Nie wiem, jak to jest u was, ale niestety ja często tak mam, że rozpoczynam serie, a później zwlekam z ich kontynuowaniem. Pierwszy tom serii z Meekhańskiego pogranicza niezwykle przypadł mi do gustu i na logikę powinnam się rzucić od razu na kolejne tomy, ale nieee. Musiało trochę minąć nim wzięłam na tapet drugi tom serii.
Tym razem odwiedzamy kolejne dwie strony Meekhanu.
Na wschodzie poznajemy Kailean, Meekhankę czystej krwi, będącą członkinią wolnego czardanu pod przywództwem Genno Laskolnyka, mężczyzny, który wśród żołnierzy jest legendą. Czardan inaczej można by przyrównać do grupy najemników. Ale to nie jest zwykła banda mieczy do wynajęcia. Każdy z członków tej grupy jest wyjątkowy na swój sposób, każdy skrywa własne tajemnice i każdy z nich potrafi zaskoczyć. Przez kolejne opowiadania patrzymy, jak członkowie tej grupy się docierają i jak powoli stają się rodziną, głównie jednak skupiamy się na Kailean i to z nią bierzemy udział w przygodach Czardanu, jednocześnie poznając jej historię i doświadczenia.
Najmocniejszym opowiadaniem tej części pod względem emocjonalnym było ostatnie opowiadanie „Oto nasza zasługa” rytuał ze świecą i uzewnętrznienie swoich prawd przez naszych bohaterów stworzyło świetną scenę, która zapada w pamięć.
Jeżeli chodzi o Zachód to tu mamy bardziej przygody łotrzykowskie. Ze stepów przenosimy się do miasta, a zamiast grupy śledzimy przygody bardzo sprytnego złodzieja Altsina.
Altsin jest złodziejem utalentowanym, przez co zostaje wplątany w niebezpieczne rozgrywki kościoła i politykę, w wyniku których jego życie zmienia się o 180 stopni.
Altsin jest postacią, którą się lubi od pierwszej chwili, więc boli, gdy obserwujemy czego doświadcza. Na szczęście nie gubi sarkazmu i poczucia humoru co zdecydowanie dodawało mu charakteru.
Tak jak w poprzednim tomie bardziej pokochałam bohaterów północy tak w tym mimo całej sympatii do Altsina, bohaterowie Wschodu skradli moje serce. Zdaje się, że mam słabość do grup przyjaciół, których łączą wspólne doświadczenia i do których „paczki” chciałoby się dołączyć, albo chociaż przysiąść na chwilkę.
Specjalnie nie chcę zdradzać wam za dużo, jeżeli chodzi o fabułę wszystkich opowiadań, bo każda historia daje podwaliny pod kolejną. Wszystkie przenikają się wątkami i z każdym opowiadaniem odsłaniają kolejne warstwy poszczególnych nitek fabularnych. Przygodą samą w sobie jest to odkrywać.
Ten tom nie dostał ode mnie 10 gwiazdek jak tom poprzedni, tylko dlatego, że część północna wzruszyła mnie na tyle, że uroniłam łezkę lub dwie 😊. Tu mimo tego, że wszystkie opowiadania bardzo mi się podobały, to nie udało im się zszargać moich uczuć.
Pan Wegner ma świetne pióro i wszystkie historie czytało mi się bardzo przyjemnie. Autor zdecydowanie nie oszczędza swoich bohaterów, którzy w mojej opinii są wyśmienicie wykreowani. Świat jest bardzo plastyczny. Przepełniony magią, walką, okrucieństwem, ale i wartościami prawdziwych bohaterów. Jest to epicka historia pełna przygód, którą jak najbardziej polecam.