Kolejna książka z cyklu „Księga Całości”. Tym razem intryga obejmuje starania byłych władców grombelardu o odzyskanie krainy spod protektoratu cesarstwa. Powieść rozwija wiele wątków politycznych obecnych w poprzednich jego książkach. Dla tych, co czytali Króla Bezmiarów i Grombelardzką legendę – prawdziwa uczta duchowa. Ponowne spotkanie z kotem Rbitem, Królem Gór Kragdobem i innymi . W tle pobrzmiewa echo wydarzeń i intryg z Pani Dobrego Znaku. Ale i nowi czytelnicy znajda tu coś dla siebie. Odkryją soczysty styl pisarski Kresa i zachwycą się intrygą. Poczują też smutek przedwczesnej śmierci bohaterów. „Porzucone królestwo” to najmroczniejsza ze wszystkich książek Kresa. Gorzka, okrutna opowieść o zawiedzionych marzeniach, niespełnionych miłościach i straconych złudzeniach. Zdrada, gniew, nienawiść. Jeśli zbrzydła ci rzeczywistość wstąp do „Porzuconego królestwa” . Dowiesz się, jak paskudny może być świat i pokochasz ten, w którym żyjesz. Książka nie dla każdego! Dla prawdziwych kobiet i mężczyzn, nie dla dziewczynek i chłopców…
"Porzucone królestwo" to pierwszy tom, gdzie spotykamy niektórych bohaterów z poprzednich części. Na tym etapie znamy już Szerer, kojarzymy dobrze jego krainy, sytuację polityczno militarną i pewne postaci.
Ciężko ocenić kto jest głównym bohaterem tej powieści, jest ich kilkoro i niestety nie wypadło to wszystko najlepiej. Wątki poszczególnych postaci niby się przeplatały, ale jednak nie do końca. Czułam tutaj trochę chaos, trudno było mi skupić się na losach konkretnej postaci, bo co się wyciągnęłam w wydarzenia związane z jednym bohaterem, to już następował przeskok do innego. Lubię Ridaretę, którą poznaliśmy w "Królu bezmiarów", więc bardzo się cieszę, że tu dostała większą rolę. Ona i Kragdob najbardziej ciekawili mnie spośród postaci wybranych do tej powieści.
Ciężko opisać fabułę tej książki, ponieważ każdy z bohaterów miał swoje zadania związane po części z wydarzeniami z poprzednich tomów, więc ciężko uniknąć spoilerów. I mimo tej wady, że skakało się od jednego do drugiego i trudno wyodrębnić główną fabułę, to "Porzucone królestwo" czytało mi się świetnie i naprawdę bardzo dobrze się bawiłam 😂
To co najbardziej mi się podobało w tym tomie to klimat! Jest wspaniały! Surowy, brutalny świat, a w nim: niegościnne góry Grombelardu i nadmorskie miasteczko z portem, czyli klimaty, które bardzo lubię 😍 Uwielbiam Świat z tej serii, świetnie się w nim czuję i jest dokładnie taki, jaki powinien być w dojrzałym fantasy!
Kolejna rzecz to styl autora - bardzo za nim przepadam. Nie jest może prosty, ale bardzo przyjemnie czyta mi się książki Kresa, ciężko mi dokładnie ocenić czym jest to coś, co to sprawia, ale tak jest! Do tego w tej części autor pozwala nam odczuć wiele emocji, nie brakuje brutalnych czy chwytających za serce scen. Są też takie rozgrzewające serducho i napełniające sentymentem czy podziwem.
Ten tom ma pewne swoje wady, ale bardzo miło mi się go czytało, sprawił mi wiele przyjemności i będę go wspominać bardzo pozytywnie 😍 A Was zachęcam do spróbowania Księgi całości - może akurat spodoba Wam się ta seria. Jedno z najlepszych polskich fantasy, jakie miałam okazję do tej pory czytać ❤️
W Porzuconym Królestwie wracamy do grombelardzkiej krainy osnutej mgłą i legendami. Bo bez legend, Grombelard to tylko kamienie i deszcz. Więcej nic. Dawny lokalny przywódca Basergor-Kragdob wraca w góry razem ze swym kocim przyjacielem, Rbitem, chcąc odbudować dawną potęgę wraz ze swoimi sojusznikami. Jednak przez lata zmienił się nie tylko świat, ale zmienili się również sami bohaterowie, o czym niektórym przyjdzie się gorzko przekonać.
