Po świetnym „Czarnym stawie”, który okazał się jedną z ciekawszych młodzieżówek ostatnich lat, moje oczekiwania wobec kontynuacji były naprawdę wysokie. Gdy tylko pojawiła się zapowiedź „Wiły”, wiedziałam, że nie odpuszczę. I całe szczęście — Robert Ziębiński po raz kolejny udowodnił, że potrafi pisać nie tylko z pomysłem, ale też z wyczuciem dla młodego (i nie tylko młodego) czytelnika.
Już od pierwszych stron widać, że autor doskonale panuje nad tempem akcji. Jego język jest lekki, naturalny, a dialogi brzmią autentycznie — bez sztuczności, która często potrafi pogrążyć młodzieżowe powieści. Przez książkę się po prostu płynie: dynamiczne sceny przeplatają się z chwilami refleksji, a całość wciąga tak bardzo, że nawet nie zauważa się, kiedy mija połowa tomu.
„Wiła” kontynuuje wątki z „Czarnego stawu”, ale nie jest tylko ich powtórzeniem. Ziębiński rozbudowuje świat, wprowadzając nową, mroczną siłę, która nawiedza małą miejscowość i zmienia spokojne życie bohaterów w nieustanną walkę o przetrwanie. Kamil i jego przyjaciele muszą zmierzyć się z kolejnym przejawem legend, które w tym uniwersum są jak najbardziej rzeczywiste — i to jest właśnie największy atut tej serii. Tutaj polski folklor żyje, oddycha i potrafi naprawdę przestraszyć.
Autor ponownie sięga po motyw Twardowskiego, ale w tym tomie szczególnie mocno rozwija wątki słowiańskiej mitologii. Pojawia się tytułowa wiła — mityczna istota znana z ludowych podań, piękna, ale niebezpieczna, która wciąga ludzi w swoją grę i staje się symbolem uwodzącej, nieokiełznanej natury zła. Obok niej pojawiają się też echa dawnych wierzeń, duchów i demonów, które przemykają gdzieś na granicy świata realnego i magicznego. Ziębiński zgrabnie łączy autentyczne elementy mitologii słowiańskiej z własnymi pomysłami fabularnymi, tworząc spójną, nowoczesną historię o polskich korzeniach. Dzięki temu książka ma wyjątkowy klimat i tożsamość, której często brakuje współczesnym młodzieżówkom.
Akcja nie zwalnia ani na moment — nie ma tu przestojów, a każdy rozdział kończy się tak, że trudno nie sięgnąć od razu po kolejny. Atmosfera Czarnego Stawu pozostaje duszna, niepokojąca, a jednak fascynująca. Miasteczko, w którym granica między światem ludzi a światem legend zaciera się z każdą stroną, przyciąga jak magnes. To połączenie grozy, tajemnicy i małomiasteczkowej codzienności działa znakomicie, tworząc klimat idealny na jesienne wieczory.
Bohaterowie dojrzewają wraz z fabułą — ich emocje są wiarygodne, decyzje logiczne, a relacje między nimi pełne ciepła i humoru. Widać, że łączy ich coś więcej niż tylko wspólna walka ze złem. Mają swoje problemy, dylematy, małe dramaty i radości, przez co łatwo się z nimi utożsamić. No i Pan Pullman, koci towarzysz Kamila — prawdziwa perełka tego tomu. Wnosi odrobinę lekkości i uroku, stanowiąc doskonały kontrast dla mroczniejszych wątków. (Tak, sama chciałabym mieć takiego kocura, choć podejrzewam, że mój mąż nie byłby aż tak zachwycony).
Podsumowując — „Wiła” to kontynuacja, która w pełni dorasta do swojego poprzednika. To książka napisana z pasją, wyczuciem i świetnym rytmem. Młodszy czytelnik dostanie tu emocjonującą przygodę z elementami grozy, a starszy – nostalgiczny powrót do czasów, gdy wierzyliśmy, że legendy mogą ożyć. Obecność słowiańskich motywów, takich jak wiły, duchy i odwołania do dawnych wierzeń, nadaje tej historii wyjątkowy, lokalny charakter i sprawia, że na tle innych młodzieżowych serii ta wyróżnia się oryginalnością i głębią.
Idealna lektura na długie, jesienne wieczory — mroczna, wciągająca i z sercem. Czekam z niecierpliwością na trzeci tom, bo jeśli Ziębiński utrzyma ten poziom, „Czarny staw” stanie się jedną z tych serii, o których będzie się mówić długo po zakończeniu.