest to dzieło pięknie wykonane, ale także jest to opowieść uniwersalna i posiada ukryte znaczenia. Postapokaliptyczny obraz, w który wpadła pewna rodzina, ojciec, matka i syn - to wstrząsająca walka o przerwanie. Są momenty naprawdę trudne, dosadne, bezpośrednie. Są też momenty dające nadzieję, pokrzepiające, lecz one nigdy nie trwają długo. Dżungla jest wszędzie, wszyscy wszystkich zjadają i trzeba zabijać, by żyć. Straszne, ale i szalenie prawdziwe. TRZEBA IŚĆ, ŻEBY ŻYĆ - prostota tego zdania zdumiewa, a fakt, że na nim zbudowano całą fabułę, każdą emocję, dramatyzm, obsesyjne poszukiwanie czegoś - zachwyca. I właśnie - ta obsesja, by iść, by iść mimo wszystko, mimo bólu, niepewności, iść nawet gdy droga jest złudzeniem, a cel nigdy nie był realny... Nagle czytelnik zadaje sobie to pytanie: Co oni robią? Po co to? Gdzie tak idą? Gdzie wszyscy idziemy? I właśnie wtedy ten komiks staje się sprawą prywatną. Za ten niewiarygodnie inteligentny scenariusz odpowiada Wojtek Wawszczyk, a za podstępnie wijące się ilustracje Tomasz Lew Leśniak. Jestem pełna podziwu, bo wszystko tu zagrało. Kreska, która trochę przywodzi mi na myśl ilustracje Chrisa Moulda (jednego z moich ukochanych artystów) rewelacyjnie wypełniona kolorem, z którym bawi się rysownik, zmienia dzięki barwom temperaturę, podnosi ciśnienie i je obniża precyzyjnie i pięknie. Tak, bardzo podoba mi się FUNGAE. I koniec... warto dobrnąć do niego, bo buzia się otwiera z niedowierzania, a oczy nie mogą objąć smutku przekazanej w tym dziele prawdy. Tak... TRZEBA IŚĆ, ŻEBY ŻYĆ... FUNGAE jest rewelacyjnie wydanym komiksem, na fantastycznym, albumowym papierze, z dbałością o kolory. Okładka zaraz łapie nasz wzrok, a umysł instynktownie, jak w grze, szuka znaczenia. Oczywiście polecam, bo to świetna opowieść i z naszego, polskiego podwórka. Warto doceniać naszych - zwłaszcza gdy robią coś tak dobrego.
„Fungae” to połączenie „Artura i Minimków” i „Krudów”, tylko dzieje się w świecie postapokaliptycznym, nie prehistorycznym i jest dużo mroczniejsze. Mężczyzna, kobieta i chłopiec przemierzają dziką przyrodę na poziomie ściółki, bowiem wszystko dookoła a zaczynając od grzybów, kończąc na komarach, jest od nich większe. Idą do celu, którym nie wiadomo co jest, ani gdzie go szukać, ale musi istnieć. Zresztą wydaje się, że to nie cel jest ważny, a droga, bo bohaterowie powtarzają jak mantrę, że „trzeba iść, żeby żyć”. Oczywiście muszą walczyć o przetrwanie i pożywienie w sposób czasem brutalny, wrogiem są nie tylko owady, których wokół mnóstwo, zabija ich też sama dżungla. Rodzina przedstawiona jest w sposób archetypiczny, podział ról i postawy dorosłych są bardzo stereotypowe - groźny ojciec, nastawiony na walkę i przetrwanie vs troskliwa i opiekuńcza matka, ale pomiędzy wieloma strasznymi scenami znalazło się kilka czułych i ładnych. Fabuła jest raczej prosta i oczywista w interpretacji, ale samo przesłanie mi się podoba - jaki sens ma gonienie całe życie za celem, czy ta pogoń powinna przysłaniać wszystko inne i co jeśli okaże się, że na końcu drogi nie czeka wymarzona nagroda? Chociaż sama historia niekoniecznie mnie porwała, grafika zrobiła to bez wątpienia. Komiks jest niezwykle dynamiczny, bardzo dużo się dzieje, ogląda się go jak film akcji. Nieposkromiona i zagrażająca siła natury jest świetnie oddana w kadrach, ciemne kolory podkreślają mroczną atmosferę. To dla mnie ponadprzeciętnie narysowany przeciętny komiks.
Podobał mi się klimat komiksu, ale nie podobała mi się duża ilość pustych stron, bez których dalej czułabym jego atmosferę, a komiks byłby krótszy pewnie o jakieś 20-25% i kosztowałby proporcjonalnie mniej.
Uczta dla oka! ...ale gdyby oczy mogły jeść, to byłaby to biesiada dla niewybrednych, pełna ciężkiej strawy. Jest mrocznie i bardzo organicznie. Tomasz Leśniak narysował to, co wydawało się chyba niemożliwe do narysowania - gęsta (dosłownie) dżungla, nieprzyjazna i zabójcza, ciemna i obślizgła. Bagna, soki i rozmaite wydzieliny niemalże wylewają się z kolejnych stron. Piękna to brzydota. Co do zaś opowiedzianej tu historii... widzę, że wiele osób narzeka na fabułę i choć zgodzę się, że pozornie nie jest zbyt górnolotna, to moim zdaniem, w połączeniu ze wspomnianą przeze mnie warstwą wizualną, broni się i naprawdę wciąga (wchłania czytelnika w swoje mokre, tętniące życiem wnętrzności). I tak, z jednej strony to prosta historia drogi, a z drugiej, mam wrażenie, że to w pełni metafizyczna opowieść - o niezgodzie na zastany porządek rzeczy i o trudach ucieczki od tej rzeczywistości oraz ostatecznie o niebezpieczeństwach wyjścia poza schemat, które niestety nie zawsze prowadzi do nowego i lepszego świata. Podoba mi się w tym komiksie to niesamowite rozdwojenie: jest obleśnie i z humorem a jednocześnie pięknie i filozoficznie. Brawa dla autorów.
Mam lekki problem z tą pozycją. Bardzo podoba mi się świat, dosyć mroczny, trochę obleśny. Nie jestem pewien czy do tego świata, który mimo swojej niezwykłości opiera się na dosyć realistycznej kresce, pasują mi bohaterowie ze swoją uproszczoną fizjonomią i wielkimi nosami. Było to coś, co zastanowiło mnie, jak tylko wkroczyli na scenę i nie opuściło w zasadzie do samego końca.
Zostawiając te wątpliwości na boku "Fungae" jest jednak opowieścią, która działa. Było strasznie, było zabawnie, było nawet wzruszająco. Przekaz wybrzmiał, opowieść sprawiła wrażenie kompletnej.
Myślałem że ten komiks będzie miał bardziej rozwiniętą fabułę. Ogólny kształt fabuły był świetny ale samej fabuły było naprawdę mało. Nie odbiera to jednak świetnej szaty graficznej i kolorystyki. Przez większość komiksu nie ma żadnych dialogów. Tak samo cena komiksu, jak na to że komiks czytało się max 30-40 min to naprawdę cena jest bardzo wysoka. Podsumowując, fabuła była naprawdę spoko gdyby był bardziej rozwinięta. 2,5/5⭐️
Jakie to jest dobre. Klimat The Last of us, a do tego świetnie napisane i narysowane. Nie przeszkadzały mi czarne strony, a wręcz, jak dla mnie - robiły mi rzeczy z głową. Polecam mocno!