Zacznijmy od pierwszej piramidalnej głupoty, którą tak doświadczone wydawnictwo jak PIW zdecydowało się wykorzystać jako „promo” tej książki. Otóż zdaniem autora o prawdziwym obliczu papieża Piusa XII i jego niesłabnącemu zaangażowaniu w niesieniu pomocy Żydom podczas Holocaustu świadczy to, że w 1944 r. dziękować z tego powodu miał mu m.in. główny rabin Izraela. Otóż Izrael jako państwo proklamował swą niepodległość 14 maja 1948 r. Jakim więc cudem „główny rabin Izraela” w 1944 r. mógł dziękować papieżowi Piusowi XII za jego zaangażowanie w ratowanie Żydów, skoro w tym czasie takie państwo jak Izrael jeszcze nie istniało? Mam świadomość, że Pismo Święte, zwłaszcza Nowy Testament, pełne jest opisów cudów, ale ta książka ma funkcjonować – i w zamyśle autora chyba w tym celu została napisana – jako poważny głos w publicystyce i rzucać nowe światło na pontyfikat papieża, na którym od dziesięcioleci spoczywa odium sprzyjania ruchom faszystowskim. Tymczasem zamiast poważnej publikacji czytelnik otrzymuje chyba raczej kolejną „ewangelię” tudzież „apokryf”, bo trudno inaczej niż w kategorii „cudu” nazwać rewelacje – sprzedawane przez autora „na serio” – że w 1944 r. Pius XII mógł otrzymać podziękowania od duchowego zwierzchnika państwa, które miało powstać dopiero za 4 lata. Pomijam w tym miejscu fakt, że urząd „głównego rabina Izraela” nie istnieje i nigdy nie istniał. W państwie żydowskim funkcjonuje urząd „naczelnego rabina Izraela”, który powstał dopiero w 1948 r.
Idźmy dalej – już w 1944 r. papież Pius XII ma otrzymać podziękowania za jego zaangażowanie w ratowanie Żydów. Podziękowania takie wymagałyby od składającego je wiedzy na temat Holocaustu i jego skali. Tymczasem społeczność międzynarodowa o Endlösung i rozmiarach eksterminacji ludzi wyznania mojżeszowego dowiedziała się dopiero przy okazji relacji prasowych z procesów norymberskich. Przed tymi procesami wiedza o Holocauście nie była powszechna – informacje o tym, co naprawdę się dzieje w nazistowskich obozach koncentracyjnych posiadało wąskie grono aliantów oraz ludzie, którym udało się stamtąd uciec.
Autor nie kryje się specjalnie ze swoimi zamiarami, które są nakierowane na obalenie „czarnej legendy” wokół postaci Piusa XII. W tym celu – jak oświadcza ze śmiertelną powagą - dzieli się z czytelnikami dokumentami, na których upublicznienie pozwolił dopiero papież Franciszek. I tego za cholerę pojąć nie mogę i proszę o pomoc. Bo skoro faktycznie istniały te „przełomowe” dokumenty rzucające „nowe światło” na działalność Stolicy Apostolskiej podczas II wojny światowej i jej pomoc w ratowanie Żydów, to dlaczego – pytam się DLACZEGO??? – Watykan nie zdecydował się na ich publikację w odpowiedzi na pierwsze doniesienia szkalujące dobre imię Piusa XII? Dlaczego watykaniści nie rzucili ich w twarz pismakom z żądaniem odszczekania tych kalumnii i potwarzy, skoro istniały twarde dowody, czarno na białym, jak to Pius XII wytężał siły, by Żydów ratować??? Z jakiej przyczyny Watykan czekał aż do pontyfikatu Franciszka, by odkryć istnienie tych dokumentów i wydobyć je na światło dzienne – lata po tym, jak zdążyła się utrwalić owa „czarna legenda” papieża-nazisty? Ponadto, skoro było tak zajebiście i Pius XII angażował się w pomoc Żydom, to dlaczego – znów, pytam się poważnie, DLACZEGO??? – począwszy od pontyfikatu Jana Pawła II, każdy papież podejmuje starania w pojednanie ekumeniczne z Żydami? Skoro było tak zajebiście i skoro Pius XII pomagał ile sił, to z jakiej przyczyny Jan Paweł II po wielokroć kierował przeprosiny pod adresem narodu żydowskiego? Czy aby nie dlatego, że poczucie winy uwierało jednak nasze chrześcijańskie sumienia??? Skoro Pius XII uczynił tyle, ile mógł, to po co i za co te przeprosiny do ciężkiej cholery, skoro w gruncie rzeczy Stolica Apostolska nie powinna sobie mieć nic do zarzucenia???
Autor w całej publikacji swobodnie rzuca liczbami, ale jedno porównanie setnie mnie wk****ło. Otóż w pełnej powadze stwierdza on, że dzięki staraniom Piusa XII zdołano uratować 2.800 Żydów, czyli dwa razy więcej niż Oskar Schindler. I on to napisał na poważnie!!! Na poważnie on przyrównał rzekome działania gościa na Tronie Piotrowym, który dysponował znacznie większymi środkami finansowymi i doskonałą siecią przerzutową (parafia w każdej wsi) do działań niemieckiego przemysłowca, dysponującego ograniczonymi zasobami materialnymi (jedną fabryką)! Pominę w tym miejscu fakt, że na konto papieża zalicza on oddolne akcje podejmowane przez ludzi kościoła rzymskokatolickiego, którzy z narażeniem swego życia ratowali Żydów. To, że jakiś ksiądz/klasztor/zakon zaangażował się w ratowanie starozakonnych nie oznacza, że zasługę tę należy przypisać papieżowi jako ich najwyższemu zwierzchnikowi.
Pisząc o zaangażowaniu Piusa XII, autor tego „dzieła” wielokrotnie pisze, że podczas wojny było trudno i ciężko. Bo za pomoc Żydom można było stracić nawet życie. W tym miejscu dodałbym, że po wojnie też było trudno i ciężko, lecz nie przeszkodziło to wysokim czynnikom watykańskim w zaangażowanie się w pomoc nazistom w ucieczce przed wymiarem sprawiedliwości. Bo powiązania między Hudalem i jemu podobnymi a Stolicą Apostolską zostały już przez historyków dobrze zbadane. Pomoc nazistom nie wiązała się z narażeniem życia, ale poplecznictwo zagrożone było karą pozbawienia wolności. I jakoś ani ta kara ani „trudne” i „ciężkie” warunki nie przeszkadzały w przerzucaniu nazistów do krajów Ameryki Południowej i do Południowej Afryki. W przypadku Żydów zaś grożąca kara oraz „trudne” i „ciężkie” warunki są idealną wymówką. Gdyby faktycznie Pius XII działał tak aktywnie, jak twierdzi autor, to spytałbym się, dlaczego los włoskich Żydów wyglądał tak a nie inaczej? Im pomóc akurat Watykan miał najłatwiej…
Miała być poważna publikacja, a wyszła kolejna hagiografia. Albo baśń, gdyż fantazji w niej niemało.