9. i przedostatni tom Malazańskiej Księgi Poległych Na wojnie przegrywają wszyscy. Tę okrutną prawdę można wyczytać w oczach każdego żołnierza na każdym ze światów…
W Letherze, armia malazańskich wygnańców pod dowództwem przybocznej Tavore wyrusza w marsz na wschodnie Pustkowia, by walczyć o nieznaną sprawę z nieprzyjacielem, którego żaden z żołnierzy nigdy nie widział. Na tych samych Pustkowiach gromadzą się również inni, gotowi stawić czoło przeznaczeniu. Wojowniczy Barghastowie, niezdolni do tego, by wywrzeć zemstę na Tiste Edur, szukają za granicą nowego nieprzyjaciela, a przed Onosem Toolanem, ongiś nieśmiertelnym T’lan Imassem, obecnie zaś śmiertelnym wodzem klanów Białych Twarzy, stanęła groźba buntu. Na południu, zgubańskie Szare Hełmy wytargowały prawo przejścia przez zdradzieckie królestwo Bolkando. Zgubańczycy zamierzają się spotkać z Łowcami Kości, ale złożona przez nich przysięga wierności Malazańczykom zostanie poddana poważnej próbie. Starożytne enklawy pradawnej rasy szukają natomiast zbawienia – nie wśród swoich, lecz wśród ludzi – ponieważ do ostatniego ocalałego bastionu K’Chain Che’Malle zbliża się starodawny wróg. Ostatnia wielka armia Imperium Malazańskiego jest zdeterminowana stanąć do jeszcze jednej bohaterskiej bitwy w imię odkupienia. Czy jednak można uznać czyny za bohaterskie, jeśli obywają się bez świadków? I czy to, czego nikt nie ujrzał, może na zawsze zmienić losy świata? Przeznaczenie rzadko jest proste, a prawda nigdy nie bywa jasna. Pewne jest tylko jedno – czas nie sprzyja żadnej ze stron. Albowiem dokonano odczytu Talii Smoków i uwolniono straszliwą moc, której nikt nie potrafi zrozumieć…
W dalekim kraju, pod obojętnym niebem, rozpoczyna się przedostatni rozdział „Malazańskiej księgi poległych”.
Steven Erikson is the pseudonym of Steve Rune Lundin, a Canadian novelist, who was educated and trained as both an archaeologist and anthropologist. His best-known work is the series, the Malazan Book of the Fallen.
>>Krieg bedeutete die endgültige Aufgabe von jeglichem Anstand und - was das anging - jeglicher Logik.<<
Ich akzeptiere das Ende übrigens nicht. Solange ich keine Leiche sehe, ist auch niemand tot. Also, der eine ist schon tot, da sind Leichenteile durch die Gegend geflogen, ABER NICHT ... SPOILER. Nope, I refuse.
Zum ersten Mal muss ich aber zugeben, dass ich mir dachte: Okay, jetzt ist langsam genug mit neuen Konflikten. Ich liebe, wie groß die Welt ist, und das ist auch durchaus realistisch, aber als dann NOCH ein Feind aufgetaucht ist, der dann auch besiegt worden ist, und das alles auf 100 Seiten, habe ich ein kleines, unzufriedenes Geräusch von mir gegeben. Wir sind jetzt kurz vor dem Ende, und ein biiiiisschen straffen kann man ... schon. :D
Co tu dużo mówić... Zdążyłem się przyzwyczaić do stylu Eriksona i spodziewałem się długiego wstępu (czyt. 200 - 300 stron rozwinięcia akcji), ale przy tej części autor poszedł o krok dalej i cały pierwszy tom (Wymarsz) jest wstępem... w drugim z kolei akcja powoli nabiera tempa, po to tylko, aby ostatecznie doprowadzić do... no właśnie... zawieszenia akcji do następnej części! (Pieprzony cliffhanger!)
Kolejna część, w której nie występuje Ganoes Paran, a mimo to, cały czas odnoszę wrażenie, że jeszcze się pojawi. Pojawia się za to kilku nowych bohaterów - jakby dotychczasowych było za mało... Swoją drogą, zadziwia mnie łatwość z jaką Erikson pozbawia życia całe armie i kolejnych bohaterów (i to nie tylko tych epizodycznych)...
I really don't get all the Dust of Dream hate. Such an awesome book. Not nearly the best, Malazan has to offer due to some... Erikson-isms that he cranks up to 11 in this one, but apart from that intriguing all the way. And of course, Malazan delivers with it's insane battle-scenes there in the end. Erikson really is the absolute master of battles, holy crap. And master of the term "epic" in general. And of "darkness". Hell this book goes dark...
Honestly can't believe there is only one book left! I'm not ready, aaaah!