Podchodząc do siódmej odsłony Księgi Całości muszę przyznać, że miałem bardzo wyśrubowane oczekiwania. O ile początkowo nie wiedziałem czego mogę się spodziewać, tak po kilku tomach i wspaniałej Grombelardzkiej Legendzie oraz Pani Dobrego Znaku, liczyłem, że Porzucone Królestwo zwali mnie z nóg. Lektura nie do końca dostarczyła mi takich emocji, jakie oczekiwałem i muszę przyznać, że mimo całego kunsztu pisarskiego autora, który zdecydowanie plasuje się w topce moich ulubionych autorów, ten tom będzie jednym z moich najmniej ulubionych z serii.
Na pewno ogromnym plusem tej książki jest to, że po raz kolejny odczuć można powrót do wcześniejszych odsłon Księgi Całości. W trakcie opowieści przewijają się nie tylko postacie znane z Grombelardu, ale także mroczna Riolata czy Alida, wciąż przebywająca na Agarach. Nadal jestem pod wrażeniem całego świata z serii, który dzięki kolejnym historiom poznaję coraz lepiej. Jako czytelnik często zastanawiam się jakie są dalsze losy bohaterów o których miałem okazję czytać – w przypadku serii Felisa Kresa nie muszę się zastanawiać, bo autor sukcesywnie przedstawia życiorys postaci, co do których można było mieć podejrzenia, że więcej nie pojawią się na kartach książek.
Po raz kolejny autor udowadnia, że w mistrzowski wręcz sposób gra na emocjach, raz po raz rzucając swoim bohaterom kłody pod nogi. Klimat całego tomu świetnie oddaje samopoczucie w górskiej krainie, a jednocześnie stanowi ogromny kontrast do tego, o czym można było czytać w Pani Dobrego Znaku. Całość ma bardzo gorzki wydźwięk, nie wspominając o dosłowności, czy brutalności, do której zdążyłem się już w tej serii przyzwyczaić.
Niezaprzeczalnie Księga Całości to fantastyka przez duże F. Świetnie napisana fabuła, charakterni bohaterowie i zwroty akcji, które chwytają za serce. Autor raz po raz pokazuje swój kunszt pisarski, nie tylko w konstrukcji całego uniwersum, ale również i samych postaci, których losy po prostu chce się poznawać. Twórczość Feliksa W. Kresa to zdecydowanie seria, którą powinno poznać więcej osób i bardzo się cieszę, że dzięki fabrycznemu wznowieniu i ja mogę dołączyć do grona fanów.
3.5 Druga połowa podniosła, bo szczerze w pierwszej prawie nic się nie wydarzyło. Nie jest to może moja ulubiona seria, ale doceniam niektóre elementy i doczytam do końca.
Z piątą książką cyklu, wydaje się równie krótką stronicowo co "Pólnocna granica" ale ciekawszą, wracamy z Kresem do krain Szereru już znanych, a szczególnie do tej jednej, najcięższej dla swych mieszkańców i zgoła nagiej i niespokojnej - do Grombelardu, górskiej krainy zbójeckich hersztów, ciężko pracujących na swe utrzymanie grombelardczyków i niegdyś sławetnych kotów gadba, ale przede wszystkim skalistych gór, mocnego wiatru, wiecznie obecnego deszczu, mżawki i dżdżu, i gwałtownych burz słyszanych z daleka... Do Grombelardu, który podupadł po opisanych wcześniej zdarzeniach - od opuszczenia regionu przez trzymającego rozmaitych zbójów na postronku Basergora Kragdoba Glorma, przez szaleńczą ideę i próby rozpętania wojny Szerni z Alerem nad najbardziej niedostępnym regionem Gór Ciężkich, przez nieoczekiwane akcje sępów, przez walki hersztów o nowy tytuł Króla Gór uderzające tak w siły imperium jak i zwykłych mieszkańców, przez wycofanie sił imperium armektańskiego do jednego miasta portowego, Londu, i do potrójnego pogranicza, po ponowne powstanie ze zgliszcz i prochów przeszłych legend królestwa Dartanu które dało łupnia Armektańczykom z okalających go regionów cesarstwa, Grombelard, tytułowe "Porzucone królestwo", został niemal opuszczony przez cywilizowanych mieszkańców poza drobnymi i wąskimi regionami tuż na granicy dartańskiej i Londu, miasta portowego obecnie pełniącego rolę stolicy krainy. Do tego "domu" decyduje się wrócić Glorm z Rbitem i przyjaciółmi. Z ciepłych i spokojnych poniekąd "wakacji" i emerytury w Dartanie i na Agarach legendarny władca gór chce wrócić między mokre skaliste szczyty, chce odbudować krainę na modłę historyczną, tj. skupioną wokół głównych traktów i 4 dużych miast-twierdz, wykorzystując do tego zarówno ciche przyzwolenie nowej królowej Dartanu (która zapewne liczy na zarówno zapewnienie spokoju na granicy grombelardzkiej jak i jednoczesne dalsze osłabienie cesarskich wpływów armektańczyków), brak zorganizowania i porządku, powszechną niezgodę i ból "starych" mieszkańców, w niemal całej krainie, czy skupienie wpływów imperialnych do zaledwie 1 dużego miasta - portowego Londu, gdzie obecna cesarzowa Werena przeniosła imperialnych przedstawicieli. W takim legendarnym powrocie Glorm liczy na wsparcie wszystkich przyjaciół, którzy z nim krainę niegdyś opuścili i tych, którzy w Grombelardzie zostali. Szybko się jednak okazuje, że nie wszystkim w smak powrót legendarnego króla gór czy ciężka i niebezpieczna praca u jego boku w zimnie, znoju i krwi. Wielu niegdysiejszych przybocznych największego herszta ułożyło już sobie życie inaczej - jedni porozjeżdżali się po imperium za dalszymi przygodami i skarbami, inni zapuścili korzenie lub pobudowali sobie nowe domy, jeszcze inni zmienili zatrudnienia i rozpoczęli nowe kariery... Na szczęście nie brakło Glormowi żądnych przygód i krwawo opłaconej chwały awanturników z Dartanu gotowych dołożyć miecza do wyprawy "w góry". Z planami Glorma i Rbita zbiega się także decyzja ojca Glorma, mędrca matematyka Szerni Tamenatha-Przyjętego przebywającego ze swym synem na Agarach, o podróży w góry w poszukiwaniu legendarnego "strażnika praw" ponoć zakopanego gdzieś w zniszczonym regionie. Na tą wycieczkę decyduje się ze sobą zabrać niestabilną, znaną z poprzedniej książki, magicznie utrzymywaną przy życiu przybraną córkę Raladana, rodzoną córkę króla bezmiarów Demona Walki, Ridarettę Riolattę będącą uosobieniem porzuconego rubinu Geerkoto. Glorm spędziwszy trochę czasu w towarzystwie swego przyjaciela Raladana, obecnie samozwańczego księcia Agarów, miał też trochę do czynienia z ową córka i na swoją wyprawę jej nie chciał wziąć, jego ojciec jednakże wierzy, że jest w stanie nad nią zapanować i ukierunkować zapał i energię w niej zaklęte. Obie podróże są w niesmak niegdysiejszej przybocznej Glorma, Armie, która wcześniej prosiła Glorma o powrót i pomoc bez odzewu. Arma, po odejściu króla gór, zdecydowała się posiadane talenty szpiegowo-manipulatorskie jakimi wspierała "rządy" Kragdoba użyczyć Werenie, córce imperatora, by jednocześnie szybko zostać namiestniczką Trybunału i utrzymać ukochany Grombelard przed całkowitą zagładą... obecnie, gdy Werena powróciła do stolicy jako nowa cesarzowa, Arma niejako rządzi pozostałościami Grombelardu a właściwie Londem... W miejse cesarzowej Wereny wysyłany jest jej brat. A całość jeszcze spina sieć kłamstw, przekłamań, niedomówień, pozorów i akcji od Dartanu po Grombelard jaką rozpiął książę gór, koci przyjaciel Glorma, Rbit. W tak specyficznych warunkach Kres umieszcza czytelnika by u boku Glorma odwiedzić najbliższych przyjaciół i rozpocząć podróż po porzucone królestwo, u boku Tamenatha rozpoczynającego kolejną wędrówkę z niebezpieczną towarzyszką, i u boku Army, specjalistki od półprawd i inwestygacji, obecnie namiestniczki trybunału imperialnego, która musi sobie poradzić z nowym "błękitnokrwistym" namiestnikiem cesarzowej. I choć taka mieszanka wskazuje na bardzo przygodową i pełną awantur historię, książka Kresa skupia się na rozważaniach i wspomnieniach bohaterów, na zawiedzionych postaciach, niespełnionych marzeniach i różnorakich miłościach, czy wreszcie straconych złudzeniach. Zdrada, strata, gniew, nienawiść, ból, wspomnienia - oto czym ta część cyklu żyje najmocniej. Choć zwięzła stronicowo, i niejako opisowo, pozostaje bogata w intrygi w intrygach, przykrytych półprawdami i marzeniami, przeplecionymi odrobiną magii i dawką wspomnień i ludzkich relacji... Niewątpliwie ponury klimat regionu porzuconego królestwa widoczny jest w malowanej fabule i kolejnych spotkaniach wzbogaconych dużą dozą refleksji. Książka ta ma w sobie gorzki smak szarego realnie okrutnego świata, gdzie nie wszystko się udaje, nie wszyscy rzucają się pod miecz dla przyjaciela czy chwały, a bohater nie wychodzi ze wszelkich starć bez obrażeń lub bagażu ciążącego po grób. W tym aspekcie historia tej krótkiej części cyklu przywodzi na myśl najlepszych przedstawicieli mrocznego "realnego" fantasy, np. Martina, Ericksona, Gavriel Kaya czy Bretta... Proza Feliksa Kresa jest tu brutalna jak realia świata, w którym umieścił swych bohaterów, melancholijna chwilami jak uczucia miotające wspominającymi przeszłość bohaterami, zasupłana i niespodziewanie zaskakująca czytelnika knowaniami i obrotami spraw, jakie owi bohaterzy realizują na przestrzeni przed i w trakcie poszczególnych wędrówek. Słodki smak sukcesu jest co chwila zmywany gorzkim smakiem częściowej porażki, gdy na jaw wychodzą tajemnice i ceny życia codziennego w Szererze. Oczywiście, jak na Kresa przystało, nie zabrakło gwałtownych akcji - sam cel Glorma obiecuje krwawe potyczki, towarzyszka jego ojca gwarantuje, że coś pójdzie prędzej czy później zbytnio nie tak a wtedy będzie tylko krew i pożoga, koci spryt Rbita wskazuje na zaskoczenia jakich napewno doświadczą wrogowie Basergor Kragdoba, czy wreszcie stanowisko Army jako wysoko postawionej, obrażonej na wielu starych przyjaciół, nieformalnie rządzącej miastem przyjaciółce cesarzowej, która ma przed sobą wiele zadań, wiele knowań i równie wielu graczy do matowania, szachowania i patowania w odwiecznej rozgrywce polityczno-społeczno-uczuciowej. Atutem pozostaje bogactwo kulturalne i językowe, i związane z nimi zgrzyty, mieszkańców Szereru - z jednej strony historia jest pełna wulgaryzmów i stwierdzeń bardziej dla pełnoletnich niż dzieciaków ukrytych w opisach scen i w tekstach śpiewanych przez piratów szant mających swój paskudny "urok", z drugiej Kres umieszcza w ustach i myślach swych bohaterów bogactwo szczerych prawd chwilami dziwnie brzmiących w ustach ludzi, minimalistycznych stwierdzeniach łotrów, czy drugich dnach ujawnianych przez dworzan i ludzi u władzy. Bez wątpienia ta piąta książka cyklu, czerpiąca mocno z nitek fabularnych "Króla Bezmiarów" i "Grombelardzkiej legendy", mimo prostoty i krótkości wypełnia strony wszystkim co dobre a niekoniecznie płytkim mordem. Mrok i znoje świata przedstawionego, niezależnie od miejsca pobytu bohaterów, ukazuje wymiar magicznie realny, w którym czytelnik może się zatopić, dać porwać fabule by od bliska połowy książki zaczerpnąć krótki oddech dopiero u końca wraz z bardzo nieoczekiwanymi zwrotami akcji. Oczywiście, niektórzy czytelnicy mogą się zgubić i trafić na jakiś brzeg płycizny literackiej gdy owe prądy w fabule ich nie pociągną w dół strumienia zdarzeń, jednakże dla fana serii jest to bardzo nikła możliwość. Czy zatem można ją polecić czytelnikowi ogólnemu? Czystej wartkiej i magicznej akcji jest tu nieporównywalnie mniej aniżeli w "Królu Bezmiarów", przygodowych zmagań w mrocznym klimacie i krwawych starć znacznie mniej jak w "Grombelardzkiej legendzie", epickiej grand-przygody pełnej sukcesów z dozą porażek bez miary mniej jak w uspołecznionej i upolitycznionej wojnie "Pani dobrego znaku"... Mimo wszystko właśnie ów unikalny klimat, trochę akcji, dużo tajemnic wychodzących na jaw to tu, to tam, i stawiających obraz świata i relacji w drastycznie innym świetle od pierwotnie spodziewanego i używanego, wszystko to, co jest mroczno-piękne w tej książce (choć nadal wydaje się, że powinno być bardziej dopracowane i opisane przez Kresa na przestrzeni dodatkowych setek stron ;)), jest tu do znalezienia i docenienia, dlatego można ją traktować jako uzupełnienie, kolejny tom, przygody zaczętej w 2iej i 3iej książce cyklu. Dla fanów tamtejszych obrazów jest to dużo smaczniejszy kąsek literatury aniżeli lżejsze "Północna granica" i "Pani dobrego znaku", dla innych jest to po prostu kawałek dobrej literatury fantasy polskiego pisarza - słowem fantasy, w której pierwsze skrzypce grają działania i relacje ludzkie a nie niewyjaśnione magiczne efekty i moce nieśmiertelnych sił.
Na każdy tom „Księgi Całości” w nowym wydaniu od Fabryki Słów czekam z niecierpliwością, ponieważ Feliks W. Kres za każdym razem potrafi zaskoczyć mnie czymś nowym. Do tego te świetne okładki, którymi po prostu jestem zachwycony i mógłbym je sobie powiesić na ścianie jako obrazy.
W „Porzuconym królestwie” powracamy do bohaterów znanych z dwóch części „Grombelardzkiej legendy”, czyli moich ulubionych tomów tej serii oraz „Króla Bezmiarów”. Tym razem Glorm oraz L.S.I. Rbit, dawni nieoficjalni władcy górzystego kraju, wracają do swoich dawnych włości, by odtworzyć swoje królestwo. Na ich drodze stanie jednak ich dawna podwładna, która w przeciwieństwie do nich, ma za swoimi plecami legalną organizację w Służbie Jej Cesarskiej Mości. Warto także wspomnieć, iż w tej powieści autor wspomina także o zmianach, zachodzących w Dartanie, które mogliśmy śledzić w „Pani Dobrego Znaku”. Widać, że fabuła całej serii coraz bardziej się zazębia, a wątki oraz bohaterowie z różnych tomów przeplatają się ze sobą.
Fabuła „Porzuconego królestwa” jest niezmiernie ciekawa, ale również ukazana w sposób, który mi się spodobał. Akcja pokazana została z perspektywy różnych osób, każdy z nich ma inny motyw swojego postępowania, a dzięki takiemu zabiegowi, możemy poznać je wszystko, co tylko wpływa pozytywnie na lekturę tej książki. Ponadto, Feliks W. Kres nie bawi się w subtelności, ukazując wszystko co brutalne i brzydkie. Radzę na wszelki wypadek zaopatrzeć się w chusteczki podczas czytania, bo mogą się Wam przydać, bowiem autor nie zamierza oszczędzać nikogo. Do tego, autor skupia się jedynie na najważniejszych wydarzeniach i pomija żmudne walki o kolejne miasta, by nie zanudzić czytelnika.
„Porzucone królestwo”, jak i całą „Księgę Całości” gorąco polecam. Powoli staje się ona jedną z moich ulubionych polskich serii fantasy. Bardzo się cieszę, że Fabryka Słów wzięła się za nowe wydanie tej serii, ponieważ zasługuje ona na większe grono fanów.
Po więcej recenzji zapraszam na Instagrama @chomiczkowe.recenzje
Po latach nieobecności król Ciężkich Gór, Basergor-Kragdob, wraca do Grombelardu. Kraina, którą niegdyś znał i kochał zupełnie się zmieniła.
W „Porzuconym Królestwie” znów spotykamy bohaterów znanych już z „Króla Bezmiarów” czy „Grombelardzkiej Legendy” i niezmiernie mnie to ucieszyło, ponieważ bardzo te dwa tomy lubię. Na tym etapie opowieści wiele wątków z poprzednich tomów zaczyna się na siebie nakładać, widzimy jaki wpływ na krainy Szereru, oraz na znanych nam już bohaterów, mają wydarzenia dziejące się na przestrzeni serii.
Ten konkretny tom rozkręcał się zdecydowanie najdłużej. Przez połowę książki zastanawiałam się co konkretnie jest główną fabułą i nie mogłam wciągnąć się w historię. Jednak im dalej, tym robiło się ciekawiej. Autor nie oszczędza swoich bohaterów, jest brutalnie i nieprzyjemnie. Ten tom wypełniony jest smutkiem, żałością i goryczą. Grombelardzki deszczowy, nieprzyjazny klimat idealnie współgra z negatywnymi emocjami, które wywołuje ta trudna opowieść. Mimo wszystko pojawiła się też jedno, bardzo pozytywne uczucie, mianowicie przyjaźń. Więzi między bohaterami są prawdziwe i naturalne a samo zakończenie może wywołać niemałe wzruszenie.
Wielowątkowość książek Kresa dla jednych może być minusem, dla innych zaś ogromnym plusem. Uważam, że każdy czytelnik znajdzie dla siebie wątek, który wyjątkowo pokocha, przez co te pozostałe mogą odrobinę nudzić. W przypadku „Porzuconego Królestwa” takim moim ulubionym wątkiem był zdecydowanie ten skupiający się na Ridarecie. Szalona Ridi to prawdziwy rubin tego tomu.
Niezmiennie uważam, że „Księga Całości” to głęboka, emocjonująca i zaskakująca seria. Choć ten tom porwał mnie najmniej to i tak wyniosłam z niego wiele ciekawych wniosków a jego ponury klimat zadziwiająco mocno przypadł mi do gustu.
Pani Dobrego Znaku. Wieczne Cesarstwo nie do końca mnie ukontentowała. Na szczęście gdzieś w głowie wciąż tliły się piękne czytelnicze wspomnienia z poprzednich odsłon Księgi Całości, dlatego niezrażona słabszym tomem postanowiłam sięgnąć po Porzucone królestwo, czyli w sumie siódmą odsłonę fantastycznego cyklu Feliksa W. Kresa.
Człowiek i kot. "Basergor-Kragdob, król Ciężkich Gór i górskich rozbójników, opuścił swoje królestwo. W poszukiwaniu spokoju i odpoczynku, uciekł do Dartanu. Zostawił za sobą Góry, władzę i przyjaciół. Znalazł tylko nową wojnę i dojmującą samotność. Teraz wraca, pogodzony z własnym przeznaczeniem, gotów stawić mu czoła, ale na własnych warunkach.
Minęło jednak, jakby mimochodem, kilkanaście lat. W tym czasie Grombelard zdziczał do reszty. Wrogowie urośli w siłę. Dawni towarzysze poszli pod inne komendy albo od dawna nie żyją. Przyjaciele zbudowali domy, założyli rodziny i wcale nie tęsknią za straceniem życia na skalistym gościńcu.
Glorm został sam. Ze swoją tęsknotą, świadomością popełnionych błędów i zmarnowanym życiem. Powinien się poddać, przyłączyć do pirackiego księcia na Agarach i zginąć z mieczem w ręku w jakieś morskiej awanturze. Ale, choć mógł uciec z Ciężkich Gór, nigdy nie zdoła wyrwać ich ze swojej duszy. Musi wracać do domu."
Bohaterów moc. Ilość starych bohaterów, którzy pojawiła się w tym odcinku, trochę mnie przytłoczyła. Miałam wrażenie, że w tym przeplataniu wątków poszczególnych „gwiazd” wkradło się trochę chaosu i niepotrzebnego pośpiechu.
Niemniej jednak fabuła była intrygująca, a śledzenie losów Basergora-Kragdoba, kociego wojownika Rbita, Kragdoba, Army, Tamenatha i Ridarety (czy o kimś zapomniałam ;)) miało swój urok, a przede wszystkim klimat.
Ponadto dalsze odkrywanie surowego świata Księgi Całości, jak i rozliczanie poszczególnych bohaterów (nie zdradzę szczegółów, bo musiałabym pokusić się o spojlery i mocne nawiązania do poprzednich odcinków), przyprawia mnie o lekki dreszczyk emocji.
Język zaś, którym posługuje się autor, powoduje, iż przez powieść po prostu się płynie, a wady i niedociągnięcia toną w nadmiarze emocji i pełnym sentymentu scen.
Dlatego czytajcie Porzucone królestwo Feliksa W. Kresa, bo to doskonała kontynuacja jednego z najlepszych fantasty, jakie spotkacie na polskim rynku.
Po poprzednim tomie, który nie przypadł mi do gustu, bałam się sięgnąć po „Porzucone królestwo”, jednak na szczęście ta część okazała się o wiele lepsza od swojej poprzedniczki.
W „Porzuconym królestwie” ponownie spotykamy bohaterów z „Króla Bezmiarów” (Raladan i Ridareta) oraz „Grombelardzkiej legendy” (Basergor-Kragdob) to postacie, które są szalone, nieobliczalne, ale także waleczne i dla swoich przyjaciół i bliskich zrobią wszystko.
Po raz pierwszy czuć, że wydarzenia z poprzednich tomów miały wpływ na świat Szereru oraz bohaterów. Tego tomu niestety nie można czytać bez znajomości wcześniejszych. Z każdą kolejną stroną „Porzuconego królestwa” byłam coraz bardziej zaintrygowana i ciekawa, co autor tym razem wymyślił. Na szczęście nie ma tu opisów bitew ani manewrów wojskowych. Kres tym razem stawia na wielowątkowość i co rozdział przeskakujemy między postaciami (moim ulubionym tym razem był wątek z Basergorem-Kragdobem), jednak na koniec wszystko łączy się w logiczną całość. Autor ponownie nie oszczędza wykreowanych przez siebie postaci, a niektóre sceny są brutalnie. Tak jak w przypadku „Grombelardzkiej legendy”, ten tom jest pełen smutku i nostalgii.
Liczę, że kolejna część utrzyma poziom, a nawet będzie lepsza.
Z każdym kolejnym tomem Kres udowadnia, że stworzone przez niego uniwersum jest znacznie bogatsze niż można by się spodziewać, a bohaterowie i ich historie znacznie bardziej ludzcy i realistyczni, niż chcielibyśmy przyznać. Porzucone królestwo czyta się doskonale, a jednak przez całą lekturę czytelnikowi towarzyszy poczucie nadciągającego końca. Czyj to jednak będzie koniec? Tego do ostatnich rozdziałów nie możemy być pewni. Zwłaszcza że obserwujemy bohaterów stojących po przeciwległych stronach, a kibicować chciałoby się zarówno jednym, jak i drugim.
Zakończenie ściska za serce, wywołuje wiele emocji, które nie są łatwe, a lektura mimo że naprawdę doskonała, wzbudzi wiele smutku. Dobrze, że w zanadrzu czeka na mnie kolejny tom. Liczę, że mnie pokrzepi.
Tęskniliście za Kragdobem? Oto jego wielki powrót! Chciał odpocząć w Dartanie, znaleźć nowych sojuszników. Znalazł tylko wojnę, spiski i samotności. Powrócił do swojego domu, który już jego domem nie jest, do towarzyszy, których już nie ma, do Grombelardu, który nie jest już taki jak był... Pozostała mu tylko tęsknota, zmarnowane życie i samotności. Pozostało mu coś jeszcze - miłość do gór, jego gór...
Trochę zwolniliśmy tempo, odpoczynek należy się każdemu, ale to nadal jest cholernie dobre 🍵🤓📚📖😍
Gorzka, bardzo gorzka i momentami trudna opowieść. Trudna dla mnie, bo wyborów bohaterów nie rozumiałem. Nie dlatego, że zostały źle przedstawione. Zwyczajnie dochodzi tu ludzkie i niekiedy małostkowe "ja bym zrobił inaczej".
Czuję ból po skończonej lekturze i przykro mi. Tak zwyczajnie i po ludzku. Kolejny, udany rozdział Księgi Całości za mną. W Dartanie dostałem nieoczekiwaną radość i szczęście. W Grombelardzie zastała mnie tylko pustka, śmierć i deszcz.