Życie Baltazara Synala, dwunastoletniego chłopca z Wrocławia ulega nagłej przemianie, gdy okazuje się, że jego własny kot potrafi mówić, co więcej – jest jednym z wielu kotów, zajmujących się ochroną ludzi przed potworami z innych wymiarów. Kot Łatek, który sam każe tytułować się Marianem i ma wyjątkowo wredne usposobienie, uświadamia Baltazarowi, że koty i niektórzy ludzie mogą podróżować między światami oraz posiadać niezwykłe zdolności o tajemniczej nazwie „moc Przed”, które jednym pozwalają dokonywać czynów spektakularnych, a innym… Cóż, tych mniej widowiskowych…
Chłopiec szybko orientuje się, że życie wśród odwiedzaczy, czyli osób potrafiących odsyłać potwory z powrotem do ich świata, wiąże się także z ogromnym niebezpieczeństwem.
Świat widziany z perspektywy inteligentnego, acz złośliwego kota, wisielczy humor, wartkie dialogi, zaskakujące zwroty akcji, nietuzinkowi bohaterowie i zapowiedź epickiej przygody fantasy w rodzimych klimatach czynią z tej wciągającej powieści prawdziwy majstersztyk.
Czytałam to mojemu 9-letniemu synowi. Jemu się baardzo podobało. Od razu zaczęliśmy kolejną część. Jak dla mnie - ok. Z plusów: fajni bohaterowie, świat nie ucukierkowiony, jak to bywa z wieloma powieściami dla dzieci, kot Marian świetny, sporo naprawdę zabawnych momentów (czasami oboje chichraliśmy się jeszcze następnego dnia przy śniadaniu), wciąga. Wciąga na tyle, żeby syn błagał mnie o jeszcze 10 minut, a ja się zgadzałam, kosztem trudnego budzenia do szkoły ;) Do zarzucenia mam: przegadanie (całość do skrócenia o min. 20%, zwłaszcza w pierwszej połowie. Rozumiem budowanie świata itd, ale akcja postępowała strasznie niemrawo miejscami, a opisy siedziby odwiedzaczy jako typowego polskiego urzędu - cringowe ;) No i postaci rodziców Baltazara - no cóż. Rozumiem, że nie mogą być zbyt rozgarnięci, skoro nie mogą się zorientować, że syn przyłącza się do tajnej organizacji a kot jest opryskliwym mówiącym kocim celebrytą o supermocach… ale takie płaskie postaci z jedną cechą? (Joanna: lubi koty. Tomasz: nie lubi wydawać pieniędzy). Ogólnie syn daje 4,5, ja 3. Czytamy kolejną część ;)
Grupa dzieciaków walczy z potworami z innych światów. Nad odwiedzaczami, czyli tymi którzy potrafią przenosić się do innych światów, stoi rada nadzorcza, która kontroluje czy nie ma wykroczeń wobec ustalonych reguł. Jest też szkoła, gdzie dzieciaki uczą się zasad podróżowania między światami i zabijania potworów. W książce dużą rolę odgrywają koty, których żywoty sięgają prawieków, gadają i podróżują między światami. Kot Marian, jedna z głównych postaci, jest sarkastycznym zbójem. Postać charakterna i konsekwentna w swej zgryźliwej ironii. Oprócz tego mamy jeszcze grzecznego i utalentowanego głównego bohatera Baltazara, jest też Konrad, który kiedyś znęcał się nad Baltazarem, Amelię, która jest zombie i jej ciało się rozkłada i śmierdzi oraz Kaśkę, która jest odważna i szuka kłopotów oraz wiele innych.
Wyraźnie daje się odczuć obecność dorosłego mężczyzny w narracji. Mamy drinki (oczywiście nie jest wspomniane, że są alkoholowe), mamy trochę polityki, trochę przytyków do otaczającego świata. Autor jest radcą prawnym i niekiedy jakiś paragrafik też zostaje tu przytoczony. Odniosłam wrażenie, że autor generalnie dobrze się bawił pisząc pewne kwestie.