Zaczyna się dość niewinnie, jak w prozie obyczajowej - męska wyprawa ojca i syna. Jednak po powrocie do domu, okazuje się, że nic nie jest tak samo. Chłopiec staje się zupełnie inny, przesadnie grzeczny, spokojny, pozbawiony żywiołowości i emocji. Później jest onirycznie, baśniowo, pojawiają się cechy thrillera, powieści grozy. Świat rzeczywisty miesza się ze światem fantastycznym, baśniowość z realizmem. Wydarzenie goni wydarzenia, jeden wątek ustępuje miejsca drugiemu.
Personifikacja lasu powoduje, że staje się on silną osobowością, wręcz animatorem akcji, który narzuca atmosferę, kierunek wydarzeń, budzi grozę, ale też uwodzi swoją majestatycznością, neprzenikliwością, dostojeństwem i tajemnicą.
Musiałowicz przedstawia awers i rewers świata, w którym żyjemy. Nasze pragnienia, oczekiwania, potrzeby, a z drugiej strony kompromisy, wyrzeczenia, by choć w części zrealizować swoje marzenia. A wokół tego wszystkiego jest las, uwodzący, wciągający, wpływający na tych, którzy do niego wejdą, nie pozwalający się wyrwać ze swoich objęć.
Interesujący jest również wątek niepełnosprawnej intelektualnie bohaterki Odrzucając warstwę grozy i horroru, skłania do postawienia pytań o jej pragnienia do bycia szczęśliwym, posiadania rodziny, dzieci. To bowiem również książka o matczynej miłości, gotowości do poświęcenia, zaspokojenia pragnień córki, choćby wymagało to wsparcia tajemniczych, nadprzyrodzonych, mrocznych sił.
To, co dzieje się w lesie, pełne jest poetyckości, subtelności, niepokoju i grozy. Natomiast świat rzeczywisty w warstwie językowej nasycony jest kolokwializmami, prostotą, powtórzeniami, nieporadnością językową, czasem wręcz irytującą. To może zniechęcać, nużyć. Dla mnie jest przejawem różnorodności opisywanych światów, nie tylko na poziomie treści, znaczeń, lecz również języka - innego dla każdego z nich